GPW pozostaje w cieniu parkietów świata

Przemysław Barankiewicz
16-04-2002, 00:00

Miniony rok potwierdził, że GPW stała się częścią światowego rynku kapitałowego. Fakt ten jest zapewne powodem do dumy, ale także niepokoju.

W ostatnim roku terminem, przed którym drżał każdy analityk od Wall Street po Książęcą, była „recesja”. Patrząc na roczną zmianę indeksów głównych giełd na świecie, trzeba stwierdzić, że uporały się z recesją znacznie lepiej niż makroekonomiści. Paradoksalnie, momentem zwrotnym dla inwestorów okazały się tragiczne wydarzenia z 11 września 2001 r. Po nich gracze byli już pewni jednego — już nic gorszego nie może się wydarzyć.

Na warszawskiej giełdzie nie ma spółek lotniczych, a ubezpieczeniowe i turystyczne można policzyć na palcach jednej ręki. Mimo to w dwa tygodnie po atakach terrorystycznych w USA indeks WIG 20 stracił ponad 13 proc. Jeszcze słabszy był TechWIG. Spółki IT już do końca roku naśladowały światowy trend, gdzie „tradycyjna” gospodarka zyskiwała kosztem „nowej”. WIG 20 i TechWIG dokładnie po miesiącu powróciły do poziomu z 10 września. Co ciekawe, indeksom Nasdaq i DAX 30 udało się to tego samego dnia.

W powrocie do równowagi po 11 września nie obyło się bez ofiar. Największymi przegranymi są banki inwestycyjne, które musiały drastycznie ograniczyć zatrudnienie. Niższa liczba nowych emisji i spadek aktywności na rynku fuzji i przejęć zmusiły same tylko banki Merrill Lynch, Morgan Stanley Dean Witter i CS First Boston do zwolnienia 16 tys. pracowników. To samo zjawisko ogarnęło polski rynek. Deutsche Bank i Societe Generale zlikwidowało piony bankowości inwestycyjnej w Polsce. Z rynku znikli maklerzy Robert Fleming Polska, Wood & Company i Raiffeisen Capital Investment, a ABN Amro wycofał się z zarządzania aktywami i funduszami inwestycyjnymi.

Zwolnienia w City i na Wall Street nie ograniczyły jednak aktywności na zagranicznych giełdach. W 2001 r. na NYSE właściciela zmieniło 308 mld akcji, a na Nasdaq 471 mld akcji, czyli o odpowiednio 17 proc. i 6 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym okresie obroty akcjami na GPW spadły o 52 proc. do 80,4 mld zł. W USA inwestorzy indywidualni nadal kupują i trudno to wytłumaczyć tylko patriotyczną postawą po wrześniowej tragedii. Nad Wisłą udział tych inwestorów w łącznych obrotach spadł z 50 proc. w 2000 r. do 37 proc. rok później.

Warszawską giełdę omija zagraniczny kapitał, traktując Polskę ciągle jako „emerging market”. Jeśli już ktoś kupuje nasze papiery, tłumaczy to raczej stabilizującą rolą krajowych OFE, które z konieczności jeszcze przez lata będą na rynku stroną popytową. Uzależnienie koniunktury od decyzji funduszy emerytalnych może stać się jednak dla GPW przysłowiowym gwoździem do trumny.

Jedynym zjawiskiem, które na razie omija warszawski parkiet, jest „enronitis”. Kolejne informacje o „twórczej księgowości” targają światowymi giełdami już od kilku miesięcy. Wprawdzie bankructw zbliżonych w skali do Enrona, największej upadłości w dziejach USA, szczęśliwie uniknięto, ale pod lupę wzięto nawet księgi IBM i General Electric. W Polsce liczba analityków i rewidentów wielokrotnie przewyższa liczbę giełdowych podmiotów, a sztuczki księgowych odbiegają poziomem od amerykańskich. Rodzimych „enronitis” więc brak, a szkoda. Może wówczas, wzorem amerykańskich, nasze przepisy o rachunkowości szybciej osiągnęłyby międzynarodowe standardy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW pozostaje w cieniu parkietów świata