GF: Giełdowy sufit za twardy dla byków

Gold Finance
opublikowano: 16-10-2009, 17:05

Początek sezonu publikacji wyników finansowych amerykańskich firm, a w szczególności sposób ich interpretacji przez inwestorów, na moment zachwiał moim przekonaniem o „nieuchronnym” zbliżaniu się korekty spadkowej na rynkach.

Obserwacja wczorajszych i dzisiejszych reakcji na nowe dane, przywraca wiarę w jego spełnienie. Dlaczego, gdy wszystko zdaje się sprzyjać bykom, nie idą za ciosem, tylko się cofają? Muszą nabrać rozpędu? Widocznie muszą. Zobaczymy, jak musi być duży, by pokonać kolejne rekordy.

Inwestorzy w Warszawie, chyba trochę zmęczeni szybkością z jaką kręci się giełdowy kalejdoskop, zaczęli sesję bardzo asekuracyjnie. Na otwarciu oba główne indeksy zyskiwały po około 0,1 proc., a wskaźniki małych i średnich firm jeszcze bardziej „lgnęły” do zera. W ciągu dwóch pierwszych godzin handlu nastroje lekko falowały. WIG20 zdołał wznieść się o 1 proc. ponad wczorajsze zamknięcie, po czym zawrócił w kierunku punktu, z którego wystartował.

Niewielki wzrost na początku sesji indeks największych spółek zawdzięczał głównie rosnącym o 1,2 proc. akcjom Telekomunikacji Polskiej i wspomaganiu ze strony BRE i BZ WBK, zwyżkujących o 1 proc. Po bliskim zera początku, papiery KGHM zaczęły coraz śmielej piąć się w górę, jeszcze przed południem zyskując 2,5 proc. Spośród naszych firm paliwowych ze wzrostu cen ropy korzystały tylko walory Lotosu, rosnące o 1,8 proc. PKN stać było na zwyżkę o zaledwie 0,7 proc.

W końcu popyt nie zdołał przeciwstawić się niedźwiedziom i indeksy wylądowały pod kreską. Widać, że nastroje wobec papierów Pekao są zmienne, jak przysłowiowa chorągiewka na jesiennym wietrze. Podobnie jest od kilku dni w przypadku akcji Telekomunikacji Polskiej. To przykłady najbardziej widoczne. Ale innych też nie brakuje. Polaryzacja poglądów to chyba określanie zbyt dyplomatyczne. Ostatecznie spadki nie były zbyt dotkliwe, ale złe wrażenie pozostaje. WIG20 stracił 0,16 proc., indeks szerokiego rynku 0,4 proc., wskaźnik średniaków zniżkował o 0,86 proc. a sWIG80 o 0,58 proc. Obroty wyniosły 1,4 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Po wczorajszym bardzo dziwnym zachowaniu kontraktów na amerykańskie indeksy, a prze sporą część sesji i samych indeksów, pod koniec dnia tamtejsi inwestorzy jakoś się „pozbierali” i zdołali wyciągnąć wskaźniki na niewielkie plusy. Zachowanie było dziwne nie dlatego, że w wynikach firm i danych płynących z gospodarki był jakiś wielki ładunek optymizmu, lecz z powodu kontrastu między reakcją na nie i na te wcześniejsze, dotyczące choćby JP Morgan. Złe wrażenie zostało dzięki końcówce nieco „przykryte”, ale na pewno nie zatarte. Nieufność do rynku będzie pewnie widoczna. Indeksowi S&P500 do kolejnej bariery 1 100 punktów brakuje bardzo niewiele, ale po tym, co obserwowaliśmy ostatnio, niczego nie można być pewnym.

Na giełdach azjatyckich widoczna była lekka konsternacja tym, co działo się na Wall Street, a wcześniej w Europie. Zwyżkowały jedynie nieliczne giełdy i były to raczej wzrosty korygujące silniejszą przecenę, tak jak w Tajlandii. Japoński Nikkei wzrósł o 0,18 proc. Zwyżkowa tendencja na chińskiej giełdzie znów została przyhamowana. Shanghai B-Share zniżkował o 0,14 proc., a Shanghai Composite o 0,11 proc. W trakcie sesji spadki były sporo większe. Widać, że oba wskaźniki nie mają już siły, by iść w górę. A to oznacza, że analityków technicznych coraz bardziej straszy wyraźnie się kształtująca formacja głowy z ramionami, zwiastująca spadki.

