Gorzka nauczka

Jacek Zalewski
opublikowano: 28-07-2008, 00:00

Losy tzw. małej nowelizacji ustawy medialnej były dla mnie oczywiste od razu po jej uchwaleniu. Komentarz napisany bezpośrednio po głosowaniu Sejmu z 25 kwietnia, długo przed ogłoszeniem weta przez prezydenta (co nastąpiło 16 maja), mógłbym przedrukować bez zmian. W fotokopii na dole strony przypominam tamten proroczy tytuł „To będzie porażka na własne życzenie”, z cytatem „Lewica w kwestii weta się wstrzyma, co w rozliczeniu głosów wyjdzie jakby je poparła”.

Zdumiewa, że politycy nie przyjmują do wiadomości rzeczywistości i usiłują ją zaklinać. Wobec ustawy medialnej Platforma Obywatelska wykazała tchórzostwo, odkładając rozpatrzenie weta miesiącami — przecież standard to głosowanie na pierwszym możliwym posiedzeniu Sejmu. Na co liczyła? O konstruowaniu większości zdolnej do odbicia weta powinna była myśleć w czasie uchwalana ustawy! Tymczasem wykazała klasyczne zadufanie większości wobec pomysłów mniejszości. W piątek wieczorem przyglądałem się w kuluarach Sejmu równie spóźnionym, co rozpaczliwym próbom PO namówienia SLD do odrzucenia weta. Nic z tego nie wyszło — przy 447 obecnych posłach poprzeczka 3/5 głosów stanęła na wysokości 269, a koalicja wraz z sejmowym planktonem podskoczyła tylko do 245.

W prezydenckim uzasadnieniu do weta nie został uwypuklony wątek, który koniecznie muszę przypomnieć. Oto przepis o możliwości odwoływania władz publicznych nadawców przez ministra skarbu — który dla SLD okazał się najbardziej nie do przyjęcia — wprowadzony został w trybie pozakonstytucyjnym! W pierwotnej wersji ustawy, która 18 marca wyszła z Sejmu, go nie było, a wstawiony został przez PO w Senacie. Uprawnień ministra absolutnie nie da się uznać za poprawkę, było to całkowicie nowe uregulowanie — a tego Senatowi robić na skróty nie wolno, co dawno stwierdził Trybunał Konstytucyjny.

Notabene przewodniczący klubu Zbigniew Chlebowski już 29 lutego oznajmił całej Polsce, że PO definitywnie wykreśla z ustawy wpływ ministra skarbu. Owa publiczna deklaracja okazała się lipą. 25 kwietnia zaś, zaraz po przyjęciu poprawek Senatu, Chlebowski popisał się kuriozalnym wystąpieniem — oto zaapelował do prezydenta o… skierowanie medialnej noweli do Trybunału Konstytucyjnego (TK). Chodziło mu o to, że ustawę uznaną za konstytucyjną prezydent podpisać musi. Jednak z drugiej strony — w TK każda ustawa przepada na długie miesiące, a przecież PO chce usunąć PiS-owskich prezesów radia i telewizji jak najszybciej, więc gdzie tu sens, gdzie logika?

W cieniu weta oraz odrzuconego wotum nieufności dla minister Ewy Kopacz, Sejm posłał w piątek kilka ustaw do kosza w pierwszym czytaniu. Osamotniona PO straciła swój projekt zniesienia finansowania partii z budżetu, dla równowagi zaś skreśliła dwa projekty prezydenckie: o spółdzielniach oraz o funduszu pomocy ofiarom klęsk żywiołowych. To właśnie takie głosowania wieszczą polską rzeczywistość w najbliższych dwóch latach. Klasa polityczna umie się jednoczyć na nie, dużo trudniej przychodzi jej wyartykułowanie czegokolwiek na tak.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy