Zmiana warty na amerykańskiej giełdzie. Koniec dominacji big techów?

Stanisław BorawskiStanisław Borawski
opublikowano: 2026-02-15 11:00
zaktualizowano: 2026-02-15 10:03

Wyprzedaż na Wall Street pokazała, jak sztuczna inteligencja w mgnieniu oka z szansy stała się zagrożeniem dla przedstawicieli wielu branż, jak gaming, SaaS czy doradztwo. Kapitał nie znosi jednak próżni, dlatego zaczął płynąć do spółek cyklicznych.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- dlaczego amerykańskie akcje, mimo rekordów S&P 500, radzą sobie gorzej niż europejskie i polskie

- jak sztuczna inteligencja, która napędzała rynek, stała się powodem wyprzedaży akcji

- czy spółki software’owe (SaaS) mają przed sobą trudne czasy i czy wszystkie są zagrożone przez rewolucję AI

- w jakie sektory inwestorzy przenoszą kapitał, uciekając od spółek technologicznych

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Choć S&P 500 oscyluje wokół rekordów, nie jest to najlepszy początek roku dla amerykańskich akcji. Od stycznia szeroki indeks zyskał ledwie 0,9 proc. Tymczasem paneuropejski Stoxx 600 może pochwalić się wynikiem 5,3 proc., a rodzimy WIG urósł o 8,3 proc. Skąd taka słabość spółek zza oceanu?

Krótka odpowiedź: AI. Do niedawna sztuczna inteligencja była motorem napędowym napływów kapitału do amerykańskich akcji, na czym najwięcej korzystały największe spółki technologiczne. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni AI stało się koronnym argumentem za ich sprzedażą. Błyskawiczny rozwój sztucznej inteligencji napędził stracha branży gamingowej, spółkom software (w tym polskiemu Asseco, ale także Shoperowi, Vercomowi czy Sygnity), brokerom i spółkom wealth management, czy doradcom z rynku nieruchomości.

- Słabość rynku amerykańskiego z początku roku to trochę kontynuacja trendu z roku poprzedniego – chaos geopolityczny przekładający się na słabość dolara, wzrost cen metali, lepsze zachowanie rynków wschodzących od rozwiniętych – tłumaczy Alan Witczak, zarządzający funduszami VIG/C-Quadrat TFI.

W zeszłym roku zarządzany przez niego fundusz VIG/C-Quadrat Global Growth Trends osiągnął 32,3 proc. stopy zwrotu, co było trzecim najlepszym wynikiem w grupie porównawczej, wynika z danych analizy.pl. Od stycznia fundusz jest na plusie 2,5 proc.

Spółki SaaS będą miały pod górkę

Obecnie na rynku panuje przeświadczenie, że modele AI zaniżają bariery wejścia, co może ciążyć na wynikach producentów oprogramowania i podważać ich modele biznesowe, podkreśla ekspert VIG/C-Quadrat TFI. Jego zdaniem w następnych kwartałach nie należy spodziewać się dramatycznych spadków wyników, co jednak nie wyklucza dalszej słabości spółek SaaS [software as a service, oprogramowanie jako usługa].

- Naszym zdaniem rynek zaczyna obniżać tzw. terminal value [wartość rezydualną – red.] spółek software'owych. Inwestorzy uznali, że najpierw sprzedadzą cały koszyk spółek software’owych, a dopiero jak kurz opadnie, to zdecydują, które obronną ręką wyjdą z rewolucji AI. Trwa selekcja – inwestorzy czekają na wyłonienie się kilku spółek z najlepszymi perspektywami – mówi Alan Witczak.

Wartość rezydualna jest istotnym elementem wyceny firmy metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych (ang. DCF). Pokazuje, ile dziś są warte przyszłe przepływy, po okresie, dla którego analitycy rozpisali szczegółowe plany finansowe.

Przyszłość spółek SaaS w czarnych barwach widzi Piotr Miliński, zarządzający funduszem Quercus Global Balanced, który zyskał od stycznia 2,5 proc.

- Wyprzedaż SaaS-ów to swego rodzaju „sprawdzam” ze strony inwestorów. Trend wyprzedaży spółek software’owych może utrzymać się w kolejnych kwartałach. Zmiana jest fundamentalna i w dużej mierze uzasadniona: inwestorzy przestali ignorować wyceny i brak zysków. Nawet jeśli AI nie zastąpi kompletnie rozwiązań SaaS, to firmy bez wyraźnej przewagi konkurencyjnej i bez solidnej dynamiki wzrostu mogą mieć problemy – mówi Piotr Miliński.

Papierkiem lakmusowym dla amerykańskiego sektora SaaS jest ETF IGV ze stajni BlackRocka, dodaje specjalista Quercusa. Fundusz zarządza aktywami o wartości 7,7 bln USD i stara się odzwierciedlić zmiany indeksu S&P North American Expanded Technology Software Index. Od początku roku fundusz stracił aż 21 proc. Do największych pozycji należą Micrososft, Palantir, Oracle, a w portfelu są też mniejsi gracze, jak Salesforce, Intuit czy ServiceNow.

Zmiana jest fundamentalna i w dużej mierze uzasadniona: inwestorzy przestali ignorować wyceny i brak zysków. Nawet jeśli AI nie zastąpi kompletnie rozwiązań SaaS, to firmy bez wyraźnej przewagi konkurencyjnej i bez solidnej dynamiki wzrostu mogą mieć problemy.

