Golf i żeglarstwo. Szefowie giełdowego debiutanta zainteresowali się nimi przez przypadek. Przypadek związany z pracą w LSI.
Prezes i główny udziałowiec LSI Software założył ją wraz z trzema innymi osobami (jako Laser) przed ukończeniem szkoły średniej. Pod koniec lat 80. przerwał naukę w technikum elektronicznym i wyjechał na saksy do Niemiec.
— Robiłem właściwie wszystko, za co w miarę sensownie płacili — wspomina Grzegorz Siewiera, prezes LSI Software.
Informatycy z przypadku
Po dwóch latach wrócił do Polski. Kontynuował naukę w zaocznym liceum ogólnokształcącym. Potem rozpoczął studia z zarządzania i marketingu.
Firma, której współudziałowcem został po powrocie z Niemiec, sprzedawała komputery.
— Trochę się na tym znałem. Takie maszyny jak ZX Spectrum były moim hobby sprzed wyjazdu. Za granicą też korzystałem z komputera, i to nie tylko do gier — zaznacza Grzegorz Siewiera.
W 1999 r. wchłonęli Geosoft. Jego udziałowcy objęli udziały w LSI, wnosząc aportem prawa do oprogramowania — trzonu obecnej oferty.
— Upatrywałem dużych szans w oprogramowaniu — mówi Grzegorz Siewiera.
Jednym ze wspólników został obecny wiceprezes — Paweł Tarnowski. Ma za sobą studia informatyczne.
— Na początku z przerażeniem stwierdziłem, że nie wiem, o co na tym kierunku chodzi. Poszedłem do dziekana i powiedziałem, że tak naprawdę to chciałem na inny. On do mnie: niech pan spokojnie poczeka dwa tygodnie, jak nie będzie panu odpowiadało, to przepiszę pana na elektronikę. Więcej do tematu nie wracałem — opowiada Paweł Tarnowski.
Niedługo po wchłonięciu Geo- softu firma postanowiła wyjść poza rynek łódzki. Otworzyła oddział w Warszawie, ale przynosił straty. Na dodatek jego uruchomienie zbiegło się z krachem internetowym, który odbił się na branży IT.
Spółka pozbierała się akurat wtedy, gdy Polska kupiła myśliwce F-16. Udział w offsecie wydawał się znakomitym pomysłem. LSI przeszło wstępną selekcję. Jej szefowie polecieli do Austin w Teksasie na dalsze rozmowy. Doszli po nich do wniosku, że Amerykanie nie mają nic do zaoferowania. Po programie została w LSI tabliczka pamiątkowa na marmurowym podkładzie. Stoi na ściance działowej przy stanowisku szefa. Otaczają ją trofea golfowe, bo szef jest zapalonym golfistą. Otworzył wortal golfowy, tłumaczył książki o tej tematyce, był nawet współudziałowcem firmy sprowadzającej sprzęt i prowa- dzącej rodzaj pola golfowego pod dachem.
Z firmy na boisko
Golfem zainteresował się dzięki pracy w LSI. Do gry przekonał go na początku lat 90. Piotr Kozłowski, obecny prezes IFS Central & Eastern Europe, wtedy pracownik koncernu EDS, którego podwykonawcą było LSI.
— Golfa uważałem wtedy za sport dla dziadków i snobów. Ponieważ weekendy często spędzałem w Warszawie, Piotr zabierał mnie na pole. Wciągnęło mnie — opowiada Grzegorz Siewiera.
Wiceprezes z kolei woli żeglarstwo.
— Namówił mnie prawnik, który dla nas pracował. Pływa także moja żona, nawet dzieci mają patenty — dodaje Paweł Tarnowski.
Żeglarstwo nie zafascynowało jednak jego szefa. Mimo że przez kilka sezonów w łódzkiej amatorskiej lidze CNBA występowała firmowa drużyna LSI, jego zastępca nie przekonał też założyciela spółki do koszykówki.
— Pracujemy razem. To wy- starczy — komentuje Grzegorz Siewiera.
