Gorączka złota i platyny

Paweł Kubisiak, Paweł Zielewski
19-04-2005, 00:00

Easy money — łatwe pieniądze — przekleństwo, które (tak przynajmniej twierdzą analitycy) zmusiło społeczeństwo amerykańskie do życia w rytm nakręconej spirali zadłużenia. Polsce nie grozi — na razie — zalew wszechobecnych, łatwych kredytów dostepnych na piękne oczy (choć są już tacy, którzy robią w tej materii wszystko, co mogą), ale licho nie śpi i spokojnie czeka w naszych portfelach w postaci kart kredytowych, tych zwykłych i budzących zazdrosne spojrzenia złotych czy platynowych.

Karty kredytowe szybko przyjęły się w Polsce. Srebrne, zielone, niebieskie, pomarańczowe przestały też być oznaką pewnego (czytaj: wyższego) statusu majątkowego. Tę rolę przejęły karty gold, ale i ich czeka podobny los — nadejdzie czas, gdy o tzw. statusie świadczyć będzie platyna. Karty kredytowe spowszedniały. Niestety. Zbyt wielu zbyt łatwo sięga po łatwe pieniądze, błyskając złotem, zapominając, że to wciąż jest kredyt. W dodatku dość drogi kredyt.

Prawdziwa natura karty, jej charakter nie leży w limicie kredytowym, a w wartości do karty dodanej. Limit nie ma też nic wspólnego ze wspomnianym statusem. Poczucie wartości jej posiadacza wzmacniają usługi, które za jej pomocą są dostępne. Mogą to być drobiazgi typu dodatkowe ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie zdrowotne, zniżki w butikach, zniżki na bilety, wstęp do miejsc, gdzie „zwykłym śmiertelnikom” trudno poczuć się dobrze, zaproszenia na zamknięte imprezy, koncerty, przedstawienia, w końcu — szansa na uczestnictwo w najbardziej ekstremalnych przygodach życia.

Oczywiście nie każda karta daje to samo i tyle samo. Z punktu widzenia banku naistotniejsze jest dołożenie do niej pakietu ubezpieczeniowego chroniącego jej posiadacza. Z punktu widzenia posiadacza — najważniejsze jest uzyskanie pakietu chroniącego go przed finansowymi konsekwencjami zgubienia karty, jej kradzieży czy rabunku pobieranej gotówki. To już jest jednak standard w Polsce. Skorzystać mogą z niego nie tylko właściciele złotych i platynowych kart, ale i kart najprostszych, z niewielkim limitem kredytowym.

Chociaż w Polsce nie ma — jak to wygląda na pierwszy rzut oka — wielu prestiżowych kart, to i tak konkurencja na tym rynku jest ogromna. Instytucje finansowe prześcigają się w obniżaniu procentowania kredytu na karcie. Niektóre obniżyły je wręcz do poziomu tanich kredytów konsumpcyjnych. To oferta skierowana do klientów, którzy nie chcą płacić wiele za kredyt, a z drugiej strony nie chcą zauważyć, że banki i tak odbiją sobie gdzie indziej zmniejszoną cenę kredytu. Bo prawda jest taka: karta kredytowa to szybki kredyt, ale bardzo dla banku ryzykowny. Dla klienta, który nie jest świadom natury tego rodzaju kredytu, karta potrafi bardzo szybko stać sie pułapką, z której uwolnienie się wymaga nie tylko czasu, ale i mnóstwa pieniędzy. O nerwach nie wspominając.

Czy zatem nie korzystać z kart kredytowych? Ależ korzystać, jak najbardziej. Tylko przestać traktować je jako łatwe pieniądze i lekarstwo na każdą sklepową zachciankę, a bardziej zwrócić uwagę na to, co samo posiadanie prestiżowej karty za sobą niesie.

Już szybki przegląd najbardziej popularnych prestiżowych i „zwykłych” kart kredytowych w Polsce daje pojęcie, że nie jest to zabawa dla niemyślących Konsumentów przez duże „k”. O kartę kredytową trzeba dbać, by nie stała narzędziem niebezpiecznym dla portfela.

W końcu — szkoda każdej złotówki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Kubisiak, Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / / Gorączka złota i platyny