Grzech zaniechania

Jacek Zalewski
opublikowano: 29-12-2006, 00:00

Kończy się dosyć dziwny rok 2006, wymykający się jednoznacznym ocenom. Polską rządziła ekipa, której czytelnicy „PB” — czyli przede wszystkim przedsiębiorcy i działacze gospodarczy — rok temu bardzo się obawiali jej populistycznych haseł gospodarczych, a jednocześnie pokładali nadzieję w jej programie zwalczania korupcji, usprawnienia sądownictwa oraz generalnej odnowy moralnej władzy.

Tymczasem wyszło niemal odwrotnie od przewidywań. W najważniejszym dla rządzącego Prawa i Sprawiedliwości obszarze, symbolizowanym hasłem budowy IV Rzeczypospolitej, upadek moralności władzy przekroczył skalę odnotowaną w epoce SLD. Jako najbardziej szyderczy cytat roku zapisała się nam w zbiorowej pamięci nie deklaracja, ale wręcz przysięga złożona przez premiera Jarosława Kaczyńskiego w Stoczni Gdańskiej po wyrzuceniu Andrzeja Leppera z rządu za „warcholstwo”: „Nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji. I chcę wam tutaj, w tym szczególnym, można powiedzieć, świętym miejscu Polaków przyrzec, że nigdy więcej już z takimi ludźmi rozmawiać nie będziemy”. Wkrótce potem Lepper został uhonorowany przez składającego przysięgę prezesa PiS przywróceniem — formalnie odbyło się to ciemną nocą, w ukryciu przed opinią publiczną — do rządowych łask.

W wątkach gospodarczych, których rok temu razem z czytelnikami „PB” bardzo się obawialiśmy, rządząca koalicja zgrzeszyła zaniechaniem, co miało dwojakie konsekwencje. O jednej stronie medalu pisze poniżej Janusz Lewandowski, szef komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego, oceniający rozwój sytuacji w Polsce z pewnej oddali. Ale grzeszne zaniechanie oznacza również, że ekipa PiS z jej przystawkami niewiele zepsuła, a naprawdę mogła! I to jest akcent optymistyczny.

Tempo wzrostu gospodarczego rzędu 5 procent, którym tak chlubi się rząd, było w roku 2006 przeciętnym tempem wzrostu na świecie. Oczywiście trafili się gorsi, także w grupie państw, które razem z nami przystąpiły do Unii Europejskiej — choćby Węgrzy. Ale cywilizacyjną koniecznością Polski jest radykalne przyspieszenie, jeżeli nadal mamy ambicje nadrabiania dystansu nie tylko do ogona dawnej unijnej piętnastki, ale choćby do liderów dziesiątki, która wstąpiła do Wspólnoty 1 maja 2004. Ba, jeszcze trochę, a zaczniemy czuć na plecach oddech Bułgarii i Rumunii, które staną się państwami członkowskimi UE w noc sylwestrową. I w tym kontekście polska przeciętność AD 2006 nie jest powodem do chluby, lecz do frasunku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane