- Tym razem po raz pierwszy pomyślałem, że nic się już nie da zrobić – tak przedstawiciel branży pożyczkowej skomentował sposób procedowania projektu tzw. ustawy antylichwiarskiej. W przeszłości pojawiały się różne koncepcje uregulowana tego rynku, czasem bardzo ostre w wersji wyjściowej. Z czasem udawało się łagodzić pomysły ustawodawcy. Ostatnio wydawało się, że będzie inaczej, bo resort sprawiedliwości, autor regulacji, konsekwentnie odmawiał konsultacji projektu, który w każdej kolejnej odsłonie przybierał bardziej restrykcyjną formę.

Wczoraj miało się odbyć drugie czytanie projektu autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości, wprowadzającego szereg obostrzeń dla sektora pożyczek. Do końca tygodnia miał być już gotowy do wysyłki do prezydenta. A jednak niespodziewanie spadł z porządku obrad. Co oznacza, że piłka cały czas jest w grze i są szanse na zmianę regulacji.
Polityczna gra lichwą
Kiedy pod koniec ubiegłego roku Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, przepychał kolanem przez rząd projekt, który osobiście firmował, na głosy krytyki, że nowelizacja ustawy nie była konsultowana ze stroną społeczną, odpowiadał, że czas na dyskusje będzie podczas prac sejmowych. Branża pożyczkowa chciała przede wszystkim porozmawiać o wysokości limitu kosztów pozaodsetkowych. Resort sprawiedliwości od początku zachowywał się tak, jakby nie bardzo wiedział, na jakim poziomie go ustalić. 18 czerwca 2019 r. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, przyniósł na posiedzenie rządu projekt ustawy antylichwiarskiej, w której zapisany był limit 25 proc. pożyczonej kwoty plus 20 proc. za każdy rok kredytowania, co Rada Ministrów zaakceptowała. Obowiązujący wtedy (i dzisiaj) wzór wyglądał następująco: 25 proc. plus 30 proc.
Obrady zamknięto. Następnego dnia doszło do reasumpcji głosowania i ustalono limit 10 proc. plus 10 proc. Poszło o to, że minister sprawiedliwości powiedział, że jeśli premier coś zmieni w noweli (tzn. podwyższy limit), to oznacza, że jest obrońcą lichwiarzy. W odpowiedzi Mateusz Morawiecki zarządził jeszcze mocniejsze ścięcie dopuszczalnych kosztów.
Sejm nie zdążył przyjąć projektu ministerstwa, ponieważ przyszły wybory.
Dyskusja, której nie było
W marcu 2020 r., tuż po ogłoszeniu lockdownu, UOKiK zaproponował zmianę limitu kosztów na 15 proc. plus 6 proc., który został przyjęty i obowiązywał do lata ubiegłego roku. W czerwcu 2021 r. resort sprawiedliwości wyciągnął odkurzony projekt ustawy antylichwiarskiej sprzed dwóch lat z limitem 10 proc. plus 10 proc. W takiej wersji nowela trafia do Sejmu, gdzie - jak zapowiadał minister Marcin Warchoł - miała odbyć się dyskusja nad ostateczną wysokością dopuszczalnych kosztów pozaodsetkowych.
Miejsca na rozmowę o limicie jednak w Sejmie nie było. Ani podczas posiedzenia podkomisji zajmującej się projektem w minioną środę, ani na wtorkowej Komisji Finansów Publicznych przedwczoraj. Marcin Warchoł tłumaczył, że nie jest już gospodarzem projektu, bo jest to już dokument rządowy, i odsyłał do Łukasza Schreibera z kancelarii Rady Ministrów. Ten z kolei tłumaczył, że on jest od pilnowania kwestii formalnych związanych z przyjęciem regulacji, a nie zapisów merytorycznych.
Projekt wycięcia chwilówek
Zmiany do projektu zaproponowali przedstawiciele rynku i opozycji. Mocno zaskakująca, bo wcześniej nigdy nie prezentowana, była poprawka zgłoszona przez SKOK-i: 5 proc. plus 15 proc. z zastrzeżeniem, że łączne koszty nie przekroczą 100 proc. kredytu. W ogóle nie była ona dyskutowana, ku dużej uldze firm pożyczających na krótkie terminy, bo limit w tym kształcie w ogóle wyciąłby ten produkt z rynku.
Podobny skutek miałoby przyjęcie poprawki Platformy Obywatelskiej. Tu zaproponowany limit wynosiłby 5 proc. plus 40 proc. z 75-procentowym górnym progiem łącznych kosztów.
Przedstawiciele sektora pożyczkowego: Polski Związek Instytucji Pożyczkowych oraz Związek Przedsiębiorstw Finansowych postulowały ustawienie kosztów pozaodsetkowych na poziomie 20 proc. plus 25 proc. również z progiem 75 proc.
Oryginalny pomysł przedstawił Jarosław Sachajko, poseł Kukiz’15: 15 proc. plus 15 proc., który miał być koncepcją łączącą postulaty i interesy wszystkich uczestników rynku.
Komisja we wtorek nie zajęła się propozycjami zmian w limicie kosztów pozaodsetkowych. Wprowadziła kilka poprawek, z których dwie mają istotny wpływ dla uczestników rynku: poszerzyła katalog źródeł, w których kredyto- i pożyczkodawcy mają weryfikować zdolność kredytową wnioskodawcy (efektem jest zachowanie status quo) oraz dopuściła możliwość działania firmy pożyczkowej w formie spółki z o.o. (projekt nakładał obowiązek zakładania spółki akcyjnej). Komisja zaakceptowała też poprawki zgłoszone przez podkomisję, w tym kluczową dotyczącą zasad weryfikacji zdolności kredytowej w e-commerce.
Kolejne posiedzenie w Sejmie odbędzie się dopiero 27-28 kwietnia.
Proponowany poziom kosztów pozaodsetkowych najbardziej uderzy w konsumentów. Wg raportu międzynarodowej firmy CRIF przy zaproponowanym w projekcie ustawy limicie kosztów pozaodsetkowych około 185 tyś. osób miesięcznie zostanie odciętych od legalnego i ściśle uregulowanego sektora rynku finansowego. Drastyczne ograniczenie oferty kredytowej dla konsumentów nie przełoży się na spadek popytu, wskutek czego nastąpi rozwój pożyczek w szarej strefie dla najbardziej zdesperowanych kredytobiorców.
Cieszy, że ustawodawca dostrzegł znaczenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w polskim systemie gospodarczym i dopuścił taką formę prawną dla działalności instytucji pożyczkowych. Natomiast wciąż budzi nasz sprzeciw zakaz finansowania działalności pożyczkowej obligacjami korporacyjnymi, czyli powszechnym instrumentem wykorzystywanym przez szereg przedsiębiorstw, nie tylko z branży finansowej. Mamy nadzieję, że w tym zakresie ustawodawca jeszcze przeanalizuje to zagadnienie.