Jest w Polsce stary, zaniedbany, choć piękny żaglowiec: zwie się „Generał Zaruski”. Jest idea. I chęć. Tylko szczęścia i pieniędzy brak.
Przygotować żagle do stawienia! Ster prawo! Grota szoty wybierz! Prawy foka szot wybierz! Wyłączyć silniki!
Oj, chciałoby się, chciało — uśmiecha się, słysząc takie żeglarskie komendy, Remigiusz Witkowski, prezes firmy BAIT i szef Fundacji Polskie Żagle im. gen. Mariusza Zaruskiego.
Fundacji powołanej już cztery lata temu przez przedsiębiorców do odrestaurowania najstarszego wówczas pływającego polskiego żaglowca — kecza gaflowego z 1939 roku „Generała Zaruskiego”. Fundacji, która była już całkiem blisko celu, ale — na razie — jachtu morzu nie zwróciła…
Historia „Zaruskiego” to pasja, ciężka praca, śmierć, upragniony ląd na horyzoncie i nagły sztorm, który trwa do dziś.
20 maja 2005 roku, godzina 5.00. Poranek? Chłodny. Bałtyk? Spokojny. „Generał Zaruski” pierwszy polski jacht, który przeciął krąg polarny, odchodzi od kei, w ostatni — do dziś — swój rejs. Płynie z Jastarni do Władysławowa. Ma przejść gruntowny remont.
Marzenie
— Pomysł odratowania żaglowca pojawił się w 2003 roku — po tym, jak zadzwonił do mnie Piotr Derkowski, właściciel firmy pomocy drogowej z Pomorza. Obaj jesteśmy żeglarzami. Znamy się — wspomina Remigiusz Witkowski.
Na początku XXI wieku „Generał Zaruski” gdy przekroczył sześćdziesiątkę, stracił żeglarską klasę — uprawnienia do dalekich pływań. Był bez karty bezpieczeństwa i od czterech lat stał na tzw. sznurkach przy kei Ligi Obrony Kraju (LOK) w Jastarni. Oficjalnie od LOK dzierżawił go rybak o popularnym w mieście nazwisku Herman.
— Stan jachtu, gdy fundacja przejęła nad nim pieczę, był zatrważający. Pokład zbutwiały, ledwo stojące maszty, ktoś nawet „zasunął” zabytkowy dzwon okrętowy... Nikt nie miał koncepcji, co robić. Jeszcze moment, a zacząłby pływać po porcie w Jastarni jako smażalnia ryb — do dziś kręci głową, jakby się dziwiąc, Piotr Derkowski.
Przedsiębiorcy do rady fundacji zaprosili kilku wpływowych biznesmenów i menedżerów. Rozesłali setki próśb o pomoc.
— W końcu nawiązaliśmy mocny kontakt z Pocztą Polską. Trafiliśmy tam na dyrektora Chabowskiego, który sam pływał kiedyś na „Zaruskim”. Dyrekcja Poczty zgadzała się z naszym pomysłem, by przywrócić „Generała” młodzieży. Na przykład organizować na nim szkoły pod żaglami. Non profit, oczywiście — mówi Remigiusz Witkowski.
Kecz z 1939 roku niemal od zawsze najbardziej nadawał się dla młodych żegkarzy (spartańskie warunki: trzydziestu chłopa w jednym kubryku). Po to zresztą został stworzony.
W 1938 roku — z inicjatywy gen. Mariusza Zaruskiego — zamówiła go u Szwedów Liga Morska i Kolonialna. Miał być jednym z dziesiątek jachtów w składzie przyszłej morskiej flotylli harcerskiej.
W 2004 roku Poczta Polska została oficjalnym sponsorem rewitalizacji zasłużonej jednostki we Władysławowie. Na początku 2005 roku na konto Fundacji Polskie Żagle im. gen. Mariusza Zaruskiego wpłynęła pierwsza z trzech rat (40 proc. z obiecanej 570-tysięcznej dotacji).
Czar pryska
Luty 2006 roku, Władysławowo. Poranek. Przenikliwy mróz. Bałtyk. Lekko wzburzony. Szkutnik Andrzej Eremus, jeden z ostatnich potrafiących budować i remontować drewniane jachty, śpi dłużej. Nie wstaje skoro świt, jak wiele dni wcześniej. Poczta Polska nie przelała kolejnej części dotacji dla Zaruskiego (176 tys. zł). Remont jachtu został tym samym zawieszony. Zaruski stoi. Odnowiony — na poły.
— Do tego czasu na odbudowę żaglowca poszło 420 tys. zł. Lwia część tej kwoty to były pieniądze z Poczty. Kolejne prace zawiesiliśmy po wyborach. Gdy u naszego sponsora zmieniły się władze, jednocześnie zmieniły się priorytety i strategia marketingowa — dodaje Witkowski.
Poczta nie chciała już sponsorować żeglarskiej fundacji. Witkowski i Derkowski wymieniają z nowym zarządem państwowej firmy pisma — dochodzi nawet do spotkań z udziałem prawników.
