Gwiazdy Tuska na razie zawodzą

Mira Wszelaka
opublikowano: 11-02-2008, 00:00

Pierwsze tygodnie w gospodarczej układance premiera Tuska przyniosły rozczarowanie. Z małymi wyjątkami.

Organizacje zrzeszające przedsiębiorców mają problem z krytyką rządu

Pierwsze tygodnie w gospodarczej układance premiera Tuska przyniosły rozczarowanie. Z małymi wyjątkami.

Przygotowana do objęcia rządów Platforma deklarowała szybkie rozwiązanie niemal wszystkich największych bolączek przedsiębiorców. Pierwsze miesiące przyniosły pierwsze rozczarowania. Dostrzegł je sam premier Donald Tusk, który zapowiedział rekonstrukcję rządu w sierpniu.

Mocne ogniwo ekipy Tuska, jakim miały być resorty gospodarcze, nie wytrzymują krytyki. Najgorzej oceniane są prace resortów infrastruktury i rozwoju regionalnego. O pierwszym, na skutek inercji, być może nikt by nie pamiętał, gdyby nie mnożący się doradcy przydzielani do coraz bardziej piętrzących się problemów. Na drugi wręcz wylano czarę goryczy.

— Dookoła chaos, a przedsiębiorców szantażuje się presją czasu, odbierając prawo krytyki — takie opinie najczęściej padają z ust przedsiębiorców.

Dość dobrze, choć bez fajerwerków wypadły ministerstwa gospodarki, finansów i skarbu. Wiele szumnych zapowiedzi reform rozbiło się o rafy biurokracji lub zaniechania. Tu jednak widać wolę zmian.

Tymczasem szczególna atmosfera zapanowała wśród niektórych organizacji skupiających przedsiębiorców.

Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, rozwiązała problem najprościej — metodą knebla, i wydała zakaz komentowania poczynań rządu swoim czołowym ekspertom. Decyzję podjęto tuż po tym, jak jeden z nich na łamach „PB” (w tekście „Kaczyński dawał więcej niż Tusk”) wyraził rozczarowanie losami projektu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej autorstwa PO.

Zakaz krytyki rządu Donalda Tuska obowiązywał też ekspertów Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP).

— Mamy polecenie, by nie oceniać prac rządu ani poszczególnych ministrów — mówi jeden z pracowników KPP.

Po naszych telefonach szlaban podniesiono.

— Chcieliśmy dać rządowi czas na efekty. Doszliśmy do wniosku, że okres ochronny minął i teraz będziemy otwarcie mówić, co nam się podoba, a co nie — obiecuje Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.

Zaraz jednak dodaje, że przedsiębiorcy są rozczarowani, zwłaszcza słabą dynamiką w uruchamianiu programów inwestycyjnych ze środków unijnych.

Eksperci oceniają ministrów resortów gospodarczych

Jacek Rostowski

minister finansów

Jan Winiecki

profesor ekonomii

-Widzę dążenie w pozytywnym kierunku. Minister zmienił dotychczasowe praktyki, że to szef resortu finansów boryka się z finansowymi żądaniami ministrów branżowych. Obecnie decyduje o tym szef rządu, a minister tylko wykonuje jego decyzje w tym zakresie. To nowatorskie i słuszne rozwiązanie. Pozytywne jest też to, że minister dąży do zmniejszenia wydatków publicznych w stosunku do PKB. Osobiście jestem zasmucony, że nastąpiło odejście od koncepcji podatku liniowego.

Ryszard Petru

główny ekonomista Banku BPH

- Minister finansów ustrzegł się błędów. Problemem jest jednak to, czego nie zrobił, a mógł. Jacek Rostowski mówi o potrzebie ograniczenia deficytu budżetowego, co jest bardzo pozytywnym sygnałem, ale wciąż nie wiemy, jak chce to osiągnąć. Oczekuję od ministra przedstawienia dokładnej ścieżki działań dotyczących finansów publicznych, które pozwolą na zmniejszenie ujemnego bilansu. Wciąż nie znamy planów odnośnie wstąpienia kraju do strefy euro. Brakuje też jasnej informacji, co rząd zamierza zrobić z systemem podatkowym. Chciałbym, aby minister przedstawił całościową, spójną strategię w tej sprawie.

Waldemar Pawlak

minister gospodarki

Jeremi Mordasewicz

ekspert PKPP Lewiatan

-Na duży plus należy zapisać postępujące prace nad pakietem ułatwień dla przedsiębiorców. Co prawda rezultaty na razie są mizerne, lecz materia jest skomplikowana, wymagająca zmian w wielu aktach prawnych. Na to potrzeba czasu. Zupełnie nową jakością jest to, że zarówno minister Pawlak, jak i wiceminister Szejnfeld swoje projekty konsultują społecznie i spotykają się ze środowiskiem przedsiębiorców. Tego za rządu PiS nie było. Generalnie nie widzę podstaw do ewentualnej wymiany kierownictwa resortu gospodarki.

