Handlowcy reagują, gdy jest już za późno

Zgutka Małgorzata
opublikowano: 1999-02-01 00:00

Handlowcy reagują, gdy jest już za późno

Integracja polskiego handlu

CORAZ GORZEJ: Pierwsze 4 lata rozwijaliśmy się dynamicznie. Teraz jest znacznie gorzej. W 1998 roku osiągneliśmy obroty w granicach 300 mln zł — tłumaczy Józef Grajewski, prezes Predomu.

fot. Małgorzata

Pstrągowska

Tworzenie sieci handlowych w Polsce nie jest proste. Niechętnie podchodzą do tego same sklepy. Ich właściciele dużo mówią o integracji handlu. Nie chcą jednak ponosić obowiązków z nią związanych.

Boom na tworzenie polskich sieci handlowych zaczął się wraz z pojawieniem się pierwszych zachodnich hipermarketów.

— Łączenie polskiego kapitału to jedyna forma obrony przed zachodnią konkurencją — wyjaśnia Józef Grajewski, prezes sieci sklepów przemysłowych Predom.

Jego zdaniem, mimo że wiele sieci już działa, jest ich wciąż za mało. Podstawową barierą na drodze do ich powiększania są właściciele sklepów, którzy nie chcą łączyć się z innymi placówkami.

— Łudzą się, że ich nie dotkną poważne trudności. Poza tym nie rozumieją idei działania w takiej strukturze — wyjaśnia Krzysztof Kreczmer, dyrektor sieci sklepów spożywczych Chata Polska.

Twierdzi, że pierwsze trudności pojawiają się, gdy właściciele placówek dowiadują się, że przynależność do sieci wiąże się dla nich z określonymi obowiązkami.

Zapał słabnie

— Wystarczy, że postawi się im warunki wyłożenia na rzecz sieci pieniędzy, zmiany wyglądu sklepu, a od razu ich zapał do działania słabnie — tłumaczy Krzysztof Kreczmer.

Przyznaje, że większość zrzeszonych w Chacie Polskiej sklepów nie zgłosiła się do niej sama. Trzeba było je do tego namawiać i przekonywać.

Od dłuższego czasu sieć Predom szuka krajowego partnera, który dysponuje sklepami z tej samej branży i kapitałem.

— Polscy handlowcy podchodzą do siebie z nieufnością. Boją się, że kondycja finansowa firmy proponującej współpracę może nie być najlepsza — twierdzi Józef Grajewski.

Za późno

Zdaniem Stanisława Filipka, pełnomocnika zarządu Marcpolu, polscy handlowcy ze zrzeszaniem się w sieci zwykle zwlekają do ostatniej chwili. Reagują, gdy w ich sąsiedztwie pojawia się zachodni hipermarket.

— Kiedyś Marcpol próbował skoncentrować kapitał polskich producentów i handlowców w sieci Polmy. Nie do końca była to udana inicjatywa. Problem polega na tym, że tam gdzie jest dwóch Polaków, tam są trzy zdania — tłumaczy Stanisław Filipek.

Według Andrzeja Lewińskiego, prezesa Polskiej Izby Handlowej, to co w Niemczech budowano przez 50 lat — Polacy, by przetrwać, muszą zrobić w pięć.

— Za szybko, na dogodnych dla nich warunkach, weszły do nas olbrzymie koncerny zagraniczne. U siebie dostają preferencyjne kredyty na inwestycje w Polsce. Dodatkowo nie wykazując tutaj zysków, które transferują za granicę, zwolnione są od podatku. Nie mamy szans, by z nimi walczyć — żali się Andrzej Lewiński.

Jego zdaniem, wielu handlowców nie walczy o swoje sklepy. Dostając od zachodnich sieci propozycje sprzedaży, długo się nie zastanawiają. Sprzedają. Zachodni kapitał najchętniej inwestuje w sieci jednorodne kapitałowo.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że propozycje sprzedaży swojej sieci rozważa Marcpol, prowadzący ponad 60 sklepów.

— Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Dostawaliśmy różne oferty. Na razie nie udzieliliśmy żadnej odpowiedzi — wyjaśnia Stanisław Filipek.

Małgorzata Zgutka