Göteborg: lek na uspokojenie

Mira Wszelaka
opublikowano: 2001-06-15 00:00

Göteborg: lek na uspokojenie

Szczyt Unii Europejskiej w Göteborgu nie przyniesie przełomu w negocjacjach — uważają zarówno krajowi dyplomaci, jak i przedstawiciele kół gospodarczych.

Wszystko wskazuje na to, że rozpoczynający się dziś szczyt UE w Göteborgu nie zakończy się — zapowiadanym przez przewodzącą w tym półroczu UE Szwecję — sukcesem. Za taki bowiem można uznać określenie precyzyjnego kalendarza rozszerzenia, co niestrudzenie forsowali gospodarze.

Już teraz wiadomo jednak, że nie należy się spodziewać żadnych deklaracji w tej kwestii.

Zdaniem Janusza Kaczurby, dyrektora Euroconsulting Krajowej Izby Gospodarczej, spotkanie w Göteborgu skoncentruje się głównie na wprowadzaniu unijnych reform, zaś państwa kandydujące usłyszą ogólne zapewnienie o tym, że proces nicejski przygotowujący UE do rozszerzenia nie zostanie zahamowany.

— Dla naszego kraju największym sukcesem szczytu byłoby określenie kalendarza rozszerzenia, w którym Polska byłaby wymieniona w pierwszej grupie przyjmowanych państw. Tak się jednak nie stanie, ponieważ ustalanie dat nie leży w interesie samych państw członkowskich. UE konsekwentnie unika wiążących deklaracji — podkreśla Janusz Kaczurba.

Tymczasem, jak zauważa premier Jerzy Buzek, właśnie określenie w Göteborgu ram czasowych mogłoby zdopingować zarówno stronę polską, jak i unijną do bardziej konkretnych działań dostosowawczych.

Z kolei Jacek Saryusz-Wolski, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, przewiduje dwa scenariusze wydarzeń w Göteborgu. Według jednego z nich szczyt potwierdzi ustalenia z Nicei i albo na tym poprzestanie, albo „piętnastka” dodatkowo zdecyduje się na przeprowadzenie niewielkich reform.

Drugi scenariusz — jak podkreśla minister — zresztą dużo bardziej optymistyczny dla Polski zakłada, że „przypadek irlandzki” nada rozszerzeniu Unii nowego impetu. Nie jest jednak wykluczone, że teraz UE bardziej skoncentruje się na przekonywaniu opinii publicznej krajów członkowskich o tym, że odrzucenie traktatu z Nicei w Irlandii było jedynie wypadkiem przy pracy.

— Unia nie od dziś stosuje taktykę małych kroków. Tak więc dużym sukcesem byłaby jedynie deklaracja, że „piętnastka” zakończy rozmowy z najlepiej przygotowanymi kandydatami w drugiej połowie 2002 roku — uważa Jacek Saryusz-Wolski.