Handel wolny z zastrzeżeniami

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-06-19 00:00

Szczyt G8 w hotelowej fortecy Lough Erne w Irlandii Północnej potwierdził, że efektywność takich zbiórek jest bardzo niska.

Potentaci teoretycznie pochylają się z troską nad globalnymi problemami i wypracowują środki zaradcze, wykorzystając swoją realną (a nie wirtualną, jaką ma np. ONZ) moc decyzyjną. Rangę G8 obniża jednak brak Chin. A poza tym co tu można, gdy nad obradami ciężko wisi atmosfera zimnej wojny Baracka Obamy z Władimirem Putinem w kwestii Syrii i przyszłości jej dyktatora Baszara el-Asada.

Dorobek bardzo kosztownego dla brytyjskich podatników szczytu to głównie dyplomatyczne komunały. Żeby odkryć, że raje podatkowe są be, a globalne perspektywy ekonomiczne pozostają osłabione, chociaż dzięki działaniom m.in. Eurolandu zagrożenia się zmniejszyły — nie trzeba się zamykać za drutami kolczastymi. Konkret padł tylko jeden — ogłoszono, że w lipcu wreszcie rozpoczną się rokowania w sprawie umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Trudno prognozować, ile lat potrwają, ale będzie to największe dwustronne porozumienie handlowe w dziejach. Przy okazji ciekawostka — w obszarze biznesu USA jednak szanują podmiotowość prawną UE, gdy w kwestiach wizowych wciąż traktują każde państwo członkowskie odrębnie.

Pierwsze kłody zostały rzucone rokowaniom po naszej stronie Atlantyku. Francja żąda utrzymania barier ochronnych, ale nie w rolnictwie, przemyśle samochodowym czy elektronice, lecz w przemyśle… muzyczno-filmowym. Takie żądanie ma merytoryczny sens, jako że kulturowa amerykanizacja i jałowienie Europy postępuje w zastraszającym tempie. Każdy wyjątek przekreśla jednak samą ideę wolnego handlu. Dlatego Jose Manuel Barroso ocenił postawę Paryża już na starcie rokowań jako… „reakcyjną”. Będzie się działo…