GPW dyskontuje wzrosty na światowych parkietach
Jest dobrze. Do takich wniosków można dojść patrząc na to, co dzieje się na światowych giełdach. A wszystkiemu jak zwykle winna jest Ameryka i jej szalejący Dow Jones na Wall Street. Czasami zdaje mi się, że ostatnie jego wzrosty wynikają przede wszystkim z tego, że po prostu mu nie wypada zachować się inaczej. Na rynku panuje bowiem tak duża presja sukcesu, że z miejsca dyskontowane są wszystkie pozytywne informacje dotyczące rynku kapitałowego. Nie dziwi więc zachowanie kursów akcji, które ostro pną się do góry. Co ważniejsze, wzrosty nie dotyczą już wąskiej grupy spółek (komputerowych i informatycznych), ale swoim zasięgiem obejmują coraz większą liczbę branż. Przy silnych podstawach do optymizmu, jakie daje stan amerykańskiej gospodarki, istnieje możliwość, że ta korzystna tendencja utrzyma się dłużej. Chyba, że co bardziej nerwowi inwestorzy nie wytrzymają napięcia i zdecydują się zrealizować dotychczasowe zyski. Taka ewentualna korekta może przynieść otrzeźwienie i stonowanie nerwowych ostatnio nastrojów. Spowodowane jest to głównie napiętą sytuacją na Bałkanach i bardzo możliwą interwencją wojsk lądowych NATO w Kosowie. Jest to o tyle groźne, że może doprowadzić do wybuchu konfliktu na całym kontynencie.
TYM RAZEM warszawski parkiet zdążył się na szczęście załapać na zwyżki za granicą, co chyba z ulgą przyjęli rodzimi inwestorzy. Ostatnimi czasy musieli bowiem uzbroić się w cierpliwość i z zazdrością jedynie przyglądać się zachodnim parkietom.
PIĄTKOWA SESJA, choć stała dalej pod znakiem wzrostów, nie była już jednak tak imponująca jak poprzednie. Wzrosła co prawda wartość wszystkich głównych indeksów, ale z subindeksami nie było już tak wesoło. Dostało się dwóm najważniejszym, czyli WIG Banki i WIG Teleinformatyka. Znacząca zwłaszcza była przecena tego drugiego, gdyż obniżył się on o 0,7 proc. Takie zachowanie indeksów może sugerować, że w poniedziałek rynek prawdopodobnie doczeka się niewielkiego przesilenia. Wcale jednak tak nie musi być. Jak zwykle bowiem o wszystkim zadecyduje zagranica. Jeśli tam utrzyma się dobra koniunktura, można będzie liczyć i na kontynuację wzrostów w kraju. Szczególnie, że opublikowane ostatnio dane makroekonomiczne wskazują na znaczną poprawę sytuacji gospodarczej. Tym samym, przy tak sprzyjających czynnikach, można zapewne liczyć na dłuższy pobyt zagranicznego kapitału na naszym parkiecie. O jego obecności świadczą zresztą obroty, które utrzymują się na przyzwoitym poziomie.
W PIĄTEK wzrosła liczba walorów notowanych na GPW. Swój debiut miały PDA Farmacolu, których kurs w trakcie pierwszego notowania ustalił się na poziomie 24,8 zł. Było to zaledwie o 3,3 proc. więcej od ceny emisyjnej. Tym samym rynek zapewne zdyskontował niekorzystne doniesienia na temat problemów z przejęciem szczecińskiego Cefarmu. Patrząc jednak na wyniki spółki, oraz marcowe odbicie w całej branży, oczekiwać można, iż w przyszłości papiery Farmacolu dadzą jednak więcej zarobić. Zwłaszcza że, jak twierdzą specjaliści, są to prawa do akcji, czyli papier o większym ryzyku niż prawdziwe akcje.