Amerykański bank rezerw federalnych zamierza kupować obligacje długoterminowe, podczas gdy jego nowojorski oddział skupi z rynku obligacje 2- i 10-letnie. W ciągu sześciu miesięcy Fed może wydać 300 mld USD na zakup tych papierów. Decyzja była rozważana już wcześniej, a rynek się jej spodziewał po tym, jak na podobny krok zdecydował się dwa tygodnie temu Bank Anglii. Lecz mimo to, samo jej ogłoszenie spowodowało gwałtowny skok cen obligacji aż o 50 pkt bazowych (to największy dzienny ruch jaki zanotowano od 1981 r.). Ponadto Fed zwiększył o 750 mld USD (do 1,25 mld USD) kwotę na skup obligacji hipotecznych.
SYTUACJA NA GPW
Notowania zaczęliśmy od wzrostu, który był
reakcją na kolejną zwyżkę przy Wall Street. Ale nie było w tym otwarciu
przekonania, pewności że korekta została zakończona. Zatem początkowa zwyżka
bardzo szybko została przygnieciona zleceniami sprzedaży. Może nie tak znowu
dużymi, ale bez większego entuzjazmu ze strony popytu. Po południu spadek cen
przyspieszył po tym, jak notowania w USA również rozpoczęły się od spadków
- i to całkiem głębokich. Po dotarciu przez WIG20 do 1440 pkt mieliśmy
niewielkie odbicie w końcówce. Obroty na całym rynku akcji podliczono na skromne
747 mln zł, co wciąż pozwala mówić tylko o korekcie ostatnich wzrostów, a nie o
ich zakończeniu. Łatwo się domyślać, że indeksy pociągnęły w dół akcje banków,
zwłaszcza BRE, który spodziewa się sporych odpisów na należności z opcji w I
kwartale i Pekao, którego właściciel potrzebuje kilku miliardów euro
dokapitalizowania.
GIEŁDY ZAGRANICZNE
Tuż po opublikowaniu komunikatu Fed, indeksy
giełdowe ruszyły w górę - S&P 500 zyskał 2,1 proc. i tym samym znalazł się
na najwyższych poziomach od ponad miesiąca. W niedzielę Ben Bernanke stwierdził,
że bankructwo kolejnej wielkiej instytucji finansowej, np. AIG lub
Citigroup, nie wchodzi w grę, ale pamiętamy, że podobne opinie wyrażali wysoko
postawieni politycy w ubiegłym roku, gdy amerykańskie koncerny motoryzacyjne
otrzymywały dofinansowanie. Po kilku miesiącach przyszła pora rolowania długu i
General Motors wyciągnął rękę do państwa po jeszcze większe pieniądze, a
bankructwo koncernu stało się jedną z opcji. Dlatego też zaufanie inwestorów i
skłonność do ryzykowania własnego kapitału nie powrócą na rynki zaledwie po
kilku optymistycznych sygnałach z gospodarki. W Azji NIKKEI spadł o 0,3
proc.
PROGNOZA GIEŁDOWA
Początkowe spadki na Wall Street, które
zdążyliśmy zdyskontować, przerodziły się w zwyżkę spowodowaną komunikatem Fed.
Reakcja giełd azjatyckich była wstrzemięźliwa i podobnej możemy spodziewać się
po Europie. Wciąż bowiem nie było korekty spadkowej przy Wall Street, a z każdym
dniem rośnie ryzyko jej pojawienia się. S&P tymczasem zawędrował już pod
poziom 800 pkt.
Mimo wszystko mieliśmy w Warszawie dłuższą serię spadków,
która kosztowała WIG20 utratę 100 pkt, podczas gdy S&P zanotował serię
wzrostów. Dlatego w Warszawie możemy spodziewać się niewielkiej zwyżki na
otwarciu. Jeśli tej zwyżce będą towarzyszyły zwiększone obroty, pojawią się
szanse na jej kontynuację. W przeciwnym wypadku należy oczekiwać
stabilizacji.
WALUTY
Fed, podobnie jak Bank Japonii, nie może już wpływać na
rynek obniżkami stóp procentowych i zmuszony jest sięgać po alternatywne
instrumenty. Po wczorajszym posiedzeniu bank centralny Stanów Zjednoczonych
zadeklarował przeznaczenie na poprawę nastrojów wśród kredytobiorców,
konsumentów i na rynkach finansowych do 1,2 bln USD. 300 mld USD posłuży do
skupu instrumentów dłużnych (rządowych obligacji), a za ok. 750 mld USD kupione
zostaną toksyczne aktywa państwowych agencji hipotecznych Freddie Mac i Fannie
Mae. Przeciętny inwestor powoli przestaje nadążać w liczeniu kolejnych miliardów
wpompowywanych przez Bena Bernanke w obieg. Rosnące obawy inflacyjne obrazuje
m.in. skala wyprzedaży dolara na rynku walutowym - kurs euro wzrósł z 1,30 USD
do 1,35 USD.
SUROWCE
Determinacja największych banków centralnych walczących z
załamaniem rynków finansowych i zapaścią ekonomiczną jest godna podziwu, ale
trudno nie zastanawiać się nad długoterminowymi efektami ubocznymi potężnych
programów pomocowych. Kiedy już cel w postaci powstrzymania negatywnej spirali
zostanie osiągnięty, tłumienie inflacji będzie wymagać równie
niekonwencjonalnych metod. Przed ożywieniem gospodarczym w pierwszej kolejności
w górę idą ceny surowców, a w tym tygodniu zarówno miedź, jak i ropa były
najdroższe od początku roku, natomiast indeks Baltic Dry obrazujący ceny
transportu morskiego przełamał silną tendencję spadkową. Niedawno
kilkumiesięczne szczyty notowało złoto, ale pretekstem do jego zakupu są
najczęściej właśnie obawy o nieprzewidywalne zachowanie cen na światowych
rynkach. W czwartek ropa naftowa kosztowała 49,7 USD za baryłkę, a uncja złota
935 USD.
Komentarz przygotowali: Łukasz Wróbel i Emil Szweda, analitycy Open Finance