Nieoczekiwana zmiana na stanowisku prezesa Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego nie spowoduje rewolucji w strategii firmy. Wszystko wskazuje jednak na to, że Vattenfall, szwedzki inwestor GZE, będzie musiał skorygować zbyt ambitne plany dotyczące ściągania wierzytelności spółki.
Piotr Kołodziej, który przed niespełna tygodniem zajął fotel prezesa GZE w miejsce Piotra Kukurby, zapewnia, że zmiana personalna nie oznacza odwrotu od dotychczasowej koncepcji restrukturyzacji firmy.
— Będziemy kontynuować przyjęty w tym roku program restrukturyzacji GZE. Wprawdzie niektóre pojedyncze projekty zmian organizacyjnych trzeba będzie zweryfikować, ale strategia firmy pozostanie nie zmieniona — zapewnia nowy prezes, a do niedawna dyrektor zarządzający i członek zarządu gliwickiej spółki dystrybucyjnej.
Piotr Kołodziej zapewnia również, że pracownicy GZE nie muszą obawiać się zwolnień grupowych. Firma nie planuje też ograniczenia zatrudnienia poprzez program dobrowolnych odejść z pracy, podobny do zastosowanego przez belgijskiego Electrabela w Elektrowni Połaniec. Prezes nie ukrywa jednak, że w kilkuletniej perspektywie GZE będzie musiało dostosować się do zachodnich standardów zatrudnienia w branży.
— Vattenfall dotrzyma wszystkich zobowiązań, które podjął, podpisując z załogą GZE pakiet socjalny. Do obniżenia poziomu zatrudnienia będziemy dążyć zgodnie z przyjętym programem restrukturyzacji przez wyodrębnienie, a następnie usamodzielnienie spółek nie zaangażowanych w podstawową działalność GZE — mówi Piotr Kołodziej.
W tym roku dystrybutor zamierza sprzedać jeszcze dwie spółki zajmujące się działalnością pomocniczą.
— Sprzedaż jednej z nich już finalizujemy. Druga jeszcze nie ma nabywcy. Rozważamy również możliwość usamodzielnienia spółki Meden, sprawującej opiekę medyczną nad pracownikami GZE. W przyszłości chcemy także wprowadzić na rynek cztery spółki wykonawcze, w których do końca przyszłego roku znajdzie się część pracowników dotychczasowych 13 rejonów energetycznych — dodaje prezes.
Część ludzi znajdzie zatrudnienie w spółkach wyspecjalizowanych w obrocie energią i jej dystrybucji. Spółka Obrót Gliwice-GZE, która już od kilku lat sprzedaje energię w imieniu GZE, od 1 stycznia 2002 r. miała rozpocząć działalność na własny rachunek. Wygląda jednak na to, że przejęcie przez OG GZE wszystkich klientów spółki matki nie będzie na razie możliwe ze względu na ograniczenia wynikające z przepisów regulujących dostęp do rynku energii.
Szwedzki Vattenfall będzie musiał również pogodzić się z faktem, że trudno ściągalnych należności GZE nie da się zminimalizować w zaplanowanym wcześniej terminie. Gdy przygotowywano program restrukturyzacji spółki, trudne wierzytelności — wynikające głównie z niewypłacalności dużych odbiorców energii (hut, kopalni i PKP) — sięgały 500 mln zł. Vattenfall oczekiwał od GZE błyskawicznego wyegzekwowania spłaty zaległych należności. W ciągu trzech lat miały one zostać ograniczone do poziomu nie przekraczającego 10 proc. miesięcznej sprzedaży, czyli do około 20-30 mln zł. Nieoficjalnie wiadomo, że na koniec 2001 r. długi odbiorców wobec GZE miały zmaleć do około 50 proc. wyjściowego poziomu, czyli do blisko 250 mln zł. Dziś widać, że mimo wysiłków Torbjorna Wahlborga, wiceprezesa GZE odpowiedzialnego za egzekwowanie należności, zaplanowanych pułapów nie uda się osiągnąć w tak krótkim czasie.
— Zadłużenie odbiorców energii wobec GZE udało się ograniczyć do poziomu poniżej 400 mln zł, a do końca roku powinno ono spaść do około 350 mln zł. To dobry wynik, choć słabszy niż oczekiwano. Trzeba jednak pamiętać o tym, w jak trudnych warunkach działamy. Niewykluczone, że plany w tym zakresie będą wymagały weryfikacji — przyznaje Piotr Kołodziej.
Właśnie na dziś Urząd Regulacji Energetyki zapowiedział decyzję w sprawie cenowego sporu między GZE a Hutą Łaziska, jednym z największych klientów gliwickiego dystrybutora.