Generalnie jest, ale go nie ma

Jacek Konikowski
opublikowano: 2007-04-27 00:00

Adam Bachleda-Curuś. Mówią o nim pniok,

bo góralskie korzenie ma głębsze niż krzok

czy ptok. Oscypek od gołka odróżnia po zapachu, a w kościele klęka, a nie kuca. Chadza własnymi ścieżkami, choć nie pod reglami.

Cholerne białe niedźwiedzie, jedzie od nich gorzałą, że wstyd — narzeka starsza kobieta znad kosza oscypków.

— Z krowiego mleka je struga i wciska ceprom ciemnotę, że to oscypki, a nie gołki — odgryza się niedźwiedź.

Pachnie zadymą. Ale ani handlarz bursztynowymi koralikami i czerwonymi koralami, ani sprzedawca kierpców nie zwracają na to uwagi. Bo w Zakopanem zawsze iskrzy, gdy chodzi o pieniądze. Taki naród.

Tu prawie każda rodzina ma własny biznes — jedna większy, inna — mniejszy. Na 30 tys. mieszkańców działalność gospodarczą prowadzi prawie 6 tys. osób. Na Krupówkach, w handlowym sercu Zakopanego, zarabiają najlepsi. A przecież to droga do Kościeliska była kiedyś historycznym centrum miasta.

Tak czy owak: Krupówki to najdroższy kawałek Podhala. Chcesz tu wynająć sklep, płać 70 euro za metr. Chcesz kupić pensjonat czy restaurację, szykuj miliony. Nie masz kasy, sprzedawaj oscypki albo udawaj misia. Za kilkanaście lat będziesz bogaty. Albo szybciej, jeżeli dopisze ci szczęście. Wielu dopisało.

Jednemu szczególnie. Jedni mówią o nim: pan na Krupówkach, inni — mister ABC. Zgryźliwi dodają jeszcze litery: DEF — Doskonały Ewentualnie Fenomenalny. Nie ma wielkiego biura, sekretarek, kierowcy czy ochroniarza. Adam Bachleda-Curuś (ABC) to najbogatszy góral na Podhalu. I najbardziej kontrowersyjny.

Krupowie i Młynarze

Nikt dzisiaj nie pamięta, skąd wzięli się Bachledowie w Zakopanem. Ponoć przybyli z okolic Spiszu. Wiadomo tylko, że w XVII wieku ten ród osiedlił się na Równi Krupowej. Tworzyły ją trzy polany: Kurtkówka, Łukaszówka i Stopkówka, na które wtedy mówiono po prostu Krupówki, a na ich mieszkańców — Krupowie lub Młynarze. Ich pola graniczyły z polami Gąsieniców, z którymi często toczyli spory, a nawet bitki „o miedzę”. Choć i ożenki między nimi były równie częste.

— Rodzina Bachledów-Curusiów była zamożna od zawsze. W 1632 roku otrzymali nadania królewskie, dwa łany ziemi, które biegły od szczytu Gubałówki aż po regle. Mniej więcej w tym to miejscu są teraz Krupówki, choć nie wiem, dlaczego właśnie ta ulica stała się centrum miasta. Może moi pradziadkowie aktywnie pomagali szczęściu, bo że celowo wykreowali Krupówki, to nie sądzę... Faktem jest, że dzisiaj spora część tej ulicy należy do Bachledów — mówi Adam Bachleda-Curuś, kartkując potężną księgę z genealogią rodu Bachledów.

Zamożni? Do czasu. W latach 70. komuniści wywłaszczyli Bachledów ze wszystkich nieruchomości, w tym z rodzinnego domu przy Krupówkach. Nie tylko zresztą ich.

— Zabrali góralom Tatry, hale i doliny. Odcięli nas od korzeni. Później utworzono z tych ziem Tatrzański Park Narodowy. Górale się z tym pogodzili. Chyba jako jedyna w Polsce grupa społeczna, bo dzisiaj nie krzyczą, żeby im oddać Dolinę Kościeliską czy Halę Gąsienicową — mówi Bachleda.

Cóż mógł góral bez hal?

