Gerlach czeka na partnera

Katarzyna Kozińska
19-01-2000, 00:00

Gerlach czeka na partnera

Gerlach, najbardziej znany krajowy producent sztućców, odłożył na następny rok prywatyzację. Zarząd czeka na odpowiedź dużej zachodniej sieci sprzedaży hurtowej, która zainteresowała się fabryką. W tym roku, po trzech latach strat, Gerlach zamierza wypracować niewielki zysk.

W połowie 1999 roku Jarosław Chmielewski, prezes zarządu fabryki sztućców Gerlach z Drzewicy, zapowiadał, że już w 2000 roku spółka ma szansę na prywatyzację. Fabryka zaczeka jednak jeszcze kilkanaście miesięcy.

Wyjść z dołka

— Spółka musi dojrzeć do sprzedaży. Przede wszystkim musi być rentowna — wyjaśnia zmianę planów prezes Gerlacha.

W tym roku, pierwszy raz od 1997 roku, Gerlach zamierza wypracować zysk.

— Będzie on bardzo niewielki, ale po dwóch milionach straty w 1999 roku nawet zerowy wynik jest bardzo dobry. O taką kwotę ograniczyliśmy przecież koszty — cieszy się Jarosław Chmielewski.

Zakładem interesowali się już różni inwestorzy. Zarząd spółki liczy, że w ciągu pół roku potencjalny inwestor powinien ostatecznie zadeklarować swoje zainteresowanie. Tyle czasu będzie jeszcze potrzebował na ocenę opłacalności przyszłej inwestycji.

— Taki inwestor byłby pożądany, ponieważ otworzyłby nam drogę na rynki w Europie. Znalezienie inwestora branżowego będzie bardzo trudne. Większość firm włoskich, niemieckich i hiszpańskich, które były potentatami w produkcji sztućców, już ich nie produkuje, lecz importuje z Dalekiego Wschodu — mówi Jarosław Chmielewski.

— Istnieją jednak jeszcze firmy produkcyjne, takie jak nasz włoski udziałowiec, które mogą być zainteresowane marką Gerlach — uspokaja Lech Piasecki, współwłaściciel fabryki sztućców Italian Look z Gorzowa Wielkopolskiego.

Bez obaw

Koszty produkcji w Chinach są dużo niższe, dlatego krajom Europy Zachodniej bardziej opłaca się sprowadzać gotowy produkt. Gerlach nie obawia się jednak, że może zostać wyparty z krajowego rynku.

— Mamy ponad 50-proc. udział w krajowym rynku sztućców. Inwestorowi bardziej będzie opłacało się zainwestować w znaną markę i istniejący zakład, gdyż koszty produkcji w Polsce są nadal niższe niż koszty produkcji i transportu z Dalekiego Wschodu — zapewnia prezes Chmielewski.

Gerlachowi udało się wrócić ze sprzedażą na rynki arabskie i do Tajlandii. W tym roku eksport nie przekroczy 8-10 proc. sprzedaży. Nie udało się rozpocząć sprzedaży w Czechach. Podobnie jak stworzyć sieci sklepów, której powołanie miało sfinansować kilku producentów obrusów, sztućców i porcelany.

— To przerosło możliwości finansowe wszystkich zainteresowanych. Zatrudniamy więc własnych handlowców w kilku regionach Polski — dodaje prezes Chmielewski.

Gerlach w 1999 roku zainwestował około 1 mln zł w nowe linie technologiczne. Tyle samo wyda na urządzenia produkcyjne w tym roku. Po zwolnieniach w zakładzie zostało 870 z ponad 1100 osób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kozińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Gerlach czeka na partnera