Być może to tylko teorie spiskowe niektórych drobnych inwestorów i maklerów dyskutujących na forach internetowych. Chodzi o gwałtowny spadek w ostatnich tygodniach liczby otwartych pozycji (tzw. LOP) na marcowej serii kontraktów terminowych na indeks WIG20. Jeszcze w połowie lutego LOP przekraczał 100 tys. Na czwartkowej sesji wynosi już tylko 63 tys. W dodatku GPW może pochwalić się relatywną siłą w porównaniu do zachodnich rynków.
Wszystko zaczęło się 12 listopada ubiegłego roku, w dniu pamiętnego cudownego fixingu na GPW. Przypomnijmy. JP Morgan złożył wtedy duże zlecenie na rynek akcji sztucznie pompując indeks WIG20. Od tego czasu gwałtownie zaczęła rosnąć liczba otwieranych pozycji na grudniowych kontraktach. Spadek indeksów i jeszcze mocniejszy kursu kontraktów (zwłaszcza rosnąca, ujemna baza) sugerowały, że większą determinację mieli otwierający pozycję krótką na kontraktach. W mediach podniosło się larum. Rosło bowiem ryzyko, że pesymista z rynku terminowego zasypie parkiet akcjami dołując indeksy przed grudniowym rozliczeniem kontraktów. Tak się jednak nie stało. Być może właścicieli akcji wsparła KNF ujawniając, że jeden podmiot zgromadził aż 40 proc. wszystkich pozycji krótkich. Niektórzy obserwatorzy spekulowali, że tajemnicze siły po prostu zrolowały pozycje na marcowe kontrakty.
W styczniu i lutym znów odżyły obawy. Powód? Szybko rosnący LOP, który przez moment przekroczył 100 tys. Pesymistów nie odstraszała nawet bardzo wysoka ujemna baza. Kurs kontraktów był nawet 50 pkt niższy, niż wartość WIG20. I rzeczywiście. W połowie lutego zaczęła się nagonka na cały region Europy Środkowo-Wschodniej (o naszą kondycję bał się nawet premier Korei Południowej). Zgodnie z prognozami niektórych analityków na GPW „przyszła zwała”. WIG20, który na początku stycznia wynosił 1900 pkt, w połowie lutego spadł do 1250 pkt. Wtedy krajowe indeksy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęły odrabiać straty. I to wbrew pogłębiającym się spadkom na Zachodzie. Obecnie kurs marcowych kontraktów wynosi 1500 pkt. Tzw. baza się wyzerowała. W ostatnich tygodniach LOP z sesji na sesję spada i wynosi już zaledwie 63 tys. Warto jednak zauważyć, że w ostatnich dniach zaczęło przybywać inwestorów na czerwcowej serii kontraktów (tutaj LOP wynosi już 26 tys.).
W czwartek GPW ujawniła, żę jeden inwestor ma 20-25 proc. wszystkich pozycji na marcowych kontraktach. Nie podano, czy to optymista. - Jeszcze niedawno ktoś miał przecież 40 proc. wszystkich pozycji krótkich na najbardziej płynnej serii kontraktów indeksowych. Można więc przypuszczać, że pesymista wycofał się rakiem – mówi nasz rozmówca z dużego biura maklerskiego. Co takiego mogło wystraszyć pesymistów? Może nadzieja na koniec bessy na światowych rynkach. Niektórzy inwestorzy i maklerzy sugerują jednak, że to zasługa GPW i naszego nadzorcy KNF. Giełda od wtorku zobowiązała się ujawniać informacje dotyczące koncentracji pozycji na kontraktach terminowych (dotyczy derywatów, na których LOP przekracza 30 tys.). Dzięki temu dowiemy się, czy ktoś ma co najmniej 20 proc. pozycji na danej serii kontraktów (zarówno krótkich, jak i długich pozycji).
Co na to KNF? – To gdybanie. Ja bym jakiś spiskowych teorii nie budował. Na
bieżąco zbieraliśmy dane o koncentracji na rynku kontraktów terminowych na
WIG20. Monitorowaliśmy rynek. Nie występowała taka sytuacja jak w grudniu – mówi
nam rzecznik Komisji, Łukasz Dajnowicz.
Podobnie wypowiada się analityk Domu
Maklerskiego BZ WBK, Tomasz Jerzyk (miesiąc temu przewidział „zwałę” i jej
koniec).
- Spadający LOP raczej nie ma związku z akcją GPW. Wiązałbym to
z dołkiem z 18 lutego. Kontrakt wytyczył minimum na 1237 i od tego czasu rośnie.
Zazwyczaj rekordowe LOP-y są w rejonie punktów zwrotnych i tak też to teraz
widzę. Zazwyczaj w takich wypadkach rośnie liczba osób, według których trend
będzie dalej kontynuowany, jak również tych którzy, uważają że punkt zwrotny
jest blisko. Po osiągnięciu przesilenia LOP maleje i tak jest i teraz.
Koncentracja pozycji to świeża sprawa sprzed kilku dni. Poza tym jest to do
obejścia – komentuje Tomasz Jerzyk.
A co na to wszystko prezes GPW, Ludwik Sobolewski?
- Naszym zdaniem
publikowanie, które zresztą rozpoczęło się w środę, nie ma wpływu na zaistnienie
i poziom koncentracji. Rozwiązanie, które opracowaliśmy, jest neutralne względem
tej kwestii, to znaczy budowania indywidualnych pozycji. Jego celem jest
natomiast zwiększenie przejrzystości rynku, a co za tym idzie systematyczne
zwiększanie płynności. Zakładam więc, że publikowanie danych o koncentracji może
mieć dodatni wpływ na wolumeny ogółem i zaufanie do rynku ze strony inwestorów –
komentuje szef GPW.