Bank już raz oblał korporacyjny egzamin. Teraz drugi raz wchodzi do tej samej rzeki. Od innej strony.
Nie udało się przejąć gotowego biznesu, zatem Getin Noble buduje go na własną rękę. Kilka miesięcy temu przymierzał się do kupna WestLB, wyspecjalizowanego w korporacjach banku (głównie w segmencie dużych firm oraz samorządów), jednak do transakcji nie doszło. Getin trzyma się zasady, żeby płacić cenę poniżej książki. Za 90 proc. wartości księgowej przejął w ubiegłym roku GMAC, bank samochodowy. Tej sztuki nie udało się powtórzyć. Niemcy nie mieli zamiaru tanio oddawać banku w Polsce, a ponadto chcieli zabrać zysk z 2009 r. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nabywca WestLB, czyli fundusz Abris oraz IDM SA, zapłaciły za bank 120 proc. wartości księgowej.
Stachanowskie normy
Getin nie rezygnuje jednak z bankowości korporacyjnej. Zabrał się do rozkręcania biznesu własnymi siłami. Bank rozbudowuje departament klienta firmowego i w całym kraju rekrutuje ludzi. Rusza bowiem w Polskę. W każdym oddziale, gdzie to tylko będzie możliwe, zainstaluje ludzi, którzy będą zajmować się obsługą klientów biznesowych. Do końca tego roku sekcje korporacyjne mają powstać w 100 placówkach. Na realizację wyznaczonych celów bank ma niewiele ponad pół roku. A przecież trzeba nie tylko przygotować oddziały, ale też nająć ludzi. Praca jednak wre. Rozpoczął się właśnie program pilotażowy obejmujący placówki franczyzowe. Getin nie zamierza bowiem ograniczać się tylko do własnej sieci, lecz wchodzi z usługami dla firm do oddziałów partnerskich. Ma ich już ponad 200, a cała sieć ma ponad 500 oddziałów.
Praca doradcy ds. klientów biznesowych będzie podobna do tej, którą wykonują koledzy od detalu.
— Będziemy oferować proste produkty: depozyty, rachunki firmowe, kredyty. Nie wchodzimy w bardziej złożone instrumenty finansowe — wyjaśnia przedstawiciel Getinu.
Do dwóch razy sztuka
Oferta przeznaczona jest dla małych i średnich firm. W duże korporacje bank nie wchodzi, ponieważ nie ma ani kompetencji, ani specjalnie pieniędzy na finansowanie dużych kredytów.
— Bank jest dość mocno ukierunkowany na sprzedaż. Biznes korporacyjny jest bardziej relacyjny niż detaliczny. Natomiast w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw, które najczęściej korzystają z prostych produktów, sposób obsługi niespecjalnie odbiega od tego, co oferuje w detalu — mówi Marek Juraś, szef działu analiz CAIB.
Dla Getinu jest to już drugie podejście do klienta biznesowego. W 2008 r. utworzył nową markę Introbank, pod którą chciał oferować proste usługi dla firm. Miał to być bank mobilny. Pracownicy mieli jeździć do klientów i załatwiać sprawy u nich na miejscu. Pomysł może był i dobry, ale Getin zabrał się do jego realizacji w przededniu kryzysu finansowego. Introbank najpierw trafił do zamrażarki, a potem do kosza. Jak się okazało, jakość udzielonych przez niego kredytów pozostawiała wiele do życzenia. Z naszych informacji wynika, że na 100 mln zł udzielonych kredytów na dużą część trzeba było utworzyć rezerwy.