Na głównych parkietach europejskich piątek zaczął się umiarkowanie optymistycznie. Indeks we Frankfurcie zyskiwał 0,5 proc., w Londynie rósł o 0,6 proc., a w Paryżu jedynie o 0,25 proc. W ciągu pierwszej godziny zmiany były niewielkie. Na zdecydowanej większości giełd panowały dobre nastroje. Niewielkie spadki notowano jedynie w Atenach i Istambule. Liderem zwyżek z ponad 2,5 proc. wzrostem był Bukareszt. Rumuni wciąż cieszą się z upadku rządu. Wczorajszą silną przecenę, związaną z kiepskimi wynikami Nokii, odreagowywała giełda w Helsinkach, rosnąc o prawie 1 proc. Moskiewski RTS przed południem nie reagował nadmiernie żywo na bardzo silne wzrosty cen ropy naftowej, zwyżkując jedynie o 0,8 proc. A po południu zbliżanie się do rocznego rekordu cen „czarnego złota” kwitował spadkiem o 1,9 proc. Londyn jakoś trzymał formę, ale tylko trochę powyżej kreski, Paryż i Frankfurt traciły po prawie 1 proc. Im bliżej końca dnia, tym skala przeceny się zwiększała. Około godziny 16.30  DAX i CAC traciły po 1,3 proc., a FTSE 0,4 proc. Ciekawa reakcja na dobre wyniki Google, wysokie ceny ropy i pozytywne rekomendacje dla akcji Lloyd’sa, dobre prognozy PKB w Niemczech i lepszy niż się spodziewano wzrost produkcji przemysłowej w USA.

Waluty

Na światowym rynku walutowym wciąż trwa trochę zwariowany taniec euro z dolarem, w rytm giełdowej muzyki. Wczoraj amerykańska waluta przed południem biła rekordy słabości i za euro trzeba było płacić 1,4966 dolara, w połowie dnia była już o ponad 1,3 centa mocniejsza. Dziś na początku dnia znów zobaczyliśmy ten sam rekordowy poziom 1,4966 dolara za euro, po czym „zielony” zaczął odzyskiwać siły. Po godzinie 13.00 zdołał zejść poniżej 1,49 za euro.

Światowe wahania w sporym stopniu przenoszą się i na nasz rynek. Wczoraj złoty dwukrotnie odbył drogę na dystansie niemal 5 groszy wobec dolara. W połowie dnia za amerykańską walutę trzeba było płacić ponad 2,84 zł, wieczorem już tylko 2,797 zł. Piątek zaczął się od osłabienia złotego o ponad 2 grosze. Za euro rano trzeba było płacić od 4,19 do 4,21 zł, a za franka od 2,76 do 2,77 zł, czyli niewiele więcej, niż wczoraj.

Podsumowanie

Po raz kolejny byki nie wykorzystały szansy, jaką dał im „los”, w postaci dobrych wyników amerykańskich firm i optymistycznych informacji gospodarczych. Zmienność nastrojów, choć tym razem niedostrzegalna tak wyraźnie w procentowych zmianach wartości giełdowych indeksów, była od kilku dni bardzo widoczna. Najpierw „pewność” wystąpienia korekty, ukarana pojawieniem się nowych rekordów zwyżkowej tendencji. Potem „pewność” pojawienia się kontynuacji ruchu w górę, ukarana niemocą byków. Logika zmian, zachodzących na giełdowych rynkach nie zawsze jest prosta i czytelna i nie zawsze przekłada się na mechaniczny system akcji i reakcji na te same bodźce, według tego samego schematu. Wskazywała ona, że korekta fali wzrostów musi nadejść. I chyba nadchodzi. Powód zawsze się znajdzie. Nie zawsze trzeba go widzieć i rozumieć.

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Gold Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / GF: Giełdowy sufit za twardy dla byków