Dość tej polityki w tym roku — grzmi Jarosław Lis, dyrektor biura portfeli akcyjnych w BPH TFI. To jeden z wielu przemęczonych finansistów, który nie wiwatuje na wieść o nowym rządzie, lecz czeka na konkretne propozycje.

— Niech politycy zajmą się polityką, a ekonomiści gospodarką. I mam nadzieję, że taki to będzie rząd, bo nazwiska osób odpowiedzialnych za gospodarkę polityczne nie są. Może przekonają one innych, że żeby komuś dać, to trzeba mu też zabrać i efekt jest żaden. Od strony resortów gospodarki zaprezentowany rząd jest dużo lepszy niż ten w latach 2005-07, a to napawa optymizmem — dodaje Jarosław Lis.
— W mojej opinii inwestorzy wstrzymają się z oceną poszczególnych ministrów, zwłaszcza tych kluczowych z punktu widzenia funkcjonowania sektora finansowego, do momentu podjęcia przez nich pierwszych ważnych decyzji. Wtedy okaże się, na ile obecne postrzeganie rządu odbiega od wcześniejszych oczekiwań — wtóruje mu Michał Rabiej, zarządzający funduszem Macro FIZ.
— Dobrze, że rząd już został powołany, bo to zdejmuje pewien element niepewności. Teraz czas na konkrety. Waga tego, co od dziś będą mówić politycy, mocno urosła — dodaje Piotr Bień, dyrektor biura rynku akcji TFI PZU. Największe nadzieje związane są z Mateuszem Morawieckim, dotychczasowym prezesem BZ WBK, który ma być ministrem rozwoju.
— Przygotowanie merytoryczne i dokonania biznesowe Mateusza Morawieckiego nie budzą specjalnych zastrzeżeń. Zresztą wiedza i doświadczenie odchodzącego prezesa BZ WBK może się przydać nowej władzy przy finalnych pracach zarówno nad podatkiem bankowym, jak i ustawą „frankową” — być może z lepszym skutkiem dla sektora, niż to wynika z obecnej wersji projektu prezydenckiego — uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.
Ekspert z Investors TFI zwraca też uwagę, że dotychczasowe wypowiedzi przyszłych ministrów, np. Pawła Szałamachy (resort finansów), były dość wyważone jak na skalę rewolucji, jaką obiecywało Prawo i Sprawiedliwość w kampanii.
— W przypadku ministerstwa skarbu bez względu na osobę, która piastowałaby ten urząd, można oczekiwać jakieś ingerencji oraz zmian we władzach spółek z państwowym udziałem. Niektóre zarządy, np. PZU, były bardzo dobrze oceniane przez zagranicznych inwestorów, dlatego nieprzemyślane i gwałtowne przetasowania mogą się odbić czkawką na notowaniach wybranych spółek — ostrzega Jarosław Niedzielewski.
Michał Rabiej przypomina, że kluczowym czynnikiem pozostaje niepewność, bo o ile analitycy są w stanie z dużą dokładnością oszacować wpływ poszczególnych stawek podatku bankowego na wyceny banków, to wciąż nie wiadomo, jaka ostatecznie będzie wysokość tego podatku i w jakim stopniu banki zostaną obciążonekosztami przewalutowania kredytów.