— Tata założył w latach 70. jedyną prywatną szklarnię w Zakopanem. Niedużą, bo 400 metrów, ale dzięki niej mogliśmy żyć na przyzwoitym poziomie — mówi Bachleda.

Albo wyemigrować do Ameryki, jak wielu górali.

— Nikt z naszej rodziny nie musiał emigrować za ocean. Wyjeżdżali głównie górale z wiosek oddalonych od Zakopanego, które z czasem stało się modną miejscowością, odkrytą i wylansowaną jeszcze przed wojną. Witkacy, Młoda Polska… Tu ludziom powodziło się nie najgorzej, ale im dalej od Zakopanego, tym bieda głośniej piszczała — mówi Bachleda.

Szklarnia okazała się tak dobrym interesem, że Bachleda ukończył ogrodnictwo w krakowskiej szkole wyższej, wierząc, że kiedyś zostanie podhalańskim królem pomidorów czy ogórków.

— Królem może nie, ale rolnictwo zawsze mnie pociągało… Na Akademię Rolniczą był tłum chętnych i pewnie gdyby nie to, że byłem orłem z chemii i miałem chłopskie pochodzenie, szanse miałbym marne — wspomina Bachleda.

Nadszedł stan wojenny.

— Jakiegoś dnia zabrano nam cały koks. Nie było czym ogrzewać szklarni. Padła. Dosłownie, bo razu pewnego spadło tyle śniegu, że po prostu się zawaliła. Tata był jednak człowiekiem twardym i przedsiębiorczym. Zrobił pierwsze w Polsce gogle. Niestety, narciarz, który je sprawdzał, podczas jazdy pechowo złamał nogę, więc tata zarzucił pomysł. Za to ruszył z produkcją płetw i masek do nurkowania, potem wibramów — pod buty do chodzenia po górach, aż w końcu wziął się za okulary przeciwsłoneczne. Eksport do Rosji… — wzdycha Bachleda.

Początek wielkich pieniędzy? Nie, domiar i bankructwo. Komuniści zniszczyli również i ten biznes. Ale…

Samodzielnie

W latach 80. uparty Bachleda junior kupił dwie maszyny, wstawił je do garażu i rozpoczął produkcję oprawek do okularów. Pierwszy własny interes. I pierwsze duże pieniądze.

— Ile wyprodukowałem, tyle sprzedałem. Pakowałem oprawki do samochodu i rozwoziłem po optykach w całym kraju. Dochody lokowałem w nieruchomości — opowiada.

W jednej z nich, przy Krupówkach, otworzył sklep z butami, które dostarczał mu rzemieślnik z Kalwarii Zebrzydowskiej. Czesi i Słowacy buty od Bachledy kupowali na worki.

— Handlowaliśmy raptem dwoma modelami… Wystarczyło, bo wszystko szło na pniu. Potem nasze drogi się rozeszły, ale tylko zawodowo. Adam ma głowę do interesów — wspomina Wiesław Wojas, który dzisiaj ma wielką fabrykę w Nowym Targu i połowę krajowego rynku obuwniczego „w kieszeni”.

Czy Adam Bachleda-Curuś dużo wtedy zarabiał? Raczej nieruchomości były tanie. Pierwsza, jaką kupił? Nie pamięta. Ile ma ich dzisiaj? Liczy w myślach. Koło setki. To chociaż w samym Zakopanem? Nie pamięta. Podpowiadam, bo czytałem oświadczenie majątkowe, które składał, gdy był burmistrzem Zakopanego: 15 ha gruntów, trzy centra handlowe w centrum miasta, 20 sklepów, wyciąg narciarski, dwa hotele i 40 sklepów, które podnajmuje. Do tego ponad 1000 ha ziemi rolnej w północnej Polsce, port jachtowy i ośrodek wypoczynkowy Wiking w Węgorzewie na Mazurach. Kilkadziesiąt mieszkań pod wynajem w większych miastach. A w Stanach Zjednoczonych dwa motele i kilka innych obiektów. Wartość wszystkich nieruchomości Curusia szacuje się na 250 mln zł, a miesięczne wpływy z wynajmu lokali handlowych — na około 250 tys. zł.

