Gdyby w piątek sesja się nie odbyła nikt by się chyba nie obraził. Przebieg dzisiejszych notowań udowodnił, że organizowanie obrotu w przerwie między wolnymi dniami mija się z celem.
Przez cały dzień nie wydarzyło się nic emocjonującego, atmosfera była iście senna. Marazm jak rzadko kiedy. Zmienność indeksów była praktycznie żadna, obroty minimalne – słowem: nudy na pudy.
Obroty wyniosły zaledwie około 200 mln zł. Nic dziwnego – większość graczy zrobiła sobie – i słusznie – dzień wolny miedzy Bożym Ciałem a weekendem. Naiwnością ze strony organizatorów obrotów było sądzić, że w piątek zarobią wiele na prowizjach od obrotu.
Piątkowa sesja nie wniosła nic do obrazu rynku, bo i nie miała takiego prawa. Nawet gdyby doszło do dużych wahań indeksów i tak sygnały byłyby niewiarygodne ze względu na niskie obroty. Ale i tak nie doszło. WIG20 zakończył wyjątkowo nudną sesję wzrostem o 0,12 proc. do poziomu 1672,15 pkt.
WIG20 przez niemal cały dzień przebywał na małym minusie. Zmienności prawie nie było – różnica między dziennym maksimum a minimum to zaledwie 11 pkt! Poza tym wahania nie obejmowały więcej niż 2-3 pkt. Dopiero na zamknięciu indeks jednym ruchem wyszedł na plus. Ten ruch dobrze pokazuje jak na niepłynnym rynku można „ustawić” końcowy wynik.
To była sesja dwóch aktorów – Telekomunikacji Polskiej i Pekao SA. O reszcie nie ma nawet co wspominać. Tylko tym dwóm spółkom towarzyszyło jako takie zainteresowanie. Łączna wartość obrotów TP i PEO to 80 mln zł, czyli 40 proc. całego handlu. Na pozostałych spółkach aktywność graczy była żenująco niska. AS