GPW SPANIKOWAŁA PO SPADKACH W USA

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 2000-04-12 00:00

GPW SPANIKOWAŁA PO SPADKACH W USA

Warszawska giełda czeka na nowe wytyczne z amerykańskiego Nasdaq

ODWRÓT INWESTORÓW: Ryszard Krauze z Prokomu, Tomasz Sielicki z ComputerLandu oraz Janusz Filipiak z ComArchu mogą czuć się rozczarowani przebiegiem wczorajszej sesji. Walory zarządzanych przez nich spółek zostały najsilniej dotknięte wtorkową przeceną. fot. Borys Skrzyński, Grzegorz Kawecki

Wczorajsza sesja na warszawskiej giełdzie jasno uzmysłowiła giełdowym inwestorom możliwe, bardzo szybkie, a co najgorsze bardzo bolesne zakończenie internetowej hossy. Zdaniem analityków, wszystko obecnie będzie zależało od rozwoju wypadków na Nasdaq, który jest od jakiegoś czasu wyznacznikiem trendów na prawie wszystkich światowych rynkach akcji.

Po bardzo drastycznym spadku na amerykańskim rynku nowych technologii, jaki miał miejsce z poniedziałku na wtorek, mało kto mógł oczekiwać innej reakcji ze strony rodzimego parkietu. A jak się szybko okazało, reakcja ta bardzo szybko nabrała charakteru paniki. W trakcie notowań fixingowych przecenione zostały akcje wszystkich spółek mających cokolwiek wspólnego z Internetem.

Równo po wszystkich

Spośród 12 spółek, jakie zostały zaliczone przez giełdę do sektora SI-Tech, nie było takiej, która mogłaby się po wczorajszej sesji pochwalić dodatnim wynikiem. Najbardziej, bo o maksymalny dopuszczalny przedział, przecenione zostały walory aż ośmiu przedsiębiorstw, w tym najmocniej ComArchu, ComputerLandu oraz Prokomu. Towarzyszyła temu ogromna podaż, czego wynikiem było aż 7 redukcji i jedna nadwyżka sprzedaży. Najmniej tą drastyczną zmianę trendu odczuła Telekomunikacja Polska, której papiery zostały wczoraj przecenione o 3,5 proc. Natomiast z grona spółek typowo informatycznych korekta w najmniejszym stopniu dotknęła warszawski Computer Service Support, który stracił wczoraj 6,2 proc.

Zadecyduje Ameryka

Na rynku panuje powszechne przekonanie, że obserwowane załamanie koniunktury będzie kontynuowane dopóki nie nastąpi istotna poprawa klimatu inwestycyjnego na Nasdaq. Silna korelacja naszego parkietu z rynkiem amerykańskim powoduje, że rodzimi inwestorzy nie interesują się praktycznie niczym innym poza tym co dzieje się za Atlantykiem. Jest to niestety bardzo negatywny wyznacznik wartości naszego parkietu, który nie jest w stanie sam kreować nowych trendów.

— Wczorajsza przecena pokazała, jak szybko potrafią się zmienić nastroje na rynku. Wystarczy jeden impuls, by diametralnie zmienić sytuację na parkiecie. Rynek w dalszym ciągu gra na emocjach, przez co bardzo trudno stawiać prognozy na przyszłość — mówi Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny z Credit Suisse Asset Management.

Jego zdaniem, korekty cen akcji spółek high-tech należało się spodziewać już od dłuższego czasu. Wynikało to przede wszystkim z problemu, jaki stanowi ich wycena. Dotychczas stosowane metody są dosyć kontrowersyjne i znacznie różnią się wynikami. Dlatego, nie znając prawdziwej wartości firm internetowych nie można jednoznacznie określić poziomu cen akcji, który odpowiadałby ich rzeczywistej waluacji.

Zmierzch czy początek

Podobnego zdania jest jeden z analityków londyńskiego oddziału Paribas. Uważa on, że zbyt duże znaczenie czynnika psychologicznego nie pozwala na określenie, w jakiej fazie znajdują się obecnie rynki akcji.

— Wtorkowe spadki można dwojako interpretować. Po pierwsze, może to być jednoznaczny sygnał końca hossy, z jaką mieliśmy do czynienia od kilku miesięcy. Z drugiej jednak strony, tak silna przecena walorów IT, nie tylko na Nasdaq, ale i w Warszawie może stanowić silny asumpt do ich zakupu i ponownego windowania kursów — tłumaczy analityk Paribas.

Wszystko obecnie zależeć będzie od tego, jakie sygnały będą płynęły zza Atlantyku. Optymizmem niestety nie napawa fakt, że dobra koniunktura w Stanach Zjednoczonych trwa już od co najmniej sześciu lat, co wywołuje najróżniejsze komentarze, wskazujące na brak wiary w możliwość kontynuowania hossy. A im więcej niepewności na rynku, tym bardziej nieprzewidywalne są reakcje giełdowych graczy.

Wyraziste zapowiedzi

Silne spadki kursów firm IT, jak uważa część analityków, są wynikiem zbiegu kilku istotnych czynników. Pierwszym z nich jest nadal bardzo wysoki poziom cen firm notowanych na Nasdaq. Po drugie, rynek bardzo negatywnie odebrał wyniki procesu przeciwko Microsoftowi, światowemu potentatowi na rynku oprogramowania. Po trzecie, tym razem na rodzimym podwórku, inwestorzy niezbyt dobrze odnieśli się do działań dotychczasowych właścicieli Optimusa, co mogło część z nich skłonić do sprzedaży akcji.

— Nie należy także zapominać o czynnikach makroekonomicznych. Polskie wskaźniki są nadal niezadowalające, co niestety nie stanowi podstawy do optymizmu i nie daje nadziei na zmianę liderów na rynku. Stara ekonomia, choć lepiej znosi obecne zawirowania nie jest jednak na tyle atrakcyjna, by mogła przejąć pałeczkę po IT. Widać to także na przykładzie Wall Street — ocenia Sławomir Gajewski.

Długoterminowe zyski

Jakkolwiek by oceniać obecne wydarzenia na rynkach akcji, wydaje się jednak, że w dłuższej perspektywie inwestycyjnej jednym z niewielu sektorów, które mogą zagwarantować znaczne zyski jest jednak sektor nowych technologii.

— W okresie co najmniej 12 miesięcy akcje spółek internetowych powinny dać najwyższą stopę zwrotu, dlatego stoję na stanowisku, że ich nabywanie jest opłacalne. Niemniej z uwagi na fakt, że bardzo trudno jest wyczuć, kiedy będziemy mieli do czynienia z dołkiem, a wtedy najlepiej kupować akcje, w krótszym czasie należy się liczyć z ogromnym ryzykiem takiej inwestycji — dodaje Dariusz Turkiewicz, analityk CDM Pekao SA.

Analitycy są zgodni co do tego, że najbliższe sesje powinny przynieść silne wahania cen. Kierunek ich jest jednak trudny do oceny i zależeć będzie od wypadków na Nasdaq.