GPW zdyskontowała wybór kandydata na premiera

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-03-30 00:00

Weekend minął spokojnie, a to już samo z siebie pomagało bykom w USA. Poza tym na rynek dotarło kilka dobrych informacji. Wachovia w swoim raporcie poinformowała, że pośrednicy na rynku pracy mają pełne ręce roboty, a poza tym że oczekuje w piątek bardzo dobrego raportu z tego rynku (120 do 200 tys. nowozatrudnionych). UBS przedstawił prognozę, zgodnie z którą indeks S&P 500 wkrótce przekroczy poziom 1200 pkt. Poza tym kończy się miesiąc i kwartał, a to sprzyja zwyżkom, bo fundusze poprawiają wygląd portfeli. Indeksy dążą w kierunku średnich 50-sesyjnych i w ich okolicach lub nawet wcześniej niedźwiedzie zdecydują się na atak. Z rynkiem amerykańskim będziemy mieli w tym tygodniu problem. Czas w USA zmieni się na letni w niedzielę, więc sesja będzie się rozpoczynała po zamknięciu sesji w Warszawie, a część ważnych danych makro (np. dzisiejszy indeks zaufania) będzie podawana o 17.00. Poza tym moje komentarze nie będą obejmowały części ostatniej, tak przecież ważnej, godziny handlu.

Wczoraj na GPW ważna była przede wszystkim sytuacja polityczna. Prezydent Aleksander Kwaśniewski już w piątek zrobił to, co powinien był zrobić - zaapelował do polityków i mediów, żeby uszanowali decyzję premiera. Ale w czasie weekendu widać było, że chocholi taniec polityków będzie trwał nadal. Zapewne powinny się odbyć wcześniejsze wybory, ale będę jednak powtarzał, że te - przed uchwaleniem ustaw składających się na plan Hausnera - byłyby sabotażem. Zresztą sprzeciwianie się zmianie stanowiska rządu w sprawie Konstytucji Europejskiej już jest takim sabotażem. Rynkom finansowym jest wszystko jedno, czy rządzić będzie Leszek, Marek czy Janek, ale nie jest im wszystko jedno, co będzie się działo w finansach i realnej gospodarce. Plan Hausnera daje im pewność, że Polska myśli o finansach, a kompromis w sprawie Konstytucji uspokoiłby rynki, że w Polska nie będzie obsadzona w Unii w roli Czarnego Piotrusia.

Prezydent już po pierwszym spotkaniu praktycznie podjął decyzję, że kandydatem na premiera będzie Marek Belka. Ponieważ SLD nie powiedziało „nie”, a wątpię, żeby SDPL pod wodzą Marka Borowskiego sprzeciwiał się tej kandydaturze, to sytuacja jest już prawie jasna. Marek Belka będzie miał 14 dni na uformowanie rządu i znalezienie poparcia w Sejmie. Jest duża szansa, że taki rząd powstanie, a wybory będą na wiosnę przyszłego roku. Wtedy plan Hausnera zostałby przyjęty, a nowy budżet w 2005 roku przygotowywałaby nowa ekipa. Rynki bardzo dobrze odebrały wybór Belki, ale ja mam wątpliwości. Marek Belka jest znakomitym ekonomistą, ale słabym politykiem, a w obecnej, bardzo skomplikowanej sytuacji, na czele rządu powinien stać wybitny polityk i ekonomista. Jeśli będzie to jednak Belka (ja uważam, że nie uda mu się zdobyć poparcia, a premierem zostanie Józef Oleksy), to jest pewne, że Jerzy Hausner będzie w rządzie, nie będzie w nim PSL, a plan reform będzie realizowany - o ile nie zablokuje go Unia Pracy.

Inwestorzy czekali od rana na kandydaturę Belki, więc na giełdzie panował optymizm. Dzięki fixingowi opór techniczny nie został jednak przełamany, a przebieg sesji nie podobał mi się. Nie wszystko zarówno u nas jak i na świecie jest jasne, więc nic dziwnego, że nie było euforii. Na GPW rządzi kapitał zagraniczny, a sądząc po zachowaniu giełd naszego regionu widać, że chce wzrostów. Widziałem już hossę, wtedy, kiedy premier Oleksy był oskarżany o szpiegostwo, więc żadne zachowanie giełdy mnie nie zdziwi. Wszystko zależy od tego, jakie plany w krótkim okresie mają inwestorzy zagraniczni. Jeśli chcą hossy wzmocnionej oczekiwaniem na wejście do UE, to ona nastąpi bez względu na to, co będzie się działo w polityce. Jeśli ich plany są długofalowe, to po zdyskontowaniu kandydatury Marka Belki popyt się cofnie i będzie czekał na wyjaśnienie sytuacji, a indeksy wejdą w korektę. Nadal wszystko zależy od polityków.