Po latach oczekiwania stało się. Na polski rynek funduszy inwestycyjnych wchodzi Fidelity Investment, amerykańska firma, która zarządzając 208 mld USD (686 mld zł) aktywów, jest w 10 największych asset managerów na świecie. Fidelity było wymieniane jako potencjalny kupujący niemal przy każdej transakcji sprzedaży TFI.
— To bardzo poważny gracz i od dawna się przygotowywał do wejścia na nasz rynek. Czekał na dobry moment, starał się zrozumieć specyfikę rynku. Plany ma bardzo ambitne. To, że wchodzi do Polski, jest naturalne — to największy i najbardziej dojrzały rynek w regionie. Słychać o kolejnych instytucjach, które się do tego przymierzają — mówi Michał Duniec, starszy analityk Analiz Online.
Kilka miesięcy temu na łamach portalu analizy.pl Dominik Bekkewold, szef polskiego oddziału deklarował, że firma chciałaby w ciągu pięciu lat zgromadzić 1 mld USD (3,3 mld zł) aktywów. To bardzo ambitny cel — według szacunków Analiz Online zagraniczne TFI w sumie zgromadziłydotąd nad Wisłą 3,6 mld zł.
— To, czy Fidelity uda się zdobyć duży udział w rynku, zależy od tego, czy uda mu się zbudować trwałe relacje z dystrybutorami, bo to oni rządzą rynkiem i są coraz bardziej wymagający, np. mogą oczekiwać funduszy z zabezpieczonym ryzykiem kursowym. Po kryzysie 2007-08 fundusze zagraniczne radzą sobie całkiem dobrze, ich aktywa są wyższe niż w szczycie minionej hossy. Sprzyjał im rynek — o ile w Polsce trudno było zarobić, o tyle na niektórych światowych rynkach można było całkiem sporo zyskać — mówi Michał Duniec.