GZE chce odzyskać w tym roku 150 mln zł długów

Maria Trepińska
opublikowano: 2001-10-25 00:00

Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny traci cierpliwość i coraz częściej sięga po ostateczne rozwiązania — wyłączenie dostaw prądu. Dłużnicy winni są GZE około 400 mln zł. Zarząd gliwickiego zakładu liczy na obniżenie należności do 250 mln zł do końca 2001 r. Nie będzie to jednak łatwe.

Narasta napięcie między Górnośląskim Zakładem Elektroenergetycznym w Gliwicach a dużymi klientami spółki, którzy ociągają się z regulowaniem należności za energię. Zarząd GZE coraz częściej podejmuje działania restrykcyjne. Nie wiadomo dokładnie, ile firm może mieć odcięte dostawy prądu. Jest pewne, że GZE ostatnio przerwał dostawy energii dla węzła PKP w Tarnowskich Górach oraz Huty Łaziska.

Dłużnicy winni są gliwickiej spółce obecnie około 400 mln zł. Wśród największych są huty i spółki węglowe. Nikt nie jest jednak zainteresowany ujawnianiem ich nazw, ponieważ są to znaczący klienci, których GZE, mimo że zalegają z płatnościami, nie chce utracić. Wiadomo, że kłopoty gliwickiego zakładu to także efekt problemów branż, z którymi współpracuje, głównie przemysłu ciężkiego i PKP.

Jednak po zmianach właścicielskich w GZE na początku 2001 r., kiedy inwestorem spółki został szwedzki koncern Vattenfall, nastąpiła intensyfikacja działań zmierzających do obniżenia należności. Skandynawska firma oczekuje od zarządu GZE, że zacznie skutecznie ściągać przeterminowane zobowiązania. I tak się dzieje.

— Liczymy, że do końca 2001 r. uda się nam zmniejszyć długi do poziomu 250 mln zł — mówi Torbjörn Wahlborg, wiceprezes GZE.

Wiceprezes Wahlborg nie chce jednak ujawnić szczegółów dotyczących sposobów windykacji.

— Wykorzystujemy różne narzędzia, m.in. kompensaty, sprzedaż należności, oraz w ostateczności wyłączenia. Na bieżąco prowadzone są negocjacje z dłużnikami. W kwietniu tego roku wysokość należności sięgała 500 mln zł i udało się już ją zmniejszyć do 400 mln zł — dodaje wiceprezes GZE.

Wiadomo, że w ciągu trzech lat należności GZE powinny spaść do poziomu 10 proc. miesięcznej sprzedaży, czyli około 20 mln zł. Nie będzie to łatwe zadanie.

GZE wyłącza prąd na ogół na krótki okres, potem próbuje negocjować z dłużnikami. Tak było w przypadku Huty Łabędy z Gliwic, spółki ze 100-proc. udziałem Skarbu Państwa. Negocjacje trwają od sierpnia 2001 r. Zobowiązania HŁ wynoszą 15 mln zł.

— Miesięcznie huta kupuje energię średnio za około 5 mln zł. Zatem nasze zobowiązania nie są zbyt duże. Prowadzimy nadal negocjacje z GZE — mówi Stanisław Wilhelm Kirsz, prezes Huty Łabędy.

Jednocześnie hutnicy komentują, że w ciągu 1-1,5 roku cena energii wzrosła o blisko 52 proc., a wyrobów hutniczych około 4 proc.

Gliwicki zakład w sierpniu 2001 r. zawarł też porozumienie dotyczące spłaty zadłużenia Zakładu Wydobywczego Surowców Mineralnych Jadwiga, należącego do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Jednak w przypadku gdy firma nie będzie płacić — dostawy ponownie mogą zostać odcięte.

— Przykłady najostrzejszych sankcji to ZWSM Jadwiga, PKP, Huta Łaziska. Staramy się unikać takich metod i traktujemy je jako ostateczność — wyjaśnia Torbjörn Wahlborg.

GZE jest tylko dystrybutorem energii elektrycznej, musi na bieżąco płacić rachunki za dostawy.

— Jeśli klient nie reguluje należności za towar, jesteśmy zmuszeni do zaciągania kredytów pokrywających należności za energię, która została dostarczona nie płacącej firmie — dodaje Torbjörn Wahlborg.

Za pierwsze półrocze 2001 r. GZE wykazało 38 mln zł zysku netto, a w analogicznym okresie 2000 r. — 20 mln zł.