Gilowska może wrócić, ale wcale nie musi

Adam Sofuł
opublikowano: 14-09-2006, 00:00

PowrótZyty Gilowskiej do rządu to dla premiera Jarosława Kaczyńskiego kwestia honoru — skoro zapowiedział, że po korzystnym dla niej wyroku sądu lustracyjnego będzie ona mogła wrócić na stanowisko wicepremiera i ministra finansów, to musi teraz tę obietnicę zrealizować. To jednak, z punktu widzenia premiera, niejedyny powód — zapowiada się ostra batalia budżetowa i Jarosław Kaczyński potrzebuje doświadczonego w bojach generała do jej rozegrania. Zaprawiona w sporach politycznych Gilowska jest tu bardziej na miejscu niż obecny strażnik budżetu Stanisław Kluza, którego, trzymając się terminologii wojennej, można określić raczej jako sztabowca. Stąd kolejne zapewnienia o powrocie Gilowskiej do rządu, wyprzedzające ostateczną decyzję samej zainteresowanej.

Poza honoremi politycznymi rozgrywkami jest jednak jeszcze ekonomia i tu sprawa powrotu Gilowskiej do resortu finansów nie wydaje się taka oczywista. Nie dlatego bynajmniej, że jest złą kandydatką, rynki finansowe ciepło przyjęły jej poprzednią nominację na szefa resortu finansów i nic nie wskazuje na to, by tym razem miało być inaczej (choć euforii raczej nie będzie). Problem raczej w tym, że byłaby to już piąta zmiana na stanowisku ministra finansów w tym roku, a okres debaty nad budżetem w parlamencie to chyba najgorszy moment na roszady personalne. Zyta Gilowska, jeżeli przyjęła- by ofertę premiera, musiałaby bronić przed zakusami posłów nie swojego budżetu.

W niespełnatrzy miesiące od jej odwołania rząd i koalicja zrezygnowały niepostrzeżenie z większości jej pomysłów (nie zawsze zresztą najszczęśliwszych). Jedynym widocznym znakiem, że była kiedyś ministrem finansów, jest odmrożenie progów podatkowych, co jednak trudno uznać za jej oryginalny autorski pomysł, bo to tylko powrót do normalności. Z projektu budżetu zniknęła propozycja obniżenia składki rentowej, zrobiło się cicho o reformie finansów publicznych, a wczoraj gwóźdź do trumny pomysłów Gilowskiej wbili posłowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy zapowiedzieli, że dla małych firm zostanie utrzymana możliwość rozliczania się z podatków w formie ryczałtu. Gilowska musiałaby więc zaczynać wszystko od początku, a jej pozycja jest znacznie słabsza niż przed dymisją. Kalkulacje premiera, że stanie się ona godnym przeciwnikiem dla LPR i Samoobrony, mogą okazać się błędne — Gilowska ma znacznie mniejsze pole manewru niż trzy miesiące temu, a czasu na poważniejsze zmiany w budżecie praktycznie brak. Wicepremierzy Lepper i Giertych dobrze zdają sobie z tego sprawę i zapewne nie zastosują wobec Gilowskiej taryfy ulgowej.

Jest wreszciekwestia lustracji, która sprawia, że mimo gorących zaproszeń premiera fotel ministra finansów może się okazać dla Gilowskiej bardzo chwiejny. Jest bardzo prawdopodobne, że Rzecznik Interesu Publicznego złoży odwołanie od wyroku i nawet jeśli premier Jarosław Kaczyński nie zareaguje na to tak nerwowo jak jego poprzednik, to z pewnością zrodzi to falę spekulacji i może rozhuśtać rynki finansowe. Podobne napięcia wzbudzi wejście w życie nowej ustawy lustracyjnej. O ile trzy miesiące temu, przed swoją dymisją, Zytę Gilowską rynki finansowe uważały za gwaranta podstawowej stabilności w finansach publicznych, o tyle teraz może stać się — przynajmniej w dłuższej perspektywie — źródłem niepewności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu