Grupa trzymająca giełdę: Spółdzielnia w komisji

Mariusz Zielke
10-12-2004, 00:00

CU i AIG próbowały wpłynąć na zmianę domu maklerskiego przy emisji akcji spółki Duda. Kolejny dowód na istnienie zmowy zarządzających?

Sprawa „grupy trzymającej giełdę” nabiera coraz większych rumieńcow. Już dziś Komisja Papierów Wartościowych i Giełd będzie debatować nad problemem karteli i spółdzielni w największych polskich funduszach emerytalnych i inwestycyjnych. Bodźcem dla komisji były m.in. publikowane od poniedziałku w „PB” artykuły.

Szybka reakcja jest jak najbardziej wskazana, ponieważ trafiają do nas coraz to nowe dowody i poszlaki wskazujące na istnienie nieformalnego, koleżeńskiego porozumienia zarządzających pieniędzmi emerytów.

To już nie tylko problem sprzedaży akcji Stomilu Sanok, o którym pisaliśmy w poniedziałek, ale kwestie dotyczące wielu innych spółek, w tym m.in. Polfy Kutno, Polimexu Mostostalu Siedlce czy Dudy. Wyjaśnimy je po kolei. Dziś następna odsłona: czyli jak fundusze próbowały wskazać ostatniej z tych spółek, który dom maklerski jest godny zaufania, a który się „nie nadaje”, i jak to wszystko rozeszło się „po kościach”.

Makler do Dudy

W końcu 2003 r. mięsna spółka Duda postanowiła przeprowadzić emisję 1 mln akcji serii C, które potem z sukcesem sprzedała inwestorom finansowym. Zanim to nastąpiło, musiała jednak przeprowadzić serię rozmów z najważniejszymi instytucjami finansowymi, od których zależało powodzenie emisji. Za taką istotną uznano m.in. emerytalny fundusz Commercial Union (CU), do którego udała się delegacja z firmy — w celu prezentacji założeń emisji. W gronie przedstawicieli CU znalazł się m.in. „bohater” inwestycji w Stomil Sanok — Grzegorz Buchowiecki, uznany wówczas i poważany na rynku zarządzający. Podczas prezentacji, nie wiedząc, kto jest w ekipie Dudy, wyraził opinię, że Internetowy Dom Maklerski (IDM), przez który ma przeprowadzić emisję, jest „niezbyt renomowany” (w rzeczywistości użyto dużo gorszych słów). Pech chciał, że na spotkaniu w ekipie Dudy był akurat Grzegorz Leszczyński, prezes tegoż domu maklerskiego, który zaprotestował przeciwko takim określeniom i którego protesty zostały skwitowane konsternacją.

Spotkanie zakończyło się bez konkretnych ustaleń.

Jakiś czas potem przedstawiciele funduszy — za pośrednictwem Andrzeja Błachuta z AIG (również „bohater” afery w Stomilu Sanok), który występował też w imieniu CU, wysłali jednak do Macieja Dudy, akcjonariusza mięsnej spółki, e-mail z informacją, że powinien rozważyć zmianę domu maklerskiego na bardziej renomowany, np. WBK (fundusz emerytalny CU jest związany m.in. z WBK). Zaraz potem do spółki zgłosiła się też — uwaga! — firma Investor Relations Partners (jej pracownik miał niejasny udział w transakcji Stomilu Sanok), która zaoferowała swoje pomocne usługi przy przeprowadzeniu emisji. Przypadek?

Ku zaskoczeniu funduszy, Maciej Duda ani nie przyjął oferty doradcy, ani nie zmienił domu maklerskiego.

— Każdy normalny emitent po prostu przyjąłby „warunki” funduszy, IDM straciłby klienta, Duda zyskał odpowiedniego doradcę, sprzedał akcje i na tym sprawa by się zakończyła. Pech, że trafiło na Macieja Dudę, który miał gdzieś układy i postanowił inaczej to załatwić — komentuje dobrze zorientowany specjalista z rynku kapitałowego.

Maciej Duda zaprotestował wspólnie z Grzegorzem Leszczyńskim przeciwko działaniom zarządzających CU i AIG u prezesów tych funduszy.

— Obaj panowie zostali przeproszeni. Do problemu postanowiono nie wracać — mówi nasz informator zbliżony do sprawy.

Buchowieckiemu i Błachutowi włos z głowy nie spadł. Emisja Dudy, przeprowadzona przez IDM, udała się, akcje sprzedano po 43 zł (teraz kosztują ponad 140 zł). CU i AIG nie kupiły akcji serii C.

Nie chcą mówić

Obie strony: Duda i Leszczyński — z jednej, Błachut i Buchowiecki — z drugiej, nie chciały skomentować sprawy. Żaden jednak nie zaprzeczył, że zdarzenia o takim przebiegu nastąpiły.

Duda nie chce mówić, bo jest mu niezręcznie. Leszczyński jest zdania, że ujawnienie tych wydarzeń może zaszkodzić jego spółce, prosił więc o niepisanie o sprawie, bo fundusze mogą „ukarać go” przy interesach. Buchowiecki nie może wypowiadać się jako pracownik CU, a Błachut nie chce rozmawiać. Sprawy nie chcą też komentować oficjalnie analitycy czy przedstawiciele domów maklerskich.

— Wyobraża pan sobie, jakie miałbym problemy, gdybym powiedział prawdę na ten temat? — powiedział nam przedstawiciel jednego z nich.

Jeżeli tego typu sytuacje zdarzały się lub zdarzają częściej (a takie mamy informacje), istnienie „grupy trzymającej giełdę” jest coraz bardziej prawdopodobne. Taka grupa mogłaby trząść rynkiem: decydować o powodzeniu emisji, przydziałach akcji, prowizjach domów maklerskich oraz — swoimi sposobami — wzrostach i spadkach kursów akcji.

Problem jest — i nie ma co dalej go ukrywać. Nam pozostaje zadać pytanie, czy prezesi funduszy emerytalnych nadal będą chronić swoich pracowników w wątpliwy etycznie sposób, pomnażając aktywa kierowanych przez nich spó- łek? Dla przypomnienia, po naszym poniedziałkowym artykule o „grupie trzymającej giełdę” CU — bez żadnego wewnętrznego śledztwa czy sprawdzania pracowników — poinformowała, że problemu nie ma.

— Zawarte w artykule domniemania o nieprawidłowych działaniach odpowiedzialnych za inwestycje pracowników grupy Commercial Union Polska nie są uzasadnione — powiedział Zygmunt Kostkiewicz, wiceprezes CU TUnŻ.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Grupa trzymająca giełdę: Spółdzielnia w komisji