Gronicki: Nie ma sygnałów wymuszających podwyżki stóp

Klaudia Balcerowiak
opublikowano: 2004-10-27 14:42

Minister finansów Mirosław Gronicki uważa, że RPP mogłaby podwyższyć stopy procentowe, gdyby doszło do przyspieszenia wzrostu produkcji przemysłowej. Na razie jednak nie ma niepokojących sygnałów wymuszających taką decyzję.

"Jeżeli mielibyśmy do czynienia z dalszym przyspieszeniem produkcji przemysłowej, jeżeli okaże się, że w produkcji

przemysłowej wracamy z powrotem w wyższe rejony, to może okazać się, że pod koniec II połowy 2005 roku wystąpi presja płacowa" - powiedział PAP Gronicki.

"Kwestią jest, czy prawdopodobieństwo wystąpienia tej presji jest duże, czy nie. To jest, według mnie, jedyne w tej chwili

zagrożenie, jeżeli chodzi o politykę pieniężną" - dodał.

Produkcja przemysłowa we wrześniu 2004 roku wzrosła o 9,3 proc. rok do roku, po wzroście o 13,7 proc. w sierpniu, a w porównaniu z poprzednim miesiącem wzrosła o 8,9 proc.

Zdaniem szefa resortu zarówno inflacja, jak i ograniczona presja płacowa powodują uzasadnioną wstrzemięźliwość RPP.

"Decyzja Rady jest zgodna z przytłaczającą większością ocen rynkowych. Nie widać presji płacowej (presji na podwyżki płac - PAP) w najbliższym okresie. Po drugie gospodarka trochę zwolniła w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy na początku tego roku. Dodatkowo odwróciła się tendencja inflacyjna; inflacja zaczęła spadać" - powiedział Gronicki.

"Dopóki nie ma projekcji inflacyjnej, to jest to decyzja rozsądna" - dodał.

Rada po raz drugi opublikuje projekcję inflacyjną w listopadzie i wtedy rynek dopuszcza możliwość kolejnego kroku zaostrzającego politykę monetarną.

Minister finansów powiedział, że sytuacja na światowym rynku paliw nie powinna dawać pretekstu do podwyżek stóp, tym bardziej, że wzrost cen ropy spowalnia popyt.

"Sam fakt, że ceny ropy w USA poszły do góry spowodował zmniejszenie oczekiwań na podwyżki stóp procentowych. Dlatego, że mamy do czynienia z osłabieniem popytu. Nie ma potrzeby reagowania polityką monetarną, jeśli popyt jest mniejszy" - powiedział PAP Gronicki.

"Nie jest najlepszym sposobem zwalczanie szoku zewnętrznego podwyższaniem stóp, oczywiście o ile nie będzie za tym iść wzrost oczekiwań inflacyjnych" - dodał.

Andrzej Sławiński członek RPP powiedział PAP na początku tego tygodnia, że "gdyby dalszy wzrost cen ropy rzeczywiście wywołał znaczny wzrost inflacji połączony ze spadkiem produkcji, to polityka pieniężna banku centralnego stanęłaby przed trudnym wyzwaniem".

Ropa w USA zdrożała w ciągu ostatniego roku o 84 proc., a w poniedziałek osiągnęła rekordową cenę 55,67 USD za baryłkę. W Londynie rekord tego dnia wyniósł 51,90 USD za baryłkę.

W środę nastąpił spadek cen w Londynie i Nowym Jorku w reakcji na informację, że OPEC zwrócił się do administracji USA o skierowanie na rynek ropy ze strategicznej rezerwy wynoszącej obecnie 669 mln baryłek ropy. Potrzebna do tego jest zgoda prezydenta USA.

Baryłka lekkiej ropy WTI w handlu elektronicznym na NYMEX staniała w środę w południe o 28 centów do 55,02 USD, a ropa Brent w dostawach na grudzień staniała na giełdzie w Londynie o 24 centy, do 51,32 USD.

Rynek czeka w środę na popołudniowe dane o zapasach ropy i paliw w USA. Będą one zapewne mieć duży wpływ na dalsze zachowanie się cen na światowych rynkach paliw zarówno jeszcze dzisiaj jak i podczas następnych sesji.

kba/ ana/ skr/