Minister finansów Mirosław Gronicki uważa, że sytuacja pożyczkowa państwa jest korzystna, przychody z prywatyzacji będą rosły, a dług publiczny w 2004 roku zmniejszy się. Dlatego spełnienie w 2007 roku kryteriów strefy euro jest do osiągnięcia. Warunkiem jest kwestia OFE.
Gronicki zapowiedział także podczas seminarium w Polskiej Akademii Nauk (PAN) na temat „drogi do euro”, utrzymanie „przyzwoitego” wzrostu gospodarczego, spadek inflacji poniżej 2,5% w połowie 2005 roku i wejście do systemu ERM-2 w połowie 2006 roku.
Minister finansów powiedział, że ostateczna decyzja, jak będą wliczane składki do OFE zostanie podjęta w pierwszym kwartale 2005 roku. Polska wlicza do sektora finansów publicznych składki do OFE, dzięki czemu deficyt budżetowy jest mniejszy.
Według kryteriów z Maastricht, deficyt budżetu nie może przekraczać 3% PKB, a inflacja musi być odpowiednio niska.
„Średniookresowa strategia rządu powinna być podporządkowana konwergencji [...] Rezultat osiągniemy w 2007 r., to jest spełnienie wszystkich kryteriów, oczywiście pod warunkiem, że deficyt będzie tak liczony [jak chce tego Polska - przyp. ISB]” –powiedział Gronicki.
„Jeśli nie będzie tak liczony, to mamy pewne opóźnienie, przypuszczam, że około roku. A konkretna decyzja w sprawie OFE zapadnie w pierwszym kwartale 2005 roku [...] Spodziewamy się, że w 2007 r. deficyt zmniejszy się do 2,2% PKB. [...] Przypuszczam, że w połowie 2006 r. moglibyśmy wejść do ERM-2" - dodał.
Powiedział, że szanse na przyjęcie przez Eurostat korzystnego dla Polski zapisu o włączeniu składek przekazywanych otwartym funduszom emerytalnym (OFE) do sektora finansów publicznych, wynoszą powyżej 50%.
Gronicki zapowiedział również, że w 2004 roku poziom długu publicznego wobec PKB może być niższy niż w 2003 roku i wynieść 51,5%, m.in. dzięki przyspieszeniu prywatyzacji. W 2003 roku dług publiczny sięgnął 51,6% PKB.
„Część z tego to wynik mocnego złotego, ale też potrzeby pożyczkowe w drugiej połowie roku zostały obcięte i sądzimy, że taka sytuacja będzie panowała w przyszłym roku i to będzie częściowo efekt przychodów z prywatyzacji, które będą wyższe niż w tym roku, a w tym roku będzie to ok. 10 mld zł” – powiedział minister.
W projekcie budżetu na 2005 rok zapisano 5,7 mld zł brutto wpływów prywatyzacyjnych. Minister nie powiedział jednak jak takie przychody miałyby zostać osiągnięte w przyszłym roku.
Gronicki powiedział też, że deficyt budżetowy na koniec listopada może wynieść 74-76% planu na rok 2004 wobec 67,9% w październiku. Plan na cały rok zakłada 45,299 mld zł deficytu.
CAŁKIEM PRZYZWOITY WZROST
Minister finansów powiedział również, że wzrost gospodarczy w drugiej połowie 2004 roku wyniesie ok. 5,0% wobec 6,5% w pierwszej połowie roku. Niedawno wicepremier Jerzy Hausner mówił, że w całym 2004 roku może to być 5,3-5,5%.
„Oczekujemy pewnego spowolnienia w drugim półroczu i wzrost PKB w drugim półroczu będzie ok. 5% [...] Mamy szanse utrzymać przyzwoite tempo wzrostu” – powiedział Gronicki.
„Oczekujemy pewnej zmiany strukturalnej w popycie i sądzimy, że inwestycje zaczną rosnąć szybciej. Mamy szanse na wysokie transfery z Unii Europejskiej, które będą przeznaczone na inwestycje, a nie konsumpcję” – dodał.
Powiedział także, że nie przewiduje znaczącego przyspieszenia inflacji płacowej, gdyż między innymi bardzo wysokie bezrobocie jest czynnikiem hamującym. Inflacja ma więc szanse spaść w połowie 2005 roku poniżej środka celu wyznaczonego przez bank centralny. Cel banku to 2,5% +/- 1 pkt proc.
Zdaniem Gronickiego inflacja może rosnąć jeszcze w pierwszym kwartale 2005, potem od połowy roku spadnie poniżej 2,5%, a następnie znowu stopniowo będzie rosnąć.
W październiku inflacja r/r wyniosła 4,5%/
ZMIANA REŻIMU WALUTOWEGO I INTERWENCJE NIEPOTRZEBNE
Gronicki powiedział także, że obecny mocny złoty nie jest zagrożeniem dla gospodarki, ale zagrożeniem byłoby, gdyby tendencja aprecjacyjna się utrzymywała. Wtedy rząd może zareagować.
„Jeżeli w tej chwili 4,1 zł jest postrzegane jako tzw. ‘pain level’, to powyżej 4,1 zł możemy się jeszcze zmieścić, a poniżej będziemy musieli coś z tym zrobić” – powiedział.
Zapytany,co rząd mógłby w takiej sytuacji zrobić, minister odpowiedział: „myśleć”.
Od kilku miesięcy trwa bardzo silny trend aprecjacyjny na rynku walutowym – od początku roku złoty umocnił się do dolara o ponad 17%, a do euro – o ponad 11%. W czwartek rano euro kosztowało 4,16 zł, a niektórzy dealerzy sądzą, że do końca roku euro spadnie do 4,12 zł.
Gronicki powiedział jednak, że nie widzi potrzeby zmiany reżimu kursowego ani interwencji na rynku walutowym w związku z obecnym mocnym kursem złotego.
„Na razie nie ma żadnych powodów, żeby zmieniać reżim kursowy, czy żeby robić interwencje. Jeżeli za parę miesięcy złoty będzie się dalej umacniał, to będziemy rozmawiać [z NBP – przyp. ISB]” – powiedział Gronicki.
Wiceprezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Krzysztof Rybiński mówił we wtorek, że przy dalszym wzmocnieniu złotego, który to proces zbija inflację, bank centralny może zastosować instrumenty polityki pieniężnej lub interweniować na rynku walutowym.
Gronicki wyjaśnił też, że tematem zapowiadanego spotkania rządu z NBP i Radą Polityki Pieniężnej (RPP) będzie kwestia wejścia Polski do strefy euro, a nie obecnego kursu złotego.
„To jest nieprawda, że będziemy dyskutować na temat kursu, będziemy dyskutować na temat wejścia do euro. Nie będzie miało to związku z bieżącą sytuacją” – powiedział i dodał, że do spotkania ma dojść w styczniu 2005 roku.
Centrum Informacyjnego Rządu (CIR) podało wcześniej w czwartek, że premier Marek Belka zapowiedział, iż w najbliższym czasie zwróci się do prezesa NBP Leszka Balcerowicza z zaproszeniem dla NBP i RPP na spotkanie „które będzie poświęcone polityce kursowej, temu, co można zrobić w warunkach obserwowanej, bardzo szybkiej w ostatnich miesiącach aprecjacji złotego”.
bas/mik