Gmina to firma o nieco innych celach

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-04-15 00:00

Do tej pory bankructwo gminy nie było możliwe, nawet prawo nie przewidywało takiej możliwości. Kiedy gmina występowała o kredyt, a pamiętam to z autopsji, kiedy byłem wójtem gminy Tarnowo Podgórne, mówiło się: przecież gmina to dobry kredytobiorca, nie zbankrutuje. Teraz ten argument już nie przejdzie.

Prowadzenie gminy, na pewnym etapie, nie różni się wiele od prowadzenia przedsiębiorstwa. Prowadząca działalność firma ma przychody, koszty, a jej celem jest wypracowanie zysku, który można spożytkować na inwestycje, czyli budowę, zwiększanie wartości firmy. Gmina ma przychody i rozchody, i te muszą się zbilansować. Celem działania jest nie wypracowanie zysku, ale takie inwestowanie środków, celowo nie mówię wolnych środków, by budować wartość gminy, jej zdolność do kreowania przychodów w okresach przyszłych, a także powiększać zdolność do absorpcji środków zewnętrznych.

Jeżeli, w pewnym okresie, przychody i rozchody nie bilansują się i gmina ma deficyt budżetowy — nie ma żadnego dramatu. To czasami nawet jest wskazane, bo jeżeli są możliwe do pozyskania „tanie pieniądze”, które pozwalają sfinansować niezbędne, a pożyteczne dla gminy inwestycje, grzechem byłoby z nich nie skorzystać. Tyle tylko że deficyt budżetowy gminy rządzi się tymi samymi prawami co deficyt państwa i są pewne sztywne, nieprzekraczalne granice. Tak więc, gdyby sprawozdawczość była w porządku, do bankructwa gminy nie mogłoby dojść.

W. Dzikowski poseł Platformy Obywatelskiej