Hiszpańskie banki straszą Europę

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-04-16 00:00

Rządowi w Madrycie przybywa powodów do zmartwień. Problemem jest nie tylko dług publiczny, ale też system finansowy.

Sytuacja w Hiszpanii coraz mocniej niepokoi rynki finansowe. Inwestorzy mają obawy związane z wypłacalnością hiszpańskiego rządu, ale też systemem bankowym.

Jak podał Europejski Bank Centralny (EBC), w samym marcu hiszpańskie banki pożyczyły w nim 147 mld EUR. Czyli w miesiąc niemal podwoiły swoje zobowiązania wobec instytucji z Frankfurtu (na koniec marca wyniosły one 316 mld EUR). Hiszpańskie banki jeszcze nigdy tak desperacko nie szukały finansowania za granicą.

Promocyjna kroplówka

Z jednej strony szeroki strumień, jakim nowo wykreowany pieniądz popłynął do Hiszpanii, to dobry znak. Banki zagwarantowały sobie dzięki temu tanie długoterminowe finansowanie.

Korzystały bowiem głównie z „promocji”, którą w marcu zorganizował bankom EBC (tzw. operacja LTRO). Przez chwilę udzielał bankom taniego pieniądza: na 1 proc. rocznie, na trzy lata, przy łagodnych wymogach dotyczących zastawu. Co trzeci bank, który zgłosił się po te pieniądze, był z Hiszpanii.

— Głównym założeniem operacji LTRO było zachęcenie europejskich banków, by sięgnęły po tak dużą kwotę, jaką tylko chcą. Hiszpańskie banki właśnie to zrobiły — twierdzi Gilles Moec, ekonomista Deutsche Banku. Z drugiej strony ujawnione przy tej okazji potrzeby pożyczkowe hiszpańskich banków budzą niepokój na rynkach. Pokazują, że sektor ma poważne problemy, co zagraża stabilności całej strefy euro.

Pole minowe

Gdyby gospodarka spowolniła nieco bardziej, niż się zakłada, część banków mogłaby stracić płynność. Żeby system finansowy kraju się nie wywrócił, do akcji musiałby wkroczyć hiszpański rząd, dokapitalizowując chwiejące się banki, czyli zwiększając deficyt i dług publiczny. Możliwość takiego przebiegu zdarzeń potwierdził ostatnio nawet Miguel Angel Fernandez Ordonez, prezes hiszpańskiego banku centralnego.

Tymczasem inwestorzy już mają wątpliwości, czy Hiszpania będzie w stanie spłacać swoje długi. Gdyby rząd, obciążony dodatkowo kosztami ratowania banków, musiał wystąpić po zewnętrzną pomoc finansową, oznaczałoby to dla Eurolandu spełnienie się najczarniejszego scenariusza. Hiszpania zafundowałaby strefie euro znacznie większy wstrząs niż ten, który wywołała Grecja.

Dlatego po danych o pożyczkach hiszpańskich banków z EBC w górę poszło oprocentowanie obligacji kraju — z 5,82 do 5,92 proc., a akcje hiszpańskich banków na giełdzie w Madrycie (BBVA, Bankia, Caixabank) spadły o około 2 proc.

— Reakcja rynków pokazuje, jak bardzo nerwowe jest otoczenie gospodarcze. Hiszpański rząd, mimo wprowadzania oszczędności budżetowych, nie jest w stanie przekonać inwestorów, że panuje nad sytuacją — twierdzi Norbert Aul, strateg Royal Bank of Canada.