
Na pomysł własnej działalności wpadł już podczas studiów – wspólnie z kolegą z uczelni Jarosławem Growinem stworzyli jeden z pierwszych serwisów telefonii VoIP, a następnie system płatności transferuj.pl, który w 2015 r. zmienił nazwę na Tpay.com, a w 2019 po prostu na Tpay. Od ponad 13 lat pełni funkcję prezesa firmy, a przygodę z golfem rozpoczął, będąc już w biznesowym świecie.
– Pięć lat temu przyjaciel szukał partnera do towarzyszenia mu na polu golfowym. W tamtym czasie praktykowałem inne sporty – kolarstwo, boks i moją pasję z dzieciństwa – lotnictwo. Na propozycję kolegi zareagowałem jak większość osób, które nie znają tej gry, czyli wybuchnąłem śmiechem i stwierdziłem, że do emerytury mam jeszcze kawał czasu. W wyobraźni ujrzałem starszych panów w meleksie i cygarem w ręce, którzy jeżdżą po amerykańskim polu, robią biznesy i przy okazji trafiają do dołka. Dałem się jednak namówić na partię i tak to się zaczęło – wspomina Paweł Działak, prezes i współzałożyciel Tpay.
Pozorna łatwość gry

Wydaje się, że reguły golfa są dosyć proste – trafić do dołka. To się zgadza, bo generalna zasada polega na przejściu pola golfowego składającego się z 18 dołków, chociaż bywają również pola mniejsze, np. dziewięciodołkowe, wykonując przy tym jak najmniej uderzeń. Jednakże dołek nie odnosi się jedynie do dziury w ziemi. W szerszym rozumieniu to teren między miejscem startu, tzw. tee box, w którym golfista oddaje pierwsze uderzenie, a dołkiem w ziemi, który znajduje się na obszarze gładko ściętej trawy, tzw. putting green.
– Nie znam sportu, po którym miałbym takie zakwasy jak po pierwszych zajęciach golfowych. Pamiętam, że na drivingu, czyli miejscu praktykowania, byłem kilka godzin i wybiłem kilka koszyków piłek. Nie wierzyłem, jak trudne jest skoordynowanie ruchu w taki sposób, by piłka poleciała prosto. Dlatego, trochę jak w biznesie, podjąłem wyzwanie. Zacząłem uczęszczać na zajęcia z trenerem i rozwijam się pod jego okiem. Gdy pierwszy raz zobaczyłem pole golfowe przy nadmorskim klifie w Hiszpanii, byłem pod wrażeniem. Myślę, że właśnie wtedy zakochałem się w tym sporcie – mówi Paweł Działak.

Według specjalistów golf to jeden z najtrudniejszych pod względem technicznym sportów na świecie. Ustępuje tylko łyżwiarstwu figurowemu i skokowi o tyczce. Przedsiębiorca opowiada, że przy dobrze wykonanym swingu, czyli ruchu kija, pracuje około 130 mięśni. Skoordynowanie tego manewru wymaga więc skupienia, wyuczenia odruchów bezwarunkowych ciała i stałego treningu.
– Golf to kolejny sport, który uczy pokory. W jednym tygodniu możemy grać wyśmienicie, a po chwili przerwy w ogóle nie udaje się nam trafić do dołka. Dlatego dobrze jest cały czas pracować z trenerem. Kilkakrotnie zdarzało mi się wątpić w moje umiejętności, ale gra jest na tyle wciągająca, że po kilku dniach znowu wracałem na pole. Mój handicap to 22,3 – więc nie najgorszy, ale jeszcze mam dużo do zrobienia i jest to raczej początek drogi. Warto też wiedzieć, że golf jest stosunkowo mało kontuzjogenny, np. w porównaniu do motosportów czy nawet roweru – dodaje przedsiębiorca.
Obalanie mitów

Wielu ludzi uważa, że gra w golfa jest zarezerwowana dla środowiska biznesowego. Według Pawła Działaka jest to jednak sport dla każdego, a jego obraz został w głównej mierze wykreowany przez kinematografię, szczególnie filmy amerykańskie, często bowiem oglądamy w nich prezesów korporacji załatwiających interesy na polach golfowych.
– Kolejna legenda dotyczy kwestii finansowych. Tak naprawdę to sport z niską barierą wejścia, szczególnie jeśli ktoś mieszka przy polu golfowym. W Polsce nie ma ich jeszcze zbyt wielu, bo około 30. U naszych sąsiadów jest znacznie więcej, np. w Czechach jest około 100 pól, w Niemczech natomiast jest 100 tys. aktywnych golfistów. Z kolei w USA, które są największym rynkiem golfa, ten sport jest tak popularny jak bieganie. Podstawowy komplet golfowy to koszt około 2 tys. zł, ale można go także wypożyczyć. Za koszyk piłek na polu zapłacimy 10–15 zł i wystarczy nam mniej więcej na godzinę. Wejście na pole golfowe na około pięć godzin kosztuje 200 zł – wylicza Paweł Działak.
Dla niektórych uderzanie kijem w piłkę i jeżdżenie meleksem po zielonej trawie jest dalekie od sportu. Jednakże, jak uważa przedsiębiorca, coraz więcej graczy przechodzi całe pole golfowe na własnych nogach. Średnio to 12-kilometrowy spacer z ważącą około 15 kg torbą golfową na plecach. Dodatkowo pole golfowe bywa zróżnicowane pod względem wysokości i ukształtowania terenu. Paweł Działak wspomina, że po niedawnej grze pod Trójmiastem zegarek pokazał mu 3 tys. spalonych kalorii.
– Grając, bardzo dużo czasu spędza się na świeżym powietrzu. Można poznać ciekawe osoby, ale również pobyć z bliskimi. Ponadto golf jest bardzo skorelowany ze strategią gry, ponieważ uderzenie to nie wszystko. Należy brać pod uwagę warunki pogodowe, fizykę, ułożenie terenu, rodzaj nawierzchni i odpowiednio dobrać kij. Jest bardzo wiele aspektów, które dochodzą do głosu, gdy chce się grać na wyższym poziomie. Dlatego ten sport wymaga ciągłego rozwoju i poprawiania elementów gry. Niezwykłe jest także otoczenie golfa i jego etykieta – mówi Paweł Działak.
Dwie strony medalu

Przedsiębiorca opowiada, że w świecie golfowym handicap, czyli liczba uderzeń w rozgrywce, to liczba godzin spędzonych w biurze. Tak naprawdę im mniej się w nim przebywa, tym lepiej dla wyniku. Dla Pawła Działaka jednak rozwój firmy także jest pasją.
– Staram się, żeby każda wolna chwila była związana z golfem. Jeszcze nie udało mi się zachęcić do niego żony, ale liczę, że w końcu mi się powiedzie. Gram głównie w weekendy, z samego rana bądź popołudniami. Jest to więc kilka godzin w tygodniu – mówi golfista.
Wspomina, że kilkakrotnie spotkania na polu golfowym przyniosły nie tylko wspaniałą rozgrywkę, lecz także przydatne kontakty biznesowe. Podczas czterogodzinnej gry pojawiają się bowiem różne tematy – od czysto prywatnych po zawodowe.
– Golf pomaga mi doładować baterie. Są momenty, kiedy lubię zagrać sam – mogę wtedy odciąć się od wszystkiego i przemyśleć ważne sprawy. Przypomina mi też o tym, żeby się nie poddawać i cały czas rozwijać. W biznesie jest dokładnie tak samo. Nawet gdy osiągniemy sukces, to jego dalsze powodzenie zależy od rozwoju. Nie ma drogi na skróty do osiągnięcia celu, tylko stawianie czoła kolejnym wyzwaniom – twierdzi Paweł Działak.
Nowy wymiar networkingu

Według przedsiębiorcy gra w golfa to dobry czas na budowanie strategii na przyszłość, na przemyślenia biznesowe, ale też angażowania innych we wspólnie działania. W ubiegłym roku Tpay organizował integrację dla pracowników na polu golfowym, a w tym roku duży event Tpay Partners Day dla klientów i partnerów. Ponadto firma sponsoruje młodzików z klubu Black Water Links w Poznaniu.
– W organizacji wypracowaliśmy zasadę, że część budżetu przeznaczamy na cele społeczne. Dzięki temu możemy pomóc młodym ludziom zaistnieć, a może nawet rozpocząć karierę. Nasze działania mają też na celu budowanie świadomości marki. W tym roku po raz pierwszy sprawdziłem swoje siły także w turnieju PB Golf Cup. Moim planem na przyszłość jest wystartowanie w kolejnych zawodach i osiągnięcie lepszych wyników – konkluduje Paweł Działak.

