Zagrożenie spadkami, zapowiadanymi od kilku dni, zdecydowanie się
oddaliło, a sił na atakowanie szczytów trochę za mało. Impulsów dziś nie
brakowało, ale nie było chętnych do reagowania na nie. Pozostaje więc tylko
czekać. W
lekką konsternację wprowadziła naszych inwestorów sytuacja na Wall
Street. Na początku sesji Dow Jones rósł o ponad 1 proc., a S&P500
spadał o prawie 0,5 proc. Wkrótce jednak sytuacja się „unormowała" i wszystkie
wskaźniki solidarnie spadały.
Polska GPW
Handel na naszym parkiecie zaczął się dziś od niewielkiego, sięgającego 0,2
proc., spadku indeksu największych spółek. WIG wystartował od zera, po 0,3 proc.
zyskiwały indeksy małych i średnich firm. W ciągu pierwszej godziny zmiany
wartości wskaźników były niewielkie i oscylowały wokół zera. Głównym winowajcą
słabego zachowania naszego rynku były papiery banków. Po informacji, że strata
BRE w drugim kwartale sięgnie 90 mln zł, akcje banku traciły ponad 4 proc.
Walory pozostałych banków także notowane były na
minusach, choć nie tak
dużych. Nie zachwycał KGHM, rosnący o zaledwie 0,5 proc. i Lotos, który tracił
0,4 proc. Jedynie papiery PKN zwyżkowały o ponad 1 proc. Tyle samo traciły akcje
Telekomunikacji Polskiej po obniżeniu przez Morgan Stanley ich wyceny do 20 zł.
Po południu traciły blisko 3 proc. BRE także zwiększył skalę zniżki do ponad 5
proc. Nie miał kto bronić indeksów przed spadkami. Niewielkie spadki cen ropy
naftowej i miedzi nie pozwalały rozwinąć skrzydeł naszym spółkom surowcowym.
Banki wciąż cierpiały solidarnie z BRE. Zmiany cen i wartości indeksów w ciągu
całej sesji były niewielkie. BRE zakończył sesję spadkiem o 6,7 proc.,
Telekomunikacja Polska zniżkowała o 2,85 proc., PKN stracił 2 proc. Ostatecznie
WIG20 stracił 0,86 proc., indeks szerokiego rynku zniżkował o 0,53 proc., mWIG40
obniżył swoją wartość o 0,44 proc., a sWIG80 wzrósł o 0,45 proc. Obroty
nieznacznie przekroczyły miliard złotych i były zdecydowanie niższe niż w
ostatnich dniach.
Giełdy zagraniczne
Przebieg wczorajszej sesji za oceanem nie był zbyt optymistyczny. Co prawda
indeksy wzrosły o około 1 proc., ale przez większą część dnia handel był
dość nerwowy i poziom zera był „atakowany" wielokrotnie z każdej strony. Dopiero
końcówka przyniosła zwyżkę notowań. Powszechnie uważa się, że Wall Street
zawdzięcza ją wypowiedzi pesymistycznie dotąd nastawionego do perspektyw
ożywienia gospodarczego profesora Nouriela Roubiniego, który zmienił zdanie i
stwierdził, że recesja zakończy się jeszcze w tym roku. Można powiedzieć, że w
ostatnich dniach każdy pretekst do wzrostu jest dobry.
O mniej
optymistycznych opiniach Fed nikt nie chciał słyszeć. Charakterystyczna była też
reakcja na ogłoszenie bardzo dobrych wyników przez JP Morgan. Reakcji po prostu
nie było. Chyba Goldman Sachs wyczerpał już wcześniej cały potencjał entuzjazmu
po wynikach banków.
Na giełdach azjatyckich dziś przeważał umiarkowany optymizm. Indeksy większości giełd notowały wzrosty, które jednak tylko w nielicznych przypadkach przekraczały 1 proc.
Pod tym względem przodował parkiet w Bombaju, gdzie tamtejszy indeks wzrósł o
ponad 3 proc. Ale miał też co odrabiać bo w ubiegłym tygodniu mocno zniżkował.
Nikkei od kilku dni zachowuje się bardzo stabilnie, rosnąc po około 0,5 proc. Po
zamachach bombowych na hotele w Indonezji indeks giełdy w Jakarcie spadł o
prawie 1 proc. Nadal utrzymuje się rozbieżność w zachowaniu indeksów w
Szanghaju. Indeks akcji dostępnych dla inwestorów zagranicznych rośnie, a ten z
papierami dla rodzimych ma się o wiele gorzej. Ten pierwszy
rósł dziś o 1
proc., a drugi tracił na wartości, by zyskać w końcu 0,2 proc.
Główne giełdy europejskie zaczęły dzień od wzrostów o około 0,4-0,6 proc.
Początek handlu był dość spokojny, a zmiany niewielkie. Podobnie było też na
parkietach naszego regionu, które jednak nie wykazywały zbytniej siły. Wygląda
na to, że zagraniczny kapitał stracił zainteresowanie nimi. Tylko RTS „brylował"
rosnąc o 1,5 proc.
Waluty
Po wczorajszym wieczornym umocnieniu się dziś euro było w odwrocie.
Czwartkowe przełamanie poziomu 1,41 dolara za euro okazało się przejściowe i
dziś rano wspólną walutę wyceniano na 1,4 dolara. Także złoty dziś rano nieco
tracił na wartości. Za dolara trzeba było płacić 3,06 zł, o niecały 1 grosz
więcej niż w czwartek. Nie zanotowano natomiast zmian wobec euro i franka.
Główna fala osłabienia miała miejsce w czwartek wieczorem, ale nie była ona zbyt
wielka. Za euro płacono rano 4,32 zł, a za franka 2,84 zł.
Do końca dnia
panował kompletny marazm. Zmiany zachodziły jedynie na trzecim i czwartym
miejscu po przecinku.
Podsumowanie
Koniec tygodnia przyniósł wyraźne wygaśnięcie impetu kilkuseryjnej zwyżki na
naszej giełdzie. Trudno przewidzieć, czy oznacza to już jej definitywne
zakończenie, czy jedynie przystanek w drodze w górę. Marsz ten będzie jednak
bardzo trudny. Bez amerykańskiego wsparcia raczej nie damy rady. A za oceanem
indeksy doszły do bardzo poważnych oporów i niełatwo będzie im je sforsować. Tym
bardziej, że i tam pokłady optymizmu inwestorów wydają się bliskie wyczerpania.
Nadchodzący tydzień będzie nieco uboższy w informacje makroekonomiczne, ale
zawsze może nas coś zaskoczyć. W ostatnim czasie liczą się bardziej
interpretacje niż fakty. A te pierwsze trudno przewidzieć.
Roman Przasnyski
Autor jest głównym analitykiem Gold Finance