Poniedziałkowa sesja w USA była nudna, ale dziwiłbym się, gdyby było inaczej. Na rynek nie dotarły poważne impulsy. Zostało dobre wrażenie po sesji piątkowej, ale to za mało, by pobudzić popyt do agresywnego działania. Dane makro mówiące o większym od prognoz wzroście zapasów w hurtowniach zostały dobrze przyjęte przez rynek, ale ja bym się nimi nie cieszył. Wzrosły zapasy, więc zapewne sprzedano w grudniu mniej niż oczekiwano. Z tego wniosek, że hurtownie zmniejszą zamówienia i spadnie produkcja. Ten scenariusz mogłoby odwrócić przyspieszenie sprzedaży detalicznej, a na to się nie zanosi.
W sytuacji, gdy nie można oczekiwać impulsu ze strefy makro, uwaga inwestorów skupiała się na spółkach. Przed dzisiejszymi wynikami drożała Coca-Cola, bo Goldman Sachs zapowiedział, że może mieć zyski większe od prognozowanych. Tanieli producenci leków. Najlepiej natomiast zachowywały się spółki z NASDAQ. Co prawda mocno spadł Juniper Network, który za 4 mld USD chce kupić NetScreen Technologies. Ta informacja jednak bardzo korzystnie podziałała na inne spółki sektora. Poza tym rósł kurs Della przed czwartkowymi wynikami. Sesja była praktycznie bez znaczenia, a wczoraj też nie należało oczekiwać niczego innego.
Dzisiaj tylko jedno wydarzenie będzie miało znaczenie. Nie ma danych makro, nie ma również wyników bardzo ważnych spó- łek. Za to o 16.00 Alan Greenspan, przewodniczący Fed, rozpoczyna w Kongresie swoje wystąpienie na temat polityki monetarnej (zobowiązany jest składać takie sprawozdanie dwa razy w roku).
Przypomnę, co pisałem w komentarzu tygodniowym: wystarczy sprawdzić, jak rynki zareagowały na niewielką zmianę słownictwa w komunikacie Fed, by nie lekceważyć wystąpienia szefa tej instytucji. Podejrzewam, że pytający będą chcieli wydobyć z niego wyjaśnienie tej zmiany słownictwa.
Oczywiście Alan Greenspan będzie starał się powiedzieć jak najmniej, ale nie uniknie interpretacji swoich słów. Wydaje się jednak, że już Ben Bernanke, gubernator Fed, w zeszłym tygodniu dał wstęp do wystąpienia Greenspana. Po nim inwestorzy mogą nabrać jeszcze silniejszego przekonania, że stopy przez długi czas pozostaną na obecnym poziomie, a także — że rynek pracy wkrótce pokaże swoją siłę. A jeśli tak, to dzisiejsza sesja powinna zakończyć się wzrostem indeksów.
Nasz rynek wczoraj zaczął sesję euforycznie już na otwarciu przekraczając 1720 pkt. To był podejrzany optymizm w sytuacji, gdy na świecie trwa niepewność, a nasze akcje naprawdę nie są najtańsze (jest wręcz przeciwnie). Można się było obawiać, że to pułapka na byki, ale tak nie było. Znowu bardzo mocny był sektor bankowy pod wodzą wypadającego z WIG20 Millennium (krąży plotka, że bank ma być przejęty). Rynek był zdecydowanie silniejszy od innych giełd europejskich, a korekty odbywały się w biegu. Wszyscy wpatrywali się w poziom 1720 pkt — najważniejszy bastion niedźwiedzi, który padł pod koniec sesji.
Obecna próba przełamania oporu wygląda najbardziej obiecująco, ale do pełni szczęścia brakuje, by w piątek WIG20 zamknął się powyżej 1720 pkt. To niezbędne do powstania średnioterminowego sygnału kupna (krótkoterminowy już się pojawił). Szanse są duże. Rośnie baza na kontraktach, a to jest plus dla rynku. Dzięki temu już wczoraj pojawili się podnoszący indeks arbitrażyści, ale liczba otwartych pozycji jest jeszcze mała i trochę czasu upłynie nim napełnią portfele. Poza tym po ostatnich sesjach wystarczy byle impuls, by wywołać wzrosty. Nie wierzę jednak, by na tym poziomie rynek mógł sam rosnąć. Trzeba patrzeć na to, co dzieje się na świecie. Jeśli tam będzie spokojnie, a najlepiej wzrostowo (są na to spore szanse), to obóz byków na GPW nie powinien mieć problemów z prowadzeniem indeksów do góry.