
Specjaliści Goldman Sachsa podkreślają, że odnosząc się do historycznych wydarzeń, po okresach wąskich wzrostów - obecnie dotyczy to głównie tzw. megacap, czyli spółek o gigantycznych wartościach rynkowych jak Apple, Amazon czy Tesla - rynek niemal zawsze próbował nadgonić sytuację w pozostałych branżach. Argumentują, że od 1980 r. wskaźnik S&P500 odnotował dziewięć takich kluczowych epizodów, po których ostatecznie nastąpiło nadrobienie zaległości w innych akcjach, co ostatecznie przyniosło korzyści głównemu indeksowi.
Tymczasem od dołka z października 2022 r. indeks S&P500 zyskał już 20 proc. „zaliczając” piątą technologiczną hossę w okresie około trzech dekad.
W rezultacie analitycy Goldman Sachs podwyższyli swoją prognozę wartości docelowej dla wskaźnika na koniec 2023 r. do poziomu 4500 pkt z wcześniej zakładanego pułapu 4000 pkt. W porównaniu do kursu zamknięcia z minionego piątku (9.06) daje to około 4,7 proc. wzrost. Twierdzą, że połączenie spowalniającej inflacji, zdrowego wzrostu gospodarczego i podwyższonej koncentracji rynkowej sugeruje, że obecne wyceny mogą się co najmniej utrzymać.
Nasze prognozy gospodarcze i dotyczące zysków sugerują również, że nadrobienie zaległości jest bardziej prawdopodobne – napisano w notatce. Dodano, że prawdopodobieństwo recesji w ciągu najbliższych 12 miesięcy jest niższe niż konsensus, podczas gdy prognoza zysków jest wyższa niż w przypadku konkurencyjnych prognoz innych banków.
