GPW może pomóc tylko cud

Kapitał powraca na emerging markets, ale nie do Polski, która dla części funduszy przestanie być rynkiem wschodzącym.

Na początku 2018 r. indeks WIG pobił rekord wszech czasów. Potem, tak jak na innych giełdach, przyszedł czas gwałtownego spadku notowań. Teraz warszawskie indeksy nie odrabiają jednak strat z końca stycznia i początku lutego. Polska giełda właściwie we wszystkich segmentach zawodzi.

Zobacz więcej

Jarosław Niedzielewski

— S&P 500 będzie jeszcze w tym roku atakował swój historyczny szczyt i powinien go przebić. Na warszawskiej giełdzie to może być trudne. Postrzegam to w kategoriach Cudu nad Wisłą — mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.

Fundamentalne problemy

Według Jarosława Niedzielewskiego, cofnięcie się warszawskich indeksów to konsekwencja dwóch czynników. Duże spółki stały się ofiarą odwrotu inwestorów z rynków wschodzących. Małe i średnie, ze względu na niską inflację, nie są w stanie przerzucić na klientów wzrostu kosztów płac i surowców. W efekcie ich marże spadają, pomimo wzrostu gospodarczego.

— Okazuje się, że wzrost gospodarczy jest problemem, a nie czynnikiem pozytywnym. Historycznie, gdy rosły koszty i inflacja, firmom udawało się to przerzucić na klientów i wszyscy mieli się w miarę dobrze. Tak jest w Stanach Zjednoczonych. U nas marże małych i średnich spółek nadal spadają i nie za bardzo widać szansę na zmianę tego stanu rzeczy — mówi Jarosław Niedzielewski.

Teoretycznie duże spółki mogłyby pociągnąć w górę WIG20, a nawet WIG, bo ważą najwięcej w indeksie szerokiego rynku, a kapitał wraca na rynki wschodzące. Strateg Investors TFI zwraca jednak uwagę, że brak podwyżek stóp procentowych sprawia, że na razie nie ma mowy np. o wzroście atrakcyjności sektora bankowego, który ma silną reprezentajcę na giełdzie.

Wrześniowa roszada

Jarosław Niedzielewski przypomina też, że firma FTSE Russell we wrześniu 2018 r. przeklasyfikuje Polskę z segmentu rynków wschodzących do rozwiniętych. FTSE to zaś jedna z głównych rodzin indeksów giełdowych, a tym samym punktów odniesienia dla funduszy inwestycyjnych.

Ważniejszym „producentem” indeksów jest MSCI, ale na indeksach FTSE opartych jest wiele funduszy ETF, tworzonych np. przez Vanguard Group, jednego z globalnych potentatów rynku ETF. Do tego dochodzą fundusze aktywnie zarządzane.

Według Jarosława Niedzielewskiego, korekta indeksów FTSE może przynajmniej przejściowo doprowadzić do podaży o wartości kilku mld zł na warszawskiej giełdzie. Kwota ta rozłoży się na 40 największych spółek — nie tylko tych z WIG20, ale też większych z mWIG40.

— Być może obecna słabość naszych indeksów wynika z tego, że fundusze aktywnie zarządzane już przeprowadzają relokację aktywów. Ale fundusze pasywne mogą się dostosować dosłownie w ostatnich dniach, co w momencie zmiany struktury indeksów FTSE może doprowadzić do tąpnięcia na naszej giełdzie. Koniec końców nie będzie to wielki dramat, ale na razie jest to raczej zagrożenie niż nadzieja. Fundusze rynków rozwiniętych są oczywiście większe od funduszy rynków wschodzących, ale Polska będzie w nich ważyć bardzo mało. W pierwszych tygodniach po zmianie w indeksach mogą nawet nie zmieniać struktury lokat. Natomiast fundusze rynków wschodzących, w których Polska ma jednak jakieś znaczenie, będą musiały coś zrobić — przewiduje Jarosław Niedzielewski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / GPW może pomóc tylko cud