Ryzyko niedoinwestowania napędza wydatki
Alphabet – spółka matka Google’a – ogłosił, że w tym roku zamierza podwoić nakłady kapitałowe: do 180 mld USD. Jest to w przybliżeniu 0,15 proc. światowego PKB. Od jednej korporacji! Dla porównania, wszystkie firmy w Polsce: od chińskiego baru, który mam po drugiej stronie ulicy, po Orlen, wydadzą na inwestycje w tym roku ok. 120 mld USD. Łącząc nakłady wszystkich firm big tech otrzymujemy zmianę inwestycji, która będzie odczuwalna z makroekonomicznego punktu widzenia na całym świecie.
Amerykański gigant podwaja inwestycje, ponieważ przy obecnych mocach nie ma zdolności zaspokojenia rosnących potrzeb klientów. To dużo mówi o sytuacji w całej światowej gospodarce. Popyt na usługi chmurowe oraz infrastrukturę AI rośnie w bardzo szybkim tempie. A jednocześnie wszystkie duże korporacje zwiększają nakłady, co tworzy wyścig między nimi. Prezes Alphabet Sundai Pichai wiele razy mówił, że dziś ryzyko niedoinwestowania jest znacznie większe niż przeinwestowania z jego perspektywy.
Jest to już od dłuższego czasu widoczne we wskaźnikach makroekonomicznych. Ożywienie przemysłowe na świecie, widoczne bardziej w Azji niż Europie, jest wiedzione w dużej mierze zapotrzebowaniem na infrastrukturę cyfrową i energetyczną.
Kosztowne eksperymenty wielkich korporacji
Najważniejsze pytanie jest teraz takie, czy za tym rosnącym popytem stoi autentycznie nowa wartość dla klientów końcowych, czyli konsumentów i firm wykorzystujących technologię, czy też masywne eksperymentowanie przez wszystkie korporacje na świecie, które w końcu zostanie ograniczone? Jestem przekonany, że niemała część popytu pochodzi z tego drugiego źródła. Wiele dowodów anegdotycznych wskazuje, że firmy wprowadzają szybko eksperymentalne produkty oparte na AI, mimo że część z nich nie ma w sobie wyraźnie wyższej wartości niż produkty tradycyjne.
Żadna technologia w przeszłości nie została wprowadzona w takim tempie jak językowe modele AI. Wiele firm czuje się zagrożonych, panuje powszechne przekonanie, że pozostanie w tyle może oznaczać trwałą utratę udziałów w rynku. To zmusza firmy do podnoszenia nakładów na infrastrukturę AI, ale właśnie na razie w formie eksperymentalnej. Stąd bierze się tak ogromny wzrost popytu na usługi big tech.
Czy przyjdzie otrzeźwienie?
Żadna rewolucja technologiczna w historii nie toczyła się w liniowy sposób. Najpierw są duże nadzieje, potem zawody i rewizja oczekiwań, aż w końcu technologia osiąga swój pełen potencjał. Ta nieliniowa dynamika ma swoje źródło w odmiennym wykorzystaniu technologii. Najpierw firmy eksperymentują z zastosowaniami punktowymi, czyli próbują zastąpić jakieś elementy swojej działalności nowymi sposobami produkcji. Na przykład, zakupy w sklepie podlicza automatyczna kasa, nie kasjer. Zadanie jest to samo, ale zmienia się sposób wykonania. To jednak nie prowadzi do radykalnych zmian gospodarczych, jeden koszt jest zastąpiony innym.
Dopiero po pewnym czasie pojawiają się nowe zastosowania systemowe, czyli takie, które zmieniają mechanizm działania firmy. Trzymając się przykładu świata handlu, takim rozwiązaniem systemowym mógłby być całkowicie bezobsługowy sklep. Jak jednak widać na ulicach polskich miast, tego typu rozwiązania systemowe wcale nie przyjmują się tak szybko jak rozwiązania punktowe.
Przejście od rozwiązań punktowych do systemowych zajmuje czas. Na przykład, internet został masowo wdrożony na początku pierwszej dekady XX wieku, ale zrewolucjonizował biznesy medialne, rozrywkowe, telekomunikacyjne, a także sposób organizacji pracy korporacji na dużą skalę dopiero od początku drugiej dekady.
Trudno mi sobie wyobrazić, by boom wokół AI nie natrafił wkrótce na jakiś moment otrzeźwienia – przerwę, po której rynek się oczyści z nadmiernych optymistów i urodzi fantastyczne innowacje.
Natomiast nie mam istotnych obaw makroekonomicznych związanych z ewentualnym wystąpieniem takiego momentu. Rewolucja AI na razie odbywa się przy ograniczonym zaangażowaniu długu, a to dług jest najważniejszym pośrednikiem między bańką technologiczną a bańką makroekonomiczną. Firmy big tech finansują swoje inwestycje głównie z zysków, jak przestrzelą z nakładami, to stracą ich akcjonariusze, ale raczej nie banki i cała gospodarka. Jakaś recesja w okresie otrzeźwienia może nastąpić, ale nie jest to coś, co powinno spędzać sen z powiek.
