Globalizacja ma także swoje ciemniejsze aspekty

Andrzej Sopoćko
opublikowano: 2000-03-13 00:00

Andrzej Sopoćko: Globalizacja ma także swoje ciemniejsze aspekty

POZORNA SPRZECZNOŚĆ: Bogatym prawie wszystko udaje się wyprodukować taniej, mimo wielokrotnie wyższych płac pracowników — zauważa Andrzej Sopoćko. fot. ARC

Termin użyty w tytule wymawiany jest z największą atencją przez czołowych ekonomistów i menedżerów gospodarki światowej. Studentom biznesu także wkłada się w głowę elementy globalizujące rzeczywistość i planowanie strategii. Świat się integruje, Internet skraca odległości praktycznie do zera. Ważne, by zwiększyć sprzedaż, a czy uda się to zrobić na przykład na warszawskiej Woli czy w Australii — jest dla ekonomicznych internacjonałów sprawą drugorzędną, a może w ogóle nie istniejącą.

NIC JEDNAK nie jest piękne z każdej strony. Jeden z ciemnych aspektów globalizacji pojawił się z całą ostrością na konferencji WTO w Seattle, praktycznie rozbijając szanse uzyskania tam jakiegokolwiek porozumienia. Kraje biedniejsze wskazały na paraliż możliwości rozwojowych, wynikający z konkurencji krajów rozwiniętych. Bogatym prawie wszystko udaje się wyprodukować taniej, mimo wielokrotnie wyższych płac pracowników. Organizacja, której wysoki poziom jest charakterystycznym elementem rozwiniętej cywilizacji, jest w stanie profitować niesłychanie wysoką wydajnością. Jak mówił Karl von Clausewitz — dobrze wyszkolona i zorganizowana kompania wojska jest w stanie rozbić pułk pospolitego ruszenia. Kraje Trzeciego Świata dysponują co najwyżej pospolitym ruszeniem, raz po raz biorącym się za łby.

ISTNIEJE TAKŻE drugi aspekt, bynajmniej nie dotyczący relacji biedni — bogaci. Otóż globalizacja w pierwszym porywie zaczęła wyzwalać ogromną presję konkurencji. Najlepsi z całego świata zaczęli się wciskać wszędzie, do wszystkich zakamarków, które zdawały się istnieć w innym wymiarze społecznym i kulturowym. Konsumentom i inwestorom zwiększona fala konkurencyjności była oczywiście na rękę, zatem globalizacja była od tej strony witana wielce przychylnie. Czy jednak ta życzliwość będzie możliwa do utrzymania na dłużej — można mieć wątpliwości.

W OSTATNIM czasie globalizacja spowodowała nasilenie procesu koncentracji ekonomicznej. Po aliansie Boeinga z Lock- heedem, Daimlera Benz z Chryslerem, finansowych fuzjach w Japonii i Francji pojawiła się jeszcze jedna, zapierająca dech sensacja. Dwa największe banki niemieckie, Deutsche Bank i Dresdner Bank podjęły decyzje o fuzji. Będzie to największy bank na świecie, zatrudniający w całej swojej grupie kapitałowej ponad 2 miliony dusz. Suma bilansowa tego finansowego giganta wynosiłaby 2,5 biliona DEM, co oznaczałoby mniej więcej możliwość dysponowania aktywami o wartości przekraczającej ośmiokrotnie nasz PKB. Ważna jest nie tylko sama ilość. Bankowość zatrudnia zwykle sam kwiat menedżerów i wykwalifikowanych specjalistów ze wszystkich dziedzin gospodarki. Ponadto banki niemieckie, posiadając kontrolne pakiety akcji w większości dużych przedsiębiorstw w RFN i sporej ich liczbie za granicą, mają wpływ na gospodarkę Europy daleko większy, niż wynikałoby to z suchych zestawień ekonomicznych.

PROCES wielkich fuzji dopiero się rozpoczął. Tym samym obraz tego, kto rządzi światem, staje się coraz klarowniejszy. Z ciekawości wypada zadać pytanie, czy jeszcze w tym pokoleniu będziemy jeździli samochodami jednej firmy, trzymali pieniądze w jednym banku i kupowali w sklepach jednej organizacji handlowej. Innymi słowy — czy sentymentalnie wspominany polski krajobraz rynkowy z okresu realnego socjalizmu stanie się ponownie faktem, tym razem w skali globalnej. Na szczęście możemy się pocieszyć, iż nawet w najgorszym scenariuszu my, Polacy — znający już to z praktyki — będziemy potrafili sobie życie w takim świecie jakoś zorganizować.

Andrzej Sopoćko jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, doradcą prezesa PBK