— Adam to rozsądny facet, z silną osobowością. Elokwentny, sprytny, wygadany, z darem przekonywania. Mam do niego wiele sympatii, choć na pewno pomogłem mu więcej niż on mnie. Jak mu co trzeba, to przyjdzie. Generalnie jest, ale go nie ma, buja w swoich interesach. Potrafi dobierać sobie świetnych współpracowników, zwłaszcza gdy był burmistrzem, otaczał się lojalnymi ludźmi. Komu lojalność szwankowała — miał problemy. Sam chciałbym mieć takich pracowników i taki porządek, jak on w swoich interesach — opowiada Andrzej Stoch, jeden z najbogatszych górali na Podhalu.

W Zakopanem jednak nie jest tajemnicą, że obaj za sobą nie przepadają.

Dwie łyżki. Dziegciu

Gdy w 1995 roku Adama Bachledę-Curusia wybrano na burmistrza Zakopanego, dostał od jednego z radnych symboliczny prezent: dwie drewniane łyżki do jedzenia ze wspólnej michy, jak to niegdyś u górali bywało.

— Tą większą miałem karmić miasto, mniejszą — siebie — przypomina sobie Bachleda.

— Wtedy powiedziałeś, że mała dla ciebie, bo preferujesz mało, za to ciągle — dodaje Waldemar Sobański, przyjaciel Bachledy jeszcze z czasów klasówek i wywiadówek.

Niemalże członek rodziny. Dla synów Bachledy jest „wujkiem”. Kolej na Polanie Szymoszkowej, pierwsza prywatna w Polsce, to wspólny interes z Bachledą, który już wtedy był majętnym góralem.

— Do tej pory Szymoszkowa pochłonęła w sumie 12 mln euro — mówi Sobański.

Bachleda-Curuś szybko mnożył swój majątek, choć niektórzy twierdzą inaczej. Bo Zakopane to małe miasto, więc wszyscy „syćko o syćkich wiedzom”.

— Nie sztuka być najbogatszym, gdy majątek spada z nieba w postaci nieruchomości zwróconych przez państwo. Zwłaszcza jeżeli jest się burmistrzem i wiele się może — zauważa dziennikarz „Tygodnika Podhalańskiego”, którego jednym z założycieli był Bachleda-Curuś.

— Wokół mojej osoby narosło wiele mitów. Chociażby ten, że bogactwo spadło mi z nieba — wraz z ziemiami odebranymi od państwa. Owszem, odzyskałem zawłaszczone przez PRL grunty, ale nie za darmo. Tylko działkę pod rodzinnym domem przy Krupówkach 29 państwo nam zwróciło, resztę nieruchomości po prostu odkupiliśmy. I jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej, niech wskaże konkretnie, którą nieruchomość państwo mi zwróciło. Odzyskałem rodowe ziemie, ale musiałem za nie zapłacić. Papiery nie kłamią. Zresztą zanim zostałem burmistrzem w 1995 roku, byłem już majętnym człowiekiem — tak Bachleda-Curuś tłumaczy wątpliwości.

Sprawdziliśmy. Nim zasiadł w samorządowym fotelu, miał już majątek szacowany na około 100 mln zł. Dzisiaj Bachleda to przede wszystkim nieruchomości i hotelarstwo.

Kilka lat temu — na przetargu w Warszawie — Bachleda kupił hotel (od Elektrowni Siekierki). Paradoks, bo wybudowano go na ziemi, z której przed laty Bachledowie zostali wywłaszczeni. Dzisiaj stoi tam trzygwiazdkowy Wersal, jeden z dwóch hoteli Curusia. Dokładnie naprzeciwko willi Kornela Makuszyńskiego.

Tak, a może tak

— Curuś, będąc burmistrzem, często łamał prawo budowlane. Pasaż handlowy przy Krupówkach to budowlana samowola — zauważa dziennikarz „Tygodnika Podhalańskiego”.

Jest cięty na Bachledę, który przed laty — wkurzony na nieprzychylne mu artykuły — założył konkurencyjny „Tygodnik Podhale”. Po jednym numerze gazeta przestała wychodzić.

Barbara Widera, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, twierdzi, że pasaż miał pozwolenie na budowę. W czym zatem afera?

— Otynkowałem, ociepliłem i wstawiłem okna w sąsiadującej z pasażem kamienicy. Poszedł donos do prokuratury, że bez zezwolenia. To prawda. Przegapiłem, że akurat zmieniło się prawo budowlane i ocieplanie czy tynkowanie wymagało pozwolenia. Niby drobnostka, ale ja wtedy byłem szefem sztabu wyborczego AWS, więc rozdmuchała się afera polityczna. Właściwie o nic, bo budowałem na swoim, za swoje i zgodnie z projektami. Prokuratura w Kielcach przekazała sprawę do sądu, który ją umorzył — przekonuje Curuś.

Przywykł do trudnych pytań i do tego, że ludzie szemrzą o nim nieustannie. Nie rozumie dlaczego szemrzą, a nie pytają wprost. Choćby o aferę oscypkową. Górale posądzają Bachledę, że chciał im wykraść oscypek. Bo — fakt — złożył w Urzędzie Patentowym wniosek o zastrzeżenie nazw oscypek, oszczypek, bundz i bunc.

— W obawie przed cwaniakami, którzy chcieli na tym zarobić, przekazałem prawa na rzecz Związku Gmin Podhalańskich. I dobrze się stało, bo po mnie sześć różnych organizacji chciało oscypek opatentować — tłumaczy Bachleda.

Jaszczurówka

Synowie Bachledy uparli się, by mi pokazać kościółek w Jaszczurówce. Normalni kolesie, bez piany w głowie, choć mają mnie za cepra. Po krętej drodze czterolitrowe audi, prowadzone przez najstarszego, gna jak na oesie Adam był kierowcą rajdowym więc nie wbijam palców w tapicerkę. Rozmawiamy o Kubicy. To idol młodych Bachledów. Pytam o ojca, jego wady.

— Szczerze? Nie ma takiej — odpowiadają jak jeden mąż.

O, jacy fajni synowie. I szczerzy.

A te cechy, które najbardziej w ojcu podziwiają?

— Konsekwencja i mrówcza pracowitość — ze świadomością, że wszystko co robi to dla rodziny, dla nas — mówi Adam.

— Wiecznie powtarza nam swą życiową dewizę: żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro, ale pracuj, jakbyś miał przed sobą wieczność — dodaje najmłodszy Antoni.

— Jest bardzo rodzinny. Bo w rodzinie siła. Jesteśmy ze sobą niezwykle zżyci. Wielu naszych kolegów nie ma tak kumpelskich stosunków z rodzicami jak my — mówi Albert.

Witraż

Kościół na Krzeptówkach. Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej. Wotum dziękczynne górali za uratowanie Jana Pawła II po zamachu w 1981 roku. Wnętrze zachwyca misterną ciesiołką, więc rzadko kto zagląda na tyły świątyni.

A tam ołtarz. Niezwykły, bo papieski. Ten sam, przy którym Ojciec Święty sprawował eucharystię pod Wielką Krokwią podczas wizyty na Podhalu w 1997 roku. Piękna robota, kunsztowne rzeźby ze scenami biblijnymi, zaskakujący pomysłem ołtarz i granitowa ambona. I witraż.

Rząd postaci. Łatwo odgadnąć osoby. Kardynał Dziwisz, ks. Drozdek, pani Galicowa. W rogu postać ojca Hejmo. A przed papieżem klęczy Adam Bachleda-Curuś z rodziną. To on, będąc burmistrzem Zakopanego, zorganizował wizytę Ojca Świętego i był inicjatorem Hołdu Górali Polskich. Dla wielu Podhalan z dnia na dzień stał się najpobożniejszym burmistrzem w Polsce, wręcz symbolem góralskiej religijności. W 1997 roku dostał od Ojca Świętego Komandorię Orderu św. Grzegorza Wielkiego, najwyższe odznaczenie przyznawane osobie świeckiej. Ale po Zakopanem krąży też plotka, że w jednej dorożce z ks. Rydzykiem paradował po Krupówkach. Adam Bachleda-Curuś nie zaprzecza.

Dawno już przestał się przejmować tym, co ludzie mówią. Chadza własnymi drogami. Choć nie pod reglami. Pan ABC.