Andrzej Sadowski

wiceszef Centrum im. Adama Smitha

-Dobrze się stało, że decyzje gospodarcze zostały przeniesione z resortu finansów do gospodarki. Minister gospodarki ma świadomość wyzwań, przed którymi stoi, lecz pierwsza próba wyjścia im naprzeciw, czyli przyjęta przez rząd nowela ustawy o swobodzie gospodarczej, jest — delikatnie mówiąc — nieudana. Zaproponowane zmiany są kosmetyczne i nie poprawią warunków firmom. Rozczarowanie środowisk gospodarczych jest spore. Tym bardziej minister nie powinien zwlekać, tylko szybko przedstawić w drugim etapie odważne regulacje i przełamać urzędniczy opór.

Cezary Grabarczyk

minister infrastruktury

Maciej Grelowski

przewodniczący rady głównej BCC

-Trudno cokolwiek powiedzieć o Cezarym Grabarczyku, ministrze infrastruktury. Mimo że przedstawiliśmy ministerstwu nasz program drogowy, dotychczas nie mamy z resortu żadnego sygnału. Z doniesień publicznych można jednak wnioskować, że w infrastrukturze nie dzieje się nic, ale o własnych spostrzeżeniach nie możemy mówić, bo nie ma żadnych kontaktów z przedstawicielami ministerstwa. Obserwując jednak rosnącą liczbę pomocników pana ministra, jesteśmy bliscy stwierdzenia, że zapowiadanych oszczędności z połączenia resortów nie będzie.

Wojciech Malusi

prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa

- Czekamy aż minie 100 dni rządu i zaczniemy zadawać pytania, choć obawiamy się, że będziemy pisać na Berdyczów, bo w kierownictwie Ministerstwa Infrastruktury wciąż nie ma osoby odpowiedzialnej za sektor drogowy. Minister Grabarczyk powiedział niedawno, że stanie na głowie, by zrealizować program drogowy. Chodzi o to, „by z głowy realizację postawić na nogi”.

Na razie w wykonywaniu planu budowy dróg jest marazm, przetargów prawie nie ma.

Elżbieta Bieńkowska

minister rozwoju regionalnego

Marzena Chmielewska

ekspert PKPP Lewiatan

- Zmiana w resorcie nastąpiła w najgorszym czasie, kiedy zatwierdzony był już kształt programów, dobór projektów i dopiero co rozpoczęto prace wdrożeniowe. Ministerstwo ma wyraźne problemy z zarządzaniem całym procesem, widać brak kontroli.

Minister Bieńkowska posiada duże do-

świadczenie w tym względzie, ale na po-

ziomie regionu. Niestety, zmarnowano

sporo czasu podczas kampanii wybor-

czej i po wyborach. Prace ruszyły dopie-

ro niedawno, a stracony czas próbuje się

nadrobić stawiając nas pod ścianą.

Dużym plusem jest podjęcie debaty

nad przyszłością polityki spójności wraz

z przekazem społecznym.

Izabela Paprotna

ekspert BCC

- Przedsiębiorcy są rozczarowani. Widzimy spore zagrożenie utratą funduszy z perspektywy finansowej 2007-13. Tymczasem nie ma żadnych informacji o procedurach i konkursach. Ruszył jedynie program pilotażowy Kapitał ludzki. Najważniejszy dla przedsiębiorców, Innowacyjna gospodarka, leży odłogiem.

Pojawia się coraz więcej wątpliwości. Nowa władza wprowadza zmiany, które powodują duże i niepotrzebne zamieszanie. Gdziekolwiek nie dotknąć, tam boli.

Aleksander Grad

minister skarbu

Bohdan Wyżnikiewicz

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

- Minister skarbu nie jest słabym ogniwem w tym rządzie. Zapowiedział jawność obsadzania władz w spółkach skarbu państwa i mamy jawne, powszechnie dostępne konkursy do rad nadzorczych i publikowane nazwiska na krótkich listach. Jeśli chodzi o prywatyzację, z natury rzeczy nie można jej przeprowadzić w krótkim czasie. Znamy jednak plany prywatyzacyjne ministra, wiemy, które spółki będą prywatyzowane, a które pozostaną w rękach państwa.

Robert Gwiazdowski

Centrum im. Adama Smitha

- Trudno oceniać ministra, który zarządza niepotrzebnym resortem. MSP powinno być zlikwidowane, a centrum dowodzenia umieszczone w Ministerstwie Gospodarki. Aleksandrowi Gradowi należy się minus za brak odwagi i odwlekanie decyzji. Przykład to obawa przed podjęciem decyzji o zastawieniu nieruchomości Grupy Lotos dla zabezpieczenia kredytu. Wahanie szefa MSP będzie kosztowało spółkę kilka milionów dolarów. Powszechne konkursy do rad nadzorczych to gra pod publiczkę. Jeśli ma się do obsadzenia radę w poważnej spółce, powinno się zaprosić fachowców wysokiej klasy i zaproponować im, by w niej zasiedli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane