GPW: brak popytu rozkłada spółki sektora budowlanego

Tadeusz Stasiuk, Marek Knitter
opublikowano: 2001-10-25 00:00

Znaczącej poprawy kondycji branży budowlanej należy oczekiwać najwcześniej za dwa lata — taką ocenę sektora budowlanego na GPW po wstępnych wynikach po trzech kwartałach wystawili analitycy. Branżę dobija spadający popyt.

Zaprezentowane przez większość spółek budowlanych wstępne wyniki po trzech kwartałach niczym nie zaskoczyły. Były zgodne z wcześniejszymi prognozami. Problem jednak w tym, że szacunki zakładały dalszy spadek koniunktury.

Nawet z pobieżnej analizy sprawozdań wynika, że większość firm związanych z budownictwem osiąga zerową rentowność. To katastrofa. Wszyscy mają jednak nadzieję, że gorzej już być nie może.

W przeciwieństwie do innych branż, budowlani potentaci nie mają się czym pochwalić. Lepsze wyniki generują średnie firmy. Dowodem mogą być osiągnięcia takich gigantów, jak np. Mostostale, Budimex czy Echo Investment. Niewielu spółkom udało się zwiększyć przychody (tu pozytywnie zaprezentowały się Budimex i Mostostale z Gdańska i Zabrza), natomiast wynik netto mocno odbiega od ubiegłorocznych osiągnięć. Tylko Mostostal Warszawa zdołał go znacznie poprawić.

Bardzo słabo pod względem zysków w ujęciu narastającym wypadł Mostostal Zabrze, który przy przychodach wyższych o 47 proc. wygenerował 25,8 mln zł straty netto. Należy jednak pamiętać, że spółka zmuszona została do utworzenia dużych rezerw. Nieco lepiej zaprezentował się niedoszły partner Zabrza — PIA Piasecki. Kielecka spółka zakończyła trzy kwartały symbolicznym wręcz zyskiem wysokości zaledwie 500 tys. zł, podczas gdy 12 miesięcy wcześniej zysk ten wyniósł 5 mln zł.

Nie rozczarował rezultatami Mitex, który osiągnął najwyższe w historii przychody kwartalne. Rewelacyjnie prezentują się rezultaty gdańskiego Polnordu. Analitycy dobrze oceniają spółkę i jej portfel zamówień na kolejne lata, twierdząc, że jej pozycja rynkowa nie wydaje się zagrożona.

W najgorszej sytuacji są deweloperzy, choć w Polsce nadal jest ogromne zapotrzebowanie na mieszkania. Tu koniunktura zupełnie się załamała. Jeszcze nie tak dawno wiele spółek, nawet nie związanych ściśle z budownictwem (np. Howell), decydowało się zainwestować w budowę, sprzedaż i wynajem mieszkań i biur.

Drastyczne ograniczenie popytu wywołane coraz wyższymi cenami powierzchni mieszkaniowych, perspektywami wzrostu stawki VAT na materiały budowlane i bardzo wysokim oprocentowaniem kredytów uderzyło w finanse Echa i Mostostalu Export. Obie spółki odnotowały ogromny spadek zysków przy zdecydowanie niższych przychodach niż w roku biegłym. Narastająco po dziewięciu miesiącach Mostostal Export wypracował zysk netto w kwocie jedynie 656 tys. zł (w 2000 r. — 42 mln zł), zaś Echo zarobiło na czysto 11 mln zł (34 mln zł na koniec września 2000 r.)

— Strategia Mostostalu Export, który przyjął, że 50 proc. przychodów będzie generowane z działalności deweloperskiej, okazuje się chybiona w czasie. Można oczekiwać, że większość projektów deweloperskich realizowanych przez spółki budowlane zostanie wstrzymana w tym roku z powodu braku popytu — tłumaczy Tomasz Ćwintal, analityk BM BPH.

Perspektywy sektora nie są obiecujące. Zdaniem ekspertów, dopiero w 2003 r. może dojść do ożywienia. Należy więc liczyć się z kurczeniem się rynku.

— Jednym z podstawowych czynników, które charakteryzują rynek budowlany, jest sprzedaż cementu. Od początku roku spada ona średnio o 20 proc. w ujęciu miesięcznym. Oznacza to automatycznie mniej rozpoczętych inwestycji. Obserwuje się także mniejszą liczbę wydawanych pozwoleń na budowę. Bywa, że te, które już wydano, nie są realizowane — ocenia Tomasz Ćwintal.

Na kondycję spółek budowlanych wpływają też cięcia budżetowe. Łatając dziurę w budżecie kolejni ministrowie finansów w pierwszej kolejności rezygnowali z zamówień publicznych. Podobne decyzje podjął też nowy rząd pod przewodnictwem Leszka Millera.

W opinii Tomasz Ćwintala, polski rynek budowlany jest silnie rozrobniony. W perspektywie najbliższego roku mniejsze przedsiębiorstwa stoją na z góry straconej pozycji. Konsolidacja i ewentualne bankructwa oczyszczą jednak rynek z najmniej rentownych podmiotów, co powinno pomóc przetrwać dobrze zarządzanym firmom.