Gracze szykują się na strojenie okien

Łukasz Bugaj DM BOŚ
25-09-2012, 00:00

Wyraźnie było widać, że inne informacje na spadkowy rynek

Przed wczorajszą sesją wydawało się, że impulsów do rynkowych zmian nie zabraknie. Europejska prasa aż huczała od plotek na temat zlewarowania funduszu ESM, ogromnego deficytu budżetowego Grecji czy dylematów Hiszpanii. Prawdziwie ważnym wydarzeniem okazała się jednak tylko publikacja niemieckiego indeksu Ifo, który wbrew oczekiwaniom spadł, i to już piąty miesiąc z rzędu.

Tym samym utrzymuje się negatywna tendencja w niemieckiej gospodarce, co przeczy wskazaniom indeksu PMI, który od trzech miesięcy zyskuje na wartości. Niektórzy twierdzili, że słaby odczyt indeksu Ifo wynika z tego, że połowa z 7 tys. ankiet napłynęła przed wyrokiem niemieckiego trybunału konstytucyjnego. Wydaje się jednak, że niemieccy przedsiębiorcy są bardziej zaniepokojeni spowolnieniem w Chinach niż europejskimi dylematami. Spora część sektora przemysłowego po 2008 r. nastawiła się na eksport do Azji, a tamte rynki zbytu coraz bardziej kuleją.

Fundamenty wciąż są słabe i ciężko jest w nich dostrzec wpływ banków centralnych, od wielu miesięcy nieskutecznie pompujących pieniądze w gospodarkę.

nie miały specjalnego wpływu. Ignorowano teoretycznie pozytywne doniesienia „Der Spigel”, że fundusz ESM ma zostać zlewarowany do astronomicznej kwoty 2 bln EUR. Bez echa przeszła również informacja, jakoby deficyt budżetowy Grecji wyniósł 20 mld EUR i tym samym był dwukrotnie wyższy od prognoz. Za słabą reakcję na te informacje mogły stać dementi. Nikt w Europie co prawda nie zaprzeczał, że trwają prace nad zwiększeniem siły rażenia funduszu ESM, ale rzecznik niemieckiego ministra finansów powiedział, że zlewarowanie do kwoty 2 bln EUR nie jest realne. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zaangażowanie prywatnych inwestorów oraz stosowanie gwarancji zamiast realnych wypłat gotówki. Takimi środkami nie uda się jednak wyraźnie zwielokrotnić siły rażenia funduszu.

O rewelacjach na temat Grecji szybko zapominano, gdyż o wiele ważniejsza jest Hiszpania. Część obserwatorów próbowało tłumaczyć wczorajsze spadki niepokojem o los Madrytu, ale prawda była zupełnie inna. Otóż rentowność hiszpańskich obligacji spadała, więc jeżeli ten kraj miałby mieć jakikolwiek wpływ na notowania, to byłby on pozytywny. Jednak kurs euro do dolara spadł poniżej 1,29, a indeksy europejskich giełd miały ogromny problem, by zmniejszyć poranne straty. Taki obrót sprawy był konsekwencją obserwacji z zeszłego tygodnia, gdy dowiedzieliśmy się, że fundamenty wciąż są słabe i ciężko jest w nich odnaleźć pozytywny wpływ banków centralnych, które od wielu miesięcy nieskutecznie pompują pieniądze w gospodarkę.

Po południu dało się zauważyć chęć inwestorów do odrobienia strat, szczególnie na polskim rynku. Gdy tylko sesja na Wall Street zaczęła się po myśli krajowych byków, to spadki zniwelowano i ostatecznie WIG20 stracił 0,5 proc., czemu towarzyszył niski obrót. Nie udało się zamknąć luki z pamiętnego piątku, a okolice poziomu 2350 pkt służą jako wsparcie. W dalszej części tygodnia motywatorem do przerwania ciągu strat może być koniec kwartału i miesiąca, więc jeżeli otoczenie na to pozwoli, to możemy liczyć na drobne odreagowanie ostatnich trzech zniżkowych sesji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Bugaj DM BOŚ

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gracze szykują się na strojenie okien