Piotr Miliński
zarządzający funduszami w Quercus TFI

Ekspert zaleca ostrożność w kupowaniu spółek SaaS, ponieważ wyceny nie spadły jeszcze do atrakcyjnych poziomów. Niemniej jego zdaniem są firmy, które rewolucję AI przetrwają i dzięki niej wzmocnią pozycję konkurencyjną.

- Do tej grupy należą spółki takie jak np. Datadog, który działa bardziej w obszarze infrastruktury, a nie samej aplikacji. Sentyment jest jednak zły i nawet spółki o solidnych fundamentach mogą ulegać dalszej korekcie – mówi Piotr Miliński.

Innego zdania jest Sebastian Liński, zarządzający Uniqa TFI, który wyprzedaż spółek SaaS ocenia jako nieuzasadnioną panikę.

- Inwestorzy sprzedawali wszystko bez względu na przewagi konkurencyjne konkretnych spółek. Nie wszystkie zostaną dotknięte przez AI w ten sam sposób, jak np. niemiecki SAP, który jest mocno zakorzeniony w europejskim biznesie – mówi zarządzający Uniqa TFI.

Jego zdaniem mocniej dostanie się tym producentom oprogramowania, których produkt nie jest popularny wśród użytkowników, ale muszą oni z niego korzystać. Jako przykład podaje Microsoft, którego akcje od stycznia spadły o ponad 17 proc.

- Większość użytkowników nie lubi ani Windowsa, ani Office’a, ani Teamsa. Każdy chętnie by się tego pozbył, dlatego Microsoft będzie na celowniku wielu mniejszych spółek, które za pomocą AI rzucą gigantowi rękawicę – uważa Sebastian Liński.

Zwrot ku sektorom tradycyjnym

Słabość indeksu S&P 500 nie oznacza, że nie dało się zarobić na amerykańskich akcjach. Widać to najlepiej po stopach zwrotu wybranych funduszy ETF firmy State Street Management, czwartego największego asset managera na świecie (4,7 bln USD aktywów pod zarządzaniem). Od stycznia najwięcej zyskały fundusze ETF dające ekspozycje na sektor energetyczny, przemysłowy, surowców oraz dóbr podstawowych.

Piotr Miliński jest optymistycznie nastawiony do perspektyw spółek energetycznych, surowcowych i przemysłowych.

- Spółka Nucor jest dobrym barometrem cyklicznego popytu w metalach i przemyśle. Wśród spółek przemysłowych warto obserwować m.in. Caterpillara, General Electric, GE Vernovę czy Eatona. To firmy, które korzystają na dobrym otoczeniu makro, a do tego w różnym stopniu mają ekspozycję na inwestycje infrastrukturalne, w tym budowę centrów danych – wskazuje Piotr Miliński.

Alan Witczak zwyżkę na akcjach spółek energetycznych tłumaczy planami amerykańskiego rządu, by odbudować wenezuelski przemysł paliwowy. Akcje Exxon Mobil i Chevrona, największych producentów ropy w USA, od stycznia podrożały o - odpowiednio - 29,5 i 22 proc.

- Administracja Donalda Trumpa wywiera dużą presję na czołowe spółki amerykańskie, by odnowić produkcję. W najbliższych latach planowane są nakłady rzędu 150 mld USD - mówi ekspert VIG/C-Quadrat TFI.

Zdaniem Sebastiana Lińskiego trend rotacji do sektorów tradycyjnie uznanych za cykliczne (czyli takie, których wyniki są w dużej mierze zależne od stanu gospodarki) się utrzyma.

- Wyceny akcji tzw. wspaniałej siódemki są wysokie na tle rynku, a na dodatek firmy drastycznie podwyższyły nakłady inwestycyjne na budowę centrów danych. Naturalnie zaczęły pojawiać się obawy o zwrot z inwestycji – mówi Sebastian Liński.

Tylko w tym roku Alphabet, spółka matka Google’a, planuje wydać 180 mld USD na budowę centrów danych, a Amazon 200 mld USD. Bajońskie sumy nie zrobiły już tak ogromnego wrażenia na inwestorach co jeszcze w zeszłym roku. Dlaczego? Bo zrozumieli, że centra danych to skomplikowane konstrukcje powstające z wielu materiałów, podkreśla Sebastian Liński.

- Oprócz układów pamięci i serwerów potrzeba systemów chłodzenia, energii itd. Nagle okazało się, że potrzebne są aktywa trwałe (np. lit, miedź, srebro) i kable, aby wszystko połączyć. Stąd zwyżki na kursach spółek przede wszystkim europejskich, jak Schneider Electric, ABB, Prysmian, Cenergy czy Munters. Ponadto, generalnie rzecz biorąc, europejskie spółki są niżej wyceniane od amerykańskich odpowiedników – tłumaczy ekspert Uniqa TFI.

Jego zdanie podziela Piotr Miliński.

- Trzeba trochę przychylniej spojrzeć na firmy, które nie mają w nazwie software i niekoniecznie pochodzą z USA. Trend szukania okazji poza Stanami Zjednoczonymi może utrzymać się jeszcze przez kilka kwartałów – mówi Piotr Miliński.

Możesz zainteresować się również: