Inwestor Wojtek: Google wygrywa wyścig AI, Microsoft szuka tożsamości

Inwestor Wojtek
opublikowano: 2026-05-06 12:16

Zarówno Google, jak i Microsoft poprawiają wyniki w imponującym tempie, ale to już nie wystarczy, by zachęcić inwestorów do kupowania akcji. Liczy się strategia rozwoju AI, w której prym wiedzie kalifornijska spółka, podczas gdy firma założona przez Billa Gatesa ma problemy z ustalaniem priorytetów.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- dlaczego inwestorzy Microsoftu są na minusie, mimo rosnących zysków spółki

- jakie są kluczowe różnice w strategiach rozwoju sztucznej inteligencji Microsoftu i Alphabetu

- czy Copilot Microsoftu faktycznie spełnia oczekiwań użytkowników i inwestorów, mimo wzrostu liczby płatnych subskrybentów

- w jaki sposób Google odzyskał pozycję czołowego innowatora w AI, pokonując dylemat innowatora

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ponad dwa miesiące temu zastanawiałem się nad zakupem akcji Microsoftu. Pod koniec stycznia kurs twórcy Windowsa zaliczył srogi spadek, bo inwestorom nie spodobały się wyniki za drugi kwartał 2026 r. (rok finansowy spółki trwa od 1 lipca do 30 czerwca następnego roku kalendarzowego). Wówczas zastanawiałem się, czy nie łapać okazji, bo tego typu przeceny na akcjach rynkowych Behemotów to nieczęsty widok.

Od tamtego czasu Microsoft trochę straty nadrobił, ale inwestorzy, którzy kupili akcje spółki np. na początku roku, wciąż są na sporym minusie. Sentymentu nie poprawiła publikacja wyników za trzeci kwartał 2026 r. – zyski wzrosły, ale marże w kluczowym segmencie chmury spadły, co nie spodobało się inwestorom. Skłoniło mnie to do refleksji, czy aby pod przykrywką dynamicznie rosnących przychodów nie kryły się usterki. W tym celu porównałem strategię AI Microsoftu i Alphabet’u, spółki matki Google’a, gdzie obraz wygląda zgoła inaczej.

Jak zarabiać na AI

Sztuczna inteligencja rozwija się w tempie błyskawicznym, a wraz z nią oczekiwania inwestorów wobec tzw. hyperscalerów, czyli wielkich dostawców usług chmurowych, do których należą Microsoft i Alphabet. Obie spółki zarabiają na AI na dwa sposoby – na infrastrukturze i softwarze. Pierwsza część polega na budowaniu licznych centrów danych w celu zaspokojenia gigantycznego popytu na moce obliczeniowe. W dużym skrócie centra danych składają się z tysięcy procesorów graficznych GPU (zwykle Nvidii), które przetwarzają ogromne ilości danych w ciągu kilku minut. Bez nich nie byłoby ani ChataGPT, ani Claude’a.

Drugi sposób zarabiania na sztucznej inteligencji polega na wzbogacaniu obecnego ekosystemu Google’a i Microsoftu o coraz bardziej zaawansowane narzędzia AI, z których niektórzy z Was pewnie korzystają do np. pisania mejli, tworzenia slajdów do prezentacji, a nawet do budowania modeli w excelu (dajcie znać!). To nie wszystko – w ramach części softwarowej Google i Microsoft oferują też platformy dla programistów (Microsoft – GitHub, Google – Google Cloud Platform) wzbogacone o sztuczną inteligencję, która pomaga w pisaniu kodu (lub robi to za nich). I właśnie w tym elemencie twórca Windowsa zaczyna przegrywać wyścig.

Microsoft ma dziwną relację z AI

Na pierwszy rzut oka wyniki Microsoftu są imponujące. Przychody w pierwszych trzech miesiącach roku wyniosły 82,8 mld USD (+15 proc. r/r), zysk operacyjny – 38,4 mld USD (+20 proc.), a zysk netto – 31,7 mld USD (23 proc.).

Jak zatem tłumaczyć negatywną reakcję na kursie?

Moim zdaniem problem leży poza cyferkami – Copilot (czat autorstwa Microsoftu) zwyczajnie nie grzeje – ani użytkowników, ani inwestorów. Jak inaczej wytłumaczyć, że Microsoft swoją ekspansję w AI opiera głównie na współpracy z innymi firmami (jak Open AI)? Przykładowo platforma GitHub – pionierski produkt oparty na sztucznej inteligencji – jest częściowo postawiona na modelu Claude firmy Anthropic.

Z drugiej strony liczba płatnych użytkowników platformy 365 Copilot – pakietu office wzbogaconego o AI – wzrosła o 33 proc. do 20 mln w porównaniu do poprzedniego kwartału. Całkiem nieźle, ale przypomnijmy, że jest 450 mln użytkowników tradycyjnej platformy office – nie da się oprzeć wrażeniu, że użytkownicy nie są zadowoleni z produktów Microsofta.

- Większość użytkowników nie lubi ani Windowsa, ani Office’a, ani Teamsa. Każdy chętnie by się tego pozbył, dlatego Microsoft będzie na celowniku wielu mniejszych spółek, które za pomocą AI rzucą gigantowi rękawicę – powiedział mi kiedyś jeden z zarządzających TFI. .

Nadzieją napawa ogromny portfel zamówień spółki z Seattle, wyceniany na ponad 627 mld USD – to ponad dwa razy więcej niż przychody Microsoftu za ostatnie 9 miesięcy. Pozycję znajdziemy w sprawozdaniu pod dziwną nazwą RPO (ang. remaining performance obligations), czyli przychody z zamówień, które muszą być jeszcze zrealizowane (na moce obliczeniowe, na licencje Copilot’a etc.). Na pewno jest szansa na pozytywne zaskoczenie.

Google, czyli tam i z powrotem

Google tymczasem wrócił, po kilku latach przerwy, na pozycję czołowego innowatora w technologiach AI w różnych segmentach łańcucha wartości tej technologii. Produkty firmy szybko zdobywają rynek i są na czele wyścigu technologicznego.

Warto przypomnieć, że to w Google od dawna powstawały przełomowe innowacje AI. To Google zatrudniał najważniejszych naukowców zajmujących się technologią, w tym tych, którzy w 2024 r. otrzymali Nagrodę Nobla – Geoffreya Hintona i Demisa Hassabisa. W ramach tej firmy opracowano w 2017 r. technologię modeli transformatorowych, która leży u podstaw dużych modeli językowych. W ramach Google'a powstają tak przełomowe innowacje jak AlphaFold, system do modelowania struktur białkowych.

W 2023 r., po pojawieniu się chataGPT i szybkiej ekspansji Open AI, wydawało się, że gigant z Mountain View straci swoją pozycję czołowego innowatora. Że jego model biznesowy zostanie „wysadzony w powietrze” przez chatboty. Kluczowi inżynierowie firmy przyznawali, że nie docenili szybkości rozwoju modeli językowych. Jednak Google pokazał, że jest w stanie odeprzeć napór konkurencji. I to mimo tego, że jako wielka korporacja jest narażony na tzw. dylemat innowatora – pułapkę, w ramach której duża korporacja traci innowacyjność z powodu wewnętrznej inercji organizacyjnej.

Dziś Gemini – flagowy model AI Google’a – z powodzeniem konkuruje z Chatem GPT. Google’owi udało się połączyć usługi AI z wyszukiwarką oraz całym ekosystemem usług (Workspace, Android), co daje jej niemal nieograniczony zasięg. Co więcej, Google bardzo szybko integruje usługi AI ze swoimi usługami chmury, dzięki czemu szybko zdobywa rynek w tym segmencie. Oferuje chmurę zarówno tradycyjnym przedsiębiorstwom, jak i spółkom technologicznym trenującym swoje modele sztucznej inteligencji, co może robić dzięki bardzo wydajnym chipom TPU własnej produkcji.

Przychody firmy z usług chmurowych rosły ostatnio w tempie ponad 60 proc. rok do roku. A jednocześnie udało się firmie odwrócić negatywny trend w dynamice przychodów z reklamy. Tym samym Google rośnie w nowych segmentach i utrzymuje dynamikę w starych segmentach.

Centra danych pochłaniają gotówkę

Natomiast nad Google'em wisi jedno, duże ryzyko: ogromna skala nakładów kapitałowych. W tym roku firma planuje wydać na inwestycje prawie 200 mld USD. Relacja inwestycji do przychodów zbliża się do 40 proc. Dla porównania, jeszcze dekadę temu największe firmy technologiczne inwestowały około 10 proc. w relacji do swoich przychodów. Jeżeli technologie AI w jakimkolwiek swoim aspekcie okażą się zawodzić oczekiwania, to ten wielki CAPEX będzie jak garb finansowy ciążący na wynikach. Przy czym to jest ryzyko, które w tym momencie dotyczy wszystkich firm technologicznych: Google’a tak samo jak Microsoftu.

Gdybym miał jednak wybierać między jednym a drugim, to wybrałbym spółkę kalifornijską. Google, wbrew wszystkiemu, pokazał, że potrafi szybko dostosować się do nowych realiów i maksymalnie wykorzystać swoje przewagi konkurencyjne. Tymczasem włodarze Microsoftu borykają się z problemem ustalenia priorytetów – nie wiedzą, czy inwestować w rozwój własnego narzędzia, czy brnąć we współpracę z innymi firmami AI i mieć nadzieje, że ktokolwiek wyjdzie z wyścigu zwycięsko, to Microsoft będzie u jego boku. I to odbija się na jego kursie akcji. Inwestorzy nie wiedzą, czy warto zaufać długoterminowym planom spółki. Początkowo myślałem, że warto, ale teraz już nie jestem tego pewien.