GRUPY PRODUCENCKIE CZEKAJĄ NA USTAWĘ

Grzegorz Zięba
opublikowano: 27-05-1999, 00:00

GRUPY PRODUCENCKIE CZEKAJĄ NA USTAWĘ

W Polsce zarejestrowanych jest około 250 związków producentów rolnych

Grupy producentów rolnych mogłyby być najlepszą formą konsolidacji rolników. Barierą ich powstania jest mentalność rolników, którzy pamiętają zapędy kolektywizacyjne poprzedniej władzy i dziś niesłusznie kojarzą je z tworzeniem dobrowolnych związków. Problem tkwi również w braku odpowiedniej ustawy. Najlepiej jest w tej chwili na Lubelszczyźnie, gdzie powstało około 100 grup producenckich.

Jednym z najpoważniejszych problemów polskiej wsi jest nadmierne rozdrobnienie gospodarstw. Ta smutna rzeczywistość prowadzi nie tylko do niemożności rozwoju drobnych podmiotów gospodarczych, ale i uniemożliwia w poważnym stopniu zbywanie produkowanych przez nie towarów. Przedsiębiorstwa handlujące płodami rolnymi nie są najczęściej zainteresowane kupowaniem niewielkich partii produktów. Szukają zazwyczaj dostawców, którzy mogą dostarczyć towar liczony w kontenerach czy wagonach. Eliminuje to naturalnie wiele drobnych gospodarstw, a zarazem daje możliwości działania wielu pośrednikom, którzy przejmują znaczną część zysku producenta. Rozwiązaniem tej sytuacji mają być dobrowolne zrzeszenia poszczególnych producentów.

— Na Zachodzie tego typu zrzeszenia są ratunkiem dla rolników. Bez nich nie potrafią praktycznie funkcjonować. Dostają tam cięższy sprzęt, podpisują kontraktacje i mają szkolenia. U nas, niestety, jeszcze długo trzeba będzie czekać na takie rozwiązania, ale jesteśmy niewątpliwie na dobrej drodze — uważa Jan Madej z grupy producentów rolnych w Krzeszowicach na Lubelszczyźnie.

Po pierwsze kalkulować

— Związki producentów rolnych łączą przedstawicieli głównie średnich gospodarstw o powierzchni 10-15 ha. Mniejsze praktycznie nie mają szans na opłacalną produkcję i będą musiały zaniknąć — uważa Maria Rygiel-Sawa z Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.

Taka organizacja to nie tylko możliwość korzystnego sprzedania produktów rolnych, ale i czasem szansa na zakupy po niższej cenie.

— Rolnicy często nie zdają sobie sprawy, jak wielkie korzyści można uzyskać przy zakupach hurtowych takich środków jak na przykład nawozy. Oszczędności mogą sięgać nawet 20 proc. Do tej pory, niestety, wielu rolników nawet nie starało się policzyć kosztów swojej produkcji. Chłopi potrafią jechać 40 km po butelkę jakiegoś środka i nie skalkulować ceny zużytego paliwa — twierdzi Maria Rygiel-Sawa.

Po drugie inwestować

Wyniki niektórych grup producenckich są dobre. Te, którym się udało, szybko rosną w siłę, bo chcą do nich należeć kolejni rolnicy.

— Naszej grupie powiodło się całkiem nieźle. Dzięki zrzeszeniu możemy normalnie rozwijać produkcję, nie martwiąc się nadmiernie o jej zbyt. Sporo nawet wspólnie inwestujemy. W ubiegłym roku uruchomiliśmy między innymi własną chłodnię do przechowywania owoców — chwali się Marian Rychter z grupy producentów owoców w Bobach koło Kraśnika.

Jednak nie wszystkie takie inicjatywy kończą się spektakularnym sukcesem. Założenie i prowadzenie grupy nie jest łatwą sprawą.

— Są trzy bariery, które blokują istnienie takiej współpracy. Pierwsza z nich to bariera mentalności. Ludzie z początku takie działania utożsamiali z kolektywizacją. Druga to stworzenie sprawnie działającej organizacji. Wiąże się to z wylansowaniem lidera. Trzecia sprawa to pieniądze. Muszą być zaangażowane pewne środki, chociażby tylko po to, by opłacić biuro, telefony czy księgowego — mówi Maria Rygiel-Sawa.

— Dobrze jest, jeśli grupa producencka zawiązuje się wokoło jakiegoś konkretnego majątku, na przykład na resztkach byłej spółdzielni, jak to się stało w naszym przypadku. Zaangażowanie finansowe samych członków również dodatkowo motywuje do działania. Ludzie nie chcą stracić wyłożonych pieniędzy — dopowiada Marian Rychter.

Po trzecie prawo

Poważnym problemem jest brak uregulowań prawnych dla tego typu związków. Ustawa o grupach producentów rolnych i ich związkach dopiero powstaje w parlamencie. Proponowane rozwiązania cały czas budzą szereg kontrowersji. Przesuwa się więc okres podjęcia konkretnych działań legislacyjnych. Stwarza to szereg problemów natury prawnej. Grupy producentów muszą szukać różnych możliwości zarejestrowania swojej działalności. Na przykład rejestrują się jako spółdzielnie, co narzuca szereg ograniczeń wynikłych z prawa spółdzielczego.

— Niektórzy rolnicy rejestrują swoje zrzeszenia jako spółki. Jednak często wtedy dochodzi do konfliktu interesów. Celem spółki z założenia jest zysk dla samej siebie. Grupy producentów mają z kolei być przedłużeniem działalności samych rolników, a nie instytucją dochodową — uważa Maria Rygiel-Sawa.

Brak odpowiedniej ustawy uniemożliwia również uruchomienie preferencyjnych kredytów, przeznaczonych dla takich podmiotów.

NIE MA WYJŚCIA: Bez grup producentów rolnych i ich związków rolnicy będą mieli ograniczone możliwości w pozyskiwaniu z UE funduszy na restrukturyzację. Przepisy unijne przewidują wyłącznie wspomaganie większych organizacji, a nie poszczególnych gospodarstw — mówi Maria Rygiel-Sawa z Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. fot. Autor

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / GRUPY PRODUCENCKIE CZEKAJĄ NA USTAWĘ