Gwiezdny pył obsypał cegłę

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-08-03 00:00

XVI Orange Prokom Open (OPO) na ceglastych kortach w Sopocie dotarł w singlu do ćwierćfinałów, a w deblu do półfinałów.

XVI Orange Prokom Open (OPO) na ceglastych kortach w Sopocie dotarł w singlu do ćwierćfinałów, a w deblu do półfinałów.

Męski OPO od sześciu lat jest jedynym w Polsce turniejem objętym kalendarzem Association of Tennis Professionals (ATP). W tym roku pula nagród wynosi 425 250 euro (od 59 200 za zwycięstwo singla do 425 euro za dotarcie do trzeciej rundy eliminacji). W tenisie kobiecym odpowiednikiem OPO jest J&S Cup, rozgrywany w maju w Warszawie i objęty cyklem Women’s Tennis Association (WTA) — ale jeszcze tylko przez rok. Perspektywy Sopotu są dużo lepsze — OPO uznany został za najlepiej zorganizowany w 2006 r. turniej ATP Tour w Europie. To prestiżowe wyróżnienie stało się dumą ojca turnieju Ryszarda Krauzego.

Organizacyjnie osiągnęliśmy już poziom europejski, ale sportowy poziom polskiego tenisa męskiego wciąż wywołuje frasunek kibiców i sponsorów. Trójka Polaków odpadła już z OPO 2007 i publiczność nie miała okazji do takiej chwili uniesienia, jak rok temu z okazji awansu Michała Przysiężnego do ćwierćfinału. W tej sytuacji nadzieją kibiców pozostaje debel, w którym nasi reprezentanci zagrają w półfinale.

Tradycją OPO są imprezy towarzyszące, odbywające się na również ceglastych kortach Arki Gdynia — mistrzostwa dziennikarzy, pokazowy trening zawodników z dziećmi, kiedyś także turniej pracodawców. Spośród nich najwyższy poziom sportowy prezentuje turniej Mercedesa, w którym profesjonaliści grają z amatorami w mieszanych parach. Owi amatorzy są klientami Mercedesa, co od razu ustawia ich tenisowo — jeśli ktoś trzyma w garażu merca, to stać go na najlepszego trenera i odpowiednią liczbę godzin na korcie. W turnieju firmy z gwiazdą w logo wystąpiły gwiazdy OPO — Nikołaj Dawidienko (Rosja, rozstawiony z jedynką), Tommy Robredo (Hiszpania, dwójka), Steve Darcis (Belgia) i Stefan Koubek (Austria). Wygrał debel Dawidienki, w którym partnerował mu biznesmen Drew Schaefer z USA, szef funduszu privite equity.

Ale prawdziwym hitem był występ wśród amatorów

55-letniego Guillermo Vilasa, zaproszonego z „dziką kartą”, czyli bez sprawdzania go, czy na pewno jeździ mercedesem. Argentyńska gwiazda, która trzydzieści lat temu była jedną z pierwszych rakiet świata (cztery triumfy w turniejach Wielkiego Szlema), gości na OPO co roku, ale dotychczas udzielała się tylko

pokazowo. Profesjonalista Darcis i amator Vilas zajęli drugie miejsce.