Czytasz dzięki

Hapipożyczki wiedzą, jak przetrwać

opublikowano: 14-05-2020, 22:00

Nowy produkt, rentowny mimo limitu kosztów, samodzielna windykacja i doświadczenia z wielu kryzysów — taką bronią nowy szef firmy pożyczkowej walczy ze skutkami epidemii

IPF Digital to pozabankowy pożyczkodawca i krewniak Providenta, który od pięciu lat prowadzi działalność na polskim rynku pod szyldem Hapipożyczki. Z początkiem kwietnia — czyli w newralgicznym momencie, gdy gospodarkę trawi koronawirus, a branżę pożyczkową cisną limity kosztów wprowadzone w ramach tarczy antykryzysowej — stery firmy nad Wisłą przejął Paweł Kamiński.

Hapipożyczki, na czele których niedawno stanął Paweł Kamiński,
specjalizują się w pożyczaniu przez internet. Społeczna izolacja jest wodą na
młyn ich biznesu, trudno jednak mleć wnioski pożyczkowe, gdy ryzyko
niespłacalności jest zbyt duże.
Zobacz więcej

KONIUNKTURA I SZKOPUŁ:

Hapipożyczki, na czele których niedawno stanął Paweł Kamiński, specjalizują się w pożyczaniu przez internet. Społeczna izolacja jest wodą na młyn ich biznesu, trudno jednak mleć wnioski pożyczkowe, gdy ryzyko niespłacalności jest zbyt duże. Fot. Marek Wiśniewski

Wysychające źródło

— Nowe limity kosztów pozaodsetkowych mocno wpływają na rentowność całego sektora pożyczkowego. Problemem jest również to, że wprowadzając je, odcięto sporą część klientów od tego typu finansowania ze względu na zbyt duże ryzyko. Firmy muszą po prostu zdecydowanie ostrożniej zarządzać kapitałem — mówi Paweł Kamiński, szef Hapipożyczek, które obsługują około 50 tys. klientów w Polsce.

Szacuje się, że zeszłym roku rynek był wart 6-8 mld zł, BIK i Crif alarmują, że w tym stopniał już o około 60 proc. IPF Digital, który obecnie pożycza 2-15 tys. zł na 6-24 miesiące, nie dzieli się z rynkiem wynikami. Jemu jednak też się nie upiekło.

— Wolumen udzielonych pożyczek skurczył się o około połowę, co jest pokłosiem otoczenia makroekonomicznego. Wskutek okrojenia działań marketingowych spadła też liczba wniosków, ale nieznacznie — nadal obserwujemy duże zapotrzebowanie konsumentów na finansowanie — twierdzi menedżer.

Gotowi na wszystko

Nowy szef z IPF Digital związany jest od ponad dwóch lat, a z branżą finansową od ponad dekady. Wyzwań się nie boi — wierzy, że poradzi sobie z kryzysem, bo za jego czasów firma wielokrotnie i na różnych rynkach (działa w Europie Środkowej i Wschodniej, Meksyku, Finlandii, Estonii, na Łotwie i w Australii) zmagała się z trudnościami i kreśliła różne scenariusze na okoliczność kryzysu. Dzięki temu ma gotowy plan.

— Już pracujemy nad nowym produktem — skrojonym na miarę klienta, a jednocześnie rentownym dla firmy dzięki skróceniu okresu finansowania, co pozwoli szybciej uwalniać kapitał. Wprowadzimy go do oferty w ciągu najbliższych miesięcy. Na tym etapie nie mogę ujawnić więcej szczegółów — informuje Paweł Kamiński.

W kuluarach branża rozmawia o tym, że nowe limity — teoretycznie wprowadzone na rok — mogą stać się standardem na wiele lat. Na tę ewentualność Hapipożyczki też są przygotowane.

— Niezależnie od rozstrzygnięcia pozostaniemy w Polsce. Doświadczenia IPF Digital na różnych rynkach napawają nas optymizmem. Za każdym razem udawało się przetrwać ciężkie czasy i umocnić pozycję — mówi Paweł Kamiński.

Elastyczne podejście

Obecnie pożyczkodawca przywiązuje dużą wagę do obsługi bieżącego portfela. Z dobrym skutkiem.

— Pożyczki spłacają się jeszcze lepiej niż przed pandemią. W przypadku rat z pierwszym terminem wymagalności wskaźnik poprawił się o 2-3 pkt proc. W obecnej sytuacji gospodarczej uważam to za sukces — stwierdza menedżer.

Jego zdaniem to zasługa pracowników, którzy nie tylko sprawnie przeszli w tryb pracy zdalnej, ale też poszerzyli kompetencje i dziś zajmują się również tzw. miękką windykacją. Dotychczas spółka zlecała to zadanie zewnętrznym usługodawcom. Dziś powierza im tylko długi mocno przeterminowane. Dzięki temu utrzymała miejsca pracy. Podobne rozwiązania zastosowała w innych obszarach, np. pośrednictwie.

— Zapobiegamy problemom. Jeszcze przed terminem spłaty raty kontaktujemy się z klientem, poznajemy jego potrzeby, a gdy sytuacja tego wymaga, proponujemy wakacje kredytowe — mówi Paweł Kamiński.

Wakacje Hapipożyczki miały w ofercie na długo przed wybuchem pandemii — klienci mogli skorzystać z miesięcznej przerwy w spłacie. Dziś firma podchodzi do tematu bardziej elastycznie i, co ważne, nie pobiera opłat.

— Klienci mogą skorzystać z miesięcznych wakacji nawet cztery razy w czasie trwania pożyczki. Między wakacjami powinna zostać zapłacona przynajmniej jedna rata, ale w tej kwestii też jesteśmy bardzo elastyczni i ugodowi. Zależy nam na tym, aby klienci byli zadowoleni z obsługi i zostali z nami jak najdłużej. Na początku pandemii zainteresowanie wakacjami wzrosło z 3 do 7 proc., obecnie maleje — mówi szef Hapipożyczek.

OKIEM KONKURENCJI

Dobra zmiana

GRZEGORZ SZULIK, prezes Provemy

W tym biznesie kluczowe są trzy parametry: koszt kapitału, działalności i liczba niespłaconych pożyczek. Jeśli udaje się zachować zdrowy balans pomiędzy nimi, biznes będzie rentowny. Skrócenie okresu udzielenia pożyczki pozwala szybciej uwolnić kapitał i więcej razy nim obrócić. To dobry kierunek zmian. My również skróciliśmy czas umowy udzielenia pożyczki z 6 do 4 miesięcy. Na zmianach regulacyjnych najbardziej ucierpiały firmy, które miały apetyt na ryzykownych klientów lub oferowały długoterminowe pożyczki. Podejrzewam, że wiele z nich już dostosowało model biznesowy do obecnych warunków albo właśnie to robi. Przed branżą stoi jeszcze wiele wyzwań. Konieczne jest obniżanie stałych kosztów działalności i inwestowanie w rozwiązania fintechowe. Co więcej, uważam, że od czasu do czasu wstrząs na rynku jest potrzebny, ale mam nadzieję, że legislatorzy zatrzymają się na tych zmianach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane