
PB: Skąd wzięła się u pana pasja do golfa?
Artur Wiza: W moim przypadku wzięła się z biznesu i od tego, czym się zajmuję, czyli marketingu. W mojej poprzedniej firmie szukaliśmy fajnego sposobu na to, żeby organizować spotkania z klientami, i uznaliśmy, że dobrym pomysłem są treningi golfa. I tak przy okazji też zacząłem trenować. Później jeden z kolegów zaproponował, żeby spróbować zagrać na polu golfowym. Mieliśmy ogromną przyjemność z tej gry, pojawiły się pierwsze sukcesy, i... zaraziłem się tą pasją.
Czyli prawdą jest, że na pole golfowe trafia się zazwyczaj po to, by załatwiać sprawy biznesowe?
I tak, i nie. Naoglądaliśmy się dużo filmów amerykańskich, których bohaterowie, żeby zrobić biznes, szli najczęściej na pole golfowe. Oczywiście golf daje taką możliwość — długo ze sobą się przebywa, minimum kilka godzin, i można nawiązywać nowe kontakty. Łatwiej też porozmawiać o biznesie niż np. podczas gry w tenisa, gdzie trzeba krzyczeć przez siatkę. Bardziej jednak rozmawia się chyba o kwestiach sportowych i koncentruje na samej rozgrywce niż na sprawach zawodowych.
Warto więc promować golfa jako sport dla ludzi związanych z biznesem?
Oczywiście. To świetny sposób na odprężenie, relaks i spędzenie czasu na świeżym powietrzu. Przy naszej pracy, kiedy długo siedzimy w biurach, spędzamy dużo czasu w podróżach, samochodach, samolotach, partia golfa jest nie do przecenienia. Pamiętajmy, że podczas jednej rozgrywki przemierzamy spacerem 8-10 kilometrów. Można oczyścić umysł i naładować akumulatory, by być gotowym do kolejnych wyzwań w biznesie.
Czy czasowo da się pogodzić regularne uprawianie tego sportu z pełnieniem funkcji menedżerskich?
Nie jest łatwo, ale da się to zrobić. Golfa można przecież uprawiać w weekendy i jest to świetny czas, by spędzać go z rodziną i w otoczeniu pięknej przyrody. Mnie się udało, bo zaraziłem pasją żonę i syna. Warto tego spróbować, bo jak już się zacznie grać wspólnie z domownikami, to pojawiają się różne możliwości. Można brać udział w rozgrywkach par, np. mąż z żoną czy rodzic z dzieckiem itp. I — co ważne — w tym sporcie nie liczy się tak bardzo, kto i na jakim poziomie gra. W golfie jest tzw. handicap, który wyrównuje szanse zawodników.
Każdy może grać w golfa, niezależnie od wieku czy kondycji fizycznej?
Tu nie ma bariery wiekowej — od najmłodszych po najstarszych. Ostatnio byłem na wakacjach na polu golfowym i spotkałem grupę kilkunastu golfistów, w której większość miała na pewno powyżej 80 lat. Trochę kondycji oczywiście trzeba mieć, bo jednak jest to ruch i są to uderzenia. Ale można też technikę i sposób uderzeń dostosować do możliwości fizycznych. Golf nie jest też tak kontuzjogennym sportem jak choćby jazda na rowerze czy nawet bieganie. Aczkolwiek wskazane są w miarę dobry kręgosłup i dość mocne nogi, a przede wszystkim ręce. Każdy zapewne słyszał też o schorzeniu zwanym łokciem tenisisty. Otóż jest też tzw. łokieć golfisty.
Jakie cechy z biznesu można przenieść na pole golfowe i odwrotnie, czy są jakieś aspekty gry w golfa, które można wykorzystać w pracy menedżera?
Ja ujmuję to inaczej. Warto spojrzeć na podobieństwa między uprawianiem tego sportu a zarządzaniem firmą czy grupą ludzi. Gra w golfa to trochę taka walka z sobą. Na polu golfowym są bowiem możliwości gry — nazwijmy to — nie do końca fair. Widziałem sytuacje, kiedy ktoś np. lekko przestawia sobie piłkę, by łatwiej uderzyć, czy nawet nie zalicza sobie jakichś punktów. Jeśli jednak podchodzi do gry uczciwie, to z dużą pewnością można stwierdzić, że w podobny sposób, czyli etycznie, podchodzi do biznesu. Z nim na pewno można bezpieczniej robić interesy. Ponadto w golfie nie ma takiej sytuacji, że osiąga się taki poziom, by wygrywać wszystko. Każdy ma słabszy dzień. Podobnie jest w biznesie. Przychodzą słabsze dni, kiedy nie powiedzie się jakiś kontrakt albo — mówiąc kolokwialnie — czegoś nie dowieziemy. Golf uczy pokory i pokazuje, że cały czas trzeba pracować nad swoimi sukcesami i przezwyciężać słabsze momenty. Jeszcze jedna ważna sprawa, która łączy uprawianie golfa z biznesem. Kiedyś dawałem rady właścicielom firm, którzy zatrudniają menedżerów, a mimo to nie potrafią oderwać się od swojego biznesu, cały czas próbując nim sterować, by zaczęli grać w golfa. Wówczas nie będą mieli tyle czasu na sprawy zawodowe i dadzą więcej swobody fachowcom. Jeden z biznesmenów powiedział mi później, że rada sprawdziła się znakomicie — ma więcej wolnego czasu, a firma zaczyna coraz lepiej funkcjonować. Polecam to rozwiązanie każdemu przedsiębiorcy.
Namawia pan do golfa współpracowników? Ma pan jakieś sukcesy na tym polu?
Niestety, nie udało mi się — uprawiają inne sporty, ale wciąż mam nadzieję, że to się zmieni, bo uważam, że golfa warto promować. Zresztą z promocją golfa w Polsce nie jest najlepiej, choć są pierwsze pozytywne sygnały. Dużo dobrego robią np. informacje o sukcesach Adriana Meronka, polskiego zawodowego golfisty, który już plasuje się w pierwszej pięćdziesiątce zawodników na świecie. No i warto na każdym kroku podkreślać, że golf to sport, który na świecie uprawia więcej osób niż np. tenis. Dlaczego podobnie nie miałoby być w Polsce...
Jakie cele stawia sobie pan, jeśli chodzi o grę w golfa?
Zdarzyło mi się raz w życiu wygrać turniej, ale celów sportowych sobie nie stawiam. Chcę grać coraz lepiej, poprawiać wyniki. Stawiam sobie po prostu cele rozwojowe. Także tu mamy kolejne podobieństwo do biznesu.
Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji
w tym tygodniu: „Golf – sport nie tylko dla biznesu”
goście: Michał Kołatkowski – właściciel sieci sklepów ze sprzętem golfowym Epic Golf i Bunkier Store, Emilia Rozum – menedżer pola golfowego w Sobieniach Królewskich, Artur Wiza – wiceprezes Asseco Poland, Elżbieta Panas, aktorka, założycielka Polskiego Stowarzyszenia Golfa Kobiet

