Diagnoza analityków: bez powstrzymania przeceny dolara spirala spadków będzie się nakręcać.
W nocy z wtorku na środę wyprzedaż amerykańskiej waluty wywołała opinia przedstawiciela chińskiego parlamentu, który stwierdził, że rezerwy walutowe tego kraju należy zróżnicować. Teraz utrzymywane są przede wszystkim w dolarze, a Chiny są jednym z państw, które w największym stopniu finansują deficyty Stanów Zjednoczonych.
— Wysoki deficyt wewnętrzny i zewnętrzny USA to praprzyczyna słabości dolara. Żeby przekonać rynki do zmiany trendu, trzeba konkretnych ruchów w polityce fiskalnej Ameryki. A na dodatek ujawnienia do końca problemów rynku hipotecznego — mówi Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.
Zanim to nastąpi, może upłynąć dużo czasu. Doraźne działania są potrzebne, bo słabnący dolar to główny czynnik szybkiego wzrostu cen ropy. Z około 70 USD za baryłkę w krótkim czasie skoczyła do 98 USD. Zwiększa to presję inflacyjną na całym świecie.
Marek Rogalski, analityk FIT Domu Maklerskiego, uważa, że globalnej gospodarce pomógłby jasny sygnał od Europejskiego Banku Centralnego, że nie boi się on narastania inflacji i w najbliższym czasie nie podwyży stóp procentowych.
— Aprecjacja europejskiej waluty częściowo zastępuje zaostrzenie polityki monetarnej — mówi Marek Rogalski.
Drugim krokiem powin- no być — zdaniem analityka — utrzymanie stóp procentowych przez Fed na dotychczasowym poziomie.
— Obniżka w grudniu oznaczałaby dalsze osłabienie dolara — dodaje Marek Rogalski.
Wczoraj za taką decyzją opowiedział się Charles I. Plosser, członek Fed z Filadelfii, który uważa, że obniżać stopy należy dopiero wtedy, gdy gospodarka USA zwolni tempo wzrostu do poniżej 1,5 proc.
— Takie deklaracje nie pomagają rynkom akcji, bo gracze liczą na kolejne obniżki mające pomóc instytucjom finansowym. Najpierw trzeba powstrzymać deprecjację dolara, bo inaczej globalna gospodarka wpadnie w większe tarapaty — uważa Marek Rogalski.
Zdaniem specjalistów, nie można wykluczyć, że wkrótce największe banki centralne zdecydują się na interwencję w celu ratowania dolara.
— Skutek takich działań może okazać się krótkotrwały — mówi analityk FIT DM.
Innego zdania jest Marcin Mrowiec. Uważa, że władze monetarne mogą przyspieszyć odwrót trendu.
— Prawdopodobnie wyhamowanie przeceny nastąpi przy psychologicznym poziomie 1,50 dolara za euro — uważa ekonomista.
W najnowszej ankiecie agencji Reutera analitycy oczekują, że tendencja do osłabiania dolara będzie kontynuowana. Niektórzy z nich oczekują, że w najbliższych miesiącach za euro przyjdzie zapłacić właśnie 1,5 USD.