Holding zastąpi ministerstwo

opublikowano: 25-01-2016, 22:00

O zarządzaniu państwowymi spółkami, wynagrodzeniach i kompetencjach prezesów, likwidacji resortu skarbu — mówi Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa

„Puls Biznesu”: Jaka jest misja ministra skarbu? Dawid Jackiewicz: Cel, który sobie postawiłem, to uporządkowanie nadzoru właścicielskiego. Że jest to konieczne, przekonałem się podczas 8 lat pracy w sejmowej Komisji Skarbu Państwa. To, co najbardziej kłuło w oczy — niezależnie od tego, kto był ministrem — to brak spójnej koncepcji, po co w ogóle jest majątek państwowy nadzorowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Jedyne, co się przebijało, to chęć pobierania dywidend, czyli cel fiskalny. Nie było spójnej polityki dotyczącej tego, jak podmioty państwowe mają wspólnie działać, rozwijać się, pozytywnie wpływać na rozwój gospodarki czy konkurować z podmiotami zagranicznymi. Mało tego — strategie, które rząd przedstawiał, były przez niego kompletnie lekceważone.

Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa
Zobacz więcej

Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa Marek Wiśniewski

Jakiś przykład?

Choćby Lotos. Ministrowie Grad i Budzanowski chcieli go sprywatyzować, mimo że w rządowej strategii dla sektora paliwowego i planach prywatyzacji na lata 2008-13 było zapisane, że prywatyzowany nie będzie. Gdy podniosłem tę kwestię w Sejmie, minister odpowiedział, że po sprywatyzowaniu Lotosu strategię dostosuje się do nowej sytuacji. Minister chciał prywatyzować spółkę i pozyskać kilka miliardów złotych w sytuacji, gdy właśnie zrealizowała inwestycję za 5,5 mld, a na kontach miała kilkaset milionów złotych tylko dlatego, że były gwałtowne potrzeby budżetowe. Chcę to zmienić — wprowadzić spójną wizję dla państwowego majątku, po co on jest, jak ma służyć i dla kogo pracować. Stworzymy jedną strategię dla całej grupy kapitałowej, jaką tworzą spółkiskarbu państwa, i tak uporządkujemy nadzór, aby był nowoczesny i odpowiadał standardom zachodnim.

Jak pan sobie wyobraża tę grupę kapitałową. To będzie sformalizowany twór?

W pierwszym kwartale zakończymy prace koncepcyjne i przedstawimy propozycję pierwszej od 20 lat gruntownej zmiany sposobu zarządzania państwowymi spółkami. Na pewno zlikwidowane zostanie Ministerstwo Skarbu Państwa, które dziś jest administracyjnym molochem, zatrudniającym ponad 500 osób i zajmującym się dziesiątkami procesów, które pochłaniają ogromną ilość czasu i nakładów pracy, nie pozwalając na skoncentrowanie się na zarządzaniu spółkami strategicznymi. Powstanie nowy podmiot, nie ministerstwo, lecz rodzaj agencji czy holdingu. Celem tej operacji jest doprowadzenie do tego, by państwowe podmioty były mocne i zdolne do konkurowania z zagranicznymi i dominowały na rynkach w naszym regionie.

Kiedy to się stanie?

W 2017 r. Konkretną datę będę mógł określić, gdy zakończymy wszystkie analizy, ale z pewnością w przyszłym roku Ministerstwo Skarbu Państwa przejdzie do historii.

Do tego nowego podmiotu trafi 100 kluczowych spółek?

Pracuje specjalny zespół doradców, który przygotowuje koncepcję: począwszy od tego, w co ministerstwo powinno się przekształcić, skończywszy na tym, które spółki powinny podlegać nowemu podmiotowi oraz jakie będą zasady zarządzania i podstawy prawne.

Ten nowy podmiot będzie się nazywał Polska Grupa Narodowa?

Jest kilka pomysłów na nazwę. Jeszcze nie ma decyzji.

Pan widzi się w roli szefa tego holdingu?

To będzie decyzja premiera. Moim zadaniem jest przygotowanie podwalin do powstania efektywnego i nowoczesnego nadzoru. Kwestia, kto będzie nim kierował, nie jest w tej chwili najważniejsza.

Słychać, że wolałby pan być prezesem KGHM?

Nawet przez pięć minut nie rozważałem opcji przejścia do jakiejkolwiek spółki skarbu państwa.

Dziś w polskim prawie nie ma czegoś takiego jak spółka holdingowa, o co od lat upominają się przedsiębiorcy.

Dostrzegamy ten problem również z poziomu grup kapitałowych skarbu państwa i analizujemy możliwość zainicjowania odpowiednich zmian w prawie.

Wróćmy do porządkowania nadzoru. Jak pan to rozumie?

Spółki państwowe muszą podlegać regułom gry stworzonym przez głównego akcjonariusza — skarb państwa, ponieważ mają misję, jak choćby zapewnienie państwu bezpieczeństwa energetycznego. Wiem, że czasami skarb ma tylko 20-30 proc. akcji, ale spółki, o których mówimy, ze względu na rolę w polskiej gospodarce muszą być traktowane wyjątkowo. Porządkowanie nadzoru to również wytyczne, jak powinny być wynagradzane zarządy i rady nadzorcze. Pewnie niektórzy się oburzą, niektórzy akcjonariusze będą uważali, że to zbyt daleka ingerencja, ale chcemy, aby te zasady zostały wreszcie uporządkowane i uregulowane według reguł obowiązujących na świecie. Nie będę sam ustalał pensji prezesa, ale przedstawiciel skarbu państwa na walnym zgromadzeniu czy posiedzeniu rady nadzorczej zadba o zachowanie przejrzystych, określonych w nowej ustawie, zasad wynagradzania.

Kłują pana w oczy obecne wynagrodzenia prezesów państwowych spółek?

Są źle skonstruowane. Jest niewielka różnica między wynagrodzeniami prezesów spółek, które zarządzają majątkiem wartym miliardy, realizują strategiczne inwestycje z punktu widzenia państwa, a tymi, którzy zarządzają spółką średniej wielkości i znaczenia. Prezes PKS a prezes PGE to zupełnie inne kategorie. Uznaniowość zostanie zastąpiona precyzyjnymi i jasnymi regułami.

Czyli...

Podzielimy spółki na kilka kategorii z różnymi poziomami podstawowej pensji. Im większy i bardziej istotny podmiot, tym wyższe wynagrodzenie. Uzależnimy też poziom pensji od wyników spółki. Koniec z sytuacją, że prezes zarabia dużo, a spółka ma się źle. Taka ustawa będzie gotowa za kilkanaście tygodni.

Obejmie też menedżerów, którzy niedawno podpisali kontrakty?

Tak, mamy nadzieję, że nowe władze spółek przyjmą, iż takie jest oczekiwanie nie tylko rządu, ale przede wszystkim społeczeństwa. W trakcie spotkań poselskich z wyborcami wielokrotnie słyszałem, jak ludzie reagują, gdy słyszą, że prezes państwowej spółki zarobił 3 mln zł rocznie, że ktoś przepracował pięć miesięcy i dostał milionową odprawę. Trzeba skończyć z przepychem i uznaniowością, stosować przejrzyste zasady. Jeśli rada nadzorcza będzie chciała zrobić odstępstwo, to będzie musiała podać do publicznej wiadomości szczegółowe uzasadnienie.

Zniknie ustawa kominowa?

Zlikwidujemy fikcję, z jaką mamy do czynienia na skutek funkcjonowania „dziurawej” ustawy kominowej.

Pensje będą rynkowe, tzn. prezes PKO BP będzie zarabiał tyle, ile prezes Pekao?

Nie hołduję zasadzie, że prezesi państwowych spółek muszą zarabiać tyle, co w prywatnym biznesie. W tych spółkach mają pracować menedżerowie kompetentni i ponoszący odpowiedzialność, ale jednocześnie tacy, którzy rozumieją, że są to spółki z określoną misją, wykraczającą poza zarabianie i maksymalizację zysków.

To dlatego zrezygnował pan z konkursów do zarządów?

Konkursy były fikcją, listkiem figowym do nominacji z góry określonych osób. Nie chcę robić kastingów, w których wyniku w najważniejszych spółkach pojawią się menedżerowie chwalący się dyplomami renomowanych uczelni, ale niekoniecznie identyfikujący z interesami gospodarczymi naszego kraju. Musimy mieć wpływ na to, kto zarządza państwowymi spółkami. Nie zamierzam zasłaniać się komisją konkursową i jestem gotów brać odpowiedzialność za wyłanianie ludzi gotowych do pracy dla kraju.

Ograniczenie zarobków nie odbije się na poziomie zarządzania?

Przecież spółki francuskie czy niemieckie są ekspansywne, inwestują m.in. w Polsce. Irytuje mnie przeświadczenie, że jak coś jest państwowe, to musi być gorzej zarządzane i na przegranej pozycji. To jakieś kompleksy. A co z Vattenfallem, z CEZ? To państwowe spółki, ale dobrze zarządzane. Nie mam kompleksów. Jestem przekonany, że znajdę menedżerów, którzy będą gotowi za mniejsze pieniądze — choć nie radykalnie — zarządzać i że będą to robili z sukcesem na arenie międzynarodowej.

Jakie kompetencje powinien mieć prezes państwowej spółki?

Wszystkie przymioty menedżera: dobrze wykształcony, przygotowany menedżersko, kompetentny, doświadczony… ale najważniejsze, by miał pełne zrozumienie, gdzie jest punkt odniesienia w jego działalności. To strategie przyjęte przez rząd. Musi się z nimi identyfikować. Tym różnią się firmy państwowe od prywatnych. Jeśli rząd mówi, że trzeba budować elektrownię w Opolu, to trzeba, bo choć projekt w krótkiej perspektywie nie jest szczególnie atrakcyjny finansowo, to inwestor realizuje ważniejszy cel, jakim jest zapewnienie dostaw prądu. Ale uwaga: musimy zapewnić takie warunki, by menedżerowie nie musieli obawiać się odpowiedzialności za podejmowanie trudnych decyzji inwestycyjnych, których podstawowym założeniem jest realizacja interesów gospodarczych państwa.