Fundacja — dopóki miała umowę z Pocztą jako sponsorem generalnym — nie mogła też sprzedawać cegiełek. W sierpniu 2006 roku Poczta wypowiedziała jednak porozumienie o dotowanie „Zaruskiego” i zakazała fundacji promowania swego logo na kadłubie statku.
— Ciągle liczymy na ugodę. Nam nie zależy na sporze. Zrobiliśmy kadłub. Resztę rozpoczęliśmy i nie możemy skończyć, bo posypał nam się plan finansowy — tłumaczy Witkowski.
— Rezygnacja ze sponsorowania takich projektów, jak rewitalizacja „Zaruskiego”, to element strategii marketingowej, którą ukuliśmy w zeszłym roku, a wprowadziliśmy z początkiem stycznia. Chcemy się skupić na promocji produktowej. Odchodzimy od wizerunkowych projektów — wyjaśnia Radosław Kazimierski z Poczty Polskiej.
Niestety, poniewczasie okazało się też, że remont „Zaruskiego” to nie 600 tys. zł — jak początkowo zakładano — a co najmniej milion złotych! Kiedy statek rozebrano na części, okazało się, że zbutwiał do szczętu.
Samo życie
15 stycznia 2007 roku. Poranek. Wietrzny. Bałtyk. Nadal wzburzony. „Zaruski” stoi na rampie, zza chmur wychodzi słońce, choć po chwili zachodzi, pada. Po drodze do warszawskiego Wawra, gdzie mam spotkać się z Remigiuszem Witkowskim, remontują — tyle że drogę.
Wieści w sprawie żaglowca są trochę złe, trochę dobre…
— Dobra wiadomość: mamy kontakt z koncernem energetycznym Enea. Ale przed tygodniem zmarł Andrzej Eremus, dla którego odbudowa „Zaruskiego” była nieomalże sensem życia. Czekają nas zatem poszukiwania nowego specjalisty, który — gdy ponownie zapewnimy finansowanie — będzie odpowiadał za remont — twierdzi Remigiusz Witkowski.
Cóż, klątwa Latającego Holendra to może to nie jest. Po prostu — jest w Polsce stary, zaniedbany, choć piękny żaglowiec: zwie się „Generał Zaruski”. Jest idea. I chęć. Tylko szczęścia i pieniędzy brak.
A tak było:
Typ ożaglowania:kecz gaflowy
Powierzchnia żagli:315 metrów kwadratowych
Rok budowy:1939, Szwecja
Długość całkowita:28 m
Zanurzenie:3,5 m
Tonaż:71 BRT
Załoga stała:3 osoby
Załoga:30 osób
Port macierzysty:Jastarnia
Gen. Mariusz Zaruski (1867-1941). Malarz, pisarz, fotografik, żeglarz i podróżnik. I jeszcze konspirator, zesłaniec, ułan, instruktor harcerski, taternik i założyciel Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dowódca 11 Pułku Ułanów i adiutant prezydenta Wojciechowskiego. Brał udział m.in. w I wojnie światowej i wojnie polsko-bolszewickiej. W niepodległej Polsce zintegrował ruch żeglarstwa harcerskiego, akademickiego i klubowego. Znany z powiedzenia: „W twardym trudzie żeglarskim hartują się charaktery”. Zgodnie z tą myślą został kapitem na szkunerze „Harcerz”, przemianowanym później na „Zawisza Czarny”. Odznaczony pośmiertnie (w 1997) Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.
historia pewnego Żaglowca
„Zaruski” w wielu wcieleniach
Z inicjatywygen. Mariusza Zaruskiego Liga Morska i Kolonialna zamawia nowy żaglowiec.
1939
„Generał Zaruski”powstaje w szwedzkiej stoczni w Eknos koło Karlskrony — termin odbioru: maj, później: wrzesień...
1939-45
Jacht na szwedzkichwodach terytorialnych pod nazwą Kryssaren. Wykorzystyuje go Szwedzka Szkoła Żeglarska.
1946
Żaglowiec wpływa do kraju; nazwa zostaje zmieniona na „Generał Zaruski”, w hołdzie inicjatorowi budowy.
1950
„Zaruskiemu”na 7 lat znów zmienia się nazwa — na „Młoda Gwardia” (rejsy służące stalinowskiej propagandzie).
1957
Najważniejszy rejs.Wraz z „Zewem Pomorza” płynie do Narwiku. Jako pierwszy polski jacht przecina krąg polarny.
poł. 1990
„Generał Zaruski”(nazwę przywrócono w latach 70.) wyczarterowany osobie prywatnej — rybakowi z Jastarni.
2001
Wyeksploatowany jachtstaje bezczynnie w porcie w Jastarni
2003
Fundacja Polskie Żagleim. gen. Zaruskiego postanawia wyremontować jacht, by szkolił — żeglarską młodzież.