Czy odwołani przez pana menedżerowie nie spełniali tych kryteriów?

Wielu prezesów ciągle piastuje funkcje. Zmiany — choć głośne — objęły kilka, może kilkanaście procent spółek podlegających ministrowi. Z byłymi prezesami Orlenu czy PZU rozmawiałem. Uważam, że mają pewne kompetencje do zarządzania, ale nie widziałem możliwości współpracy. Dlatego po dżentelmeńsku się rozstaliśmy. Wcześniej przyjęta formuła współpracy zwyczajnie się wyczerpała. Zmiana warty w najważniejszych spółkach — wbrew obawom — nie skończyła się problemami. Myślę, że nowe władze spółek uspokoiły obserwatorów.

Proces wymiany prezesów zakończył się czy dopiero zaczyna?

Nie zakończyliśmy jeszcze tego procesu.

Prezes Jasiński spełnia kryteria, o których pan mówił?

Ma wiele cech, które doceniam, ale to, co go szczególnie wyróżniało wśród kandydatów, to bardzo silne umocowanie polityczne.

To atut?

Tak, bo Orlen to najważniejszy podmiot w polskim sektorze paliwowym, a chcemy, by był najsilniejszy w regionie. Jeśli tak, to musi kierować nim prezes, który ma bezpośredni kontakt z premierem, rozumie, jak są podejmowane decyzje polityczne, i w tym uczestniczy. Orlen ostro rywalizuje z bardzo ekspansywnymi podmiotami rosyjskimi i prezes musi to rozumieć. Jeśli Gazprom realizuje politykę gospodarczą Rosji, to równie dobrze Orlen może realizować politykę Polski.

To jaki jest pomysł na Orlen?

Dementuję krążącą plotkę, że trwają zaawansowane analizy połączenia Orlenu, PGNiG i Lotosu. Taka koncepcja przewijała się od wielu lat, nie jest to więc coś nowatorskiego. Na razie jedynie dyskutujemy wewnątrz resortu, co można zrobić, by tchnąć w nadzorowane podmioty nowe życie i wykorzystać synergie. Zresztą nie dotyczy to tylko tych spółek, bo rozważamy różne koncepcje łączenia innych, by przekroczyły masę krytyczną pozwalającą na rywalizację na rynku europejskim czy stały się istotnymi graczami na rynku krajowym. Już zidentyfikowaliśmy 19 obszarów, w których przez fuzje i przejęcia takie podmioty można zbudować: począwszy od energetyki, przez przetwórstwo rolne i spożywcze po sektor budowlany. Do skarbu należą spółki, które po skonsolidowaniu mogłyby stać się silnym podmiotem, zdolnym konkurować z podmiotami prywatnymi.

Konsolidacja, a potem prywatyzacja?

Będą prywatyzacje. Są spółki, dla których nie ma uzasadnienia, by były państwowe, bo zajmują się wynajmem hal czy transportem. Jednak jestem przeciwny temu, co robił poprzedni rząd, czyli dalszej prywatyzacji spółek ważnych dla Polski, np. KGHM. Obawiam się, czy obecny udział w akcjonariacie nie jest zbyt niski z punktu widzenia ochrony interesów skarbu państwa. Gdybym dysponował czarodziejską różdżką lub pieniędzmi, to przywróciłbym stan własnościowy sprzed decyzji rządów PO, by państwo znów posiadało ponad 40 proc. akcji KGHM.

Ale nie ma pan.

Różdżki nie mam, ale nie oznacza to, że to, co dziś wydaje się nierealne, kiedyś nie może się zmaterializować.

Są inne spółki, gdzie udział skarbu państwa jest zbyt niski?

Grupa Azoty. Obecność Rosjan w akcjonariacie jest bardzo niekorzystna dla polskichinteresów, dlatego szczególnie mocno koncentrujemy się na tej spółce.

Przecież w statutach są zapisy gwarantujące skarbowi kontrolę.

Tak, ale nie są to tak silne zapisy, by spać spokojnie. Najlepszym rozwiązaniem jest taki poziom naszego zaangażowania, który wyklucza wrogie przejęcie. Ustawa o ochronie inwestycji przyjęta przez PO była niedokończona, bo nie powstała lista spółek chronionych. Posłowie ją nowelizują, a wkrótce powołamy komisję i opracujemy listę spółek chronionych. Na pewno znajdzie się na niej KGHM. Zyskamy narzędzia, by interweniować w sytuacji kryzysowej.

Potrzebujemy w Polsce giełdy?

Pani prezes Małgorzata Zaleska złożyła obietnicę przedstawienia pomysłu na rozwój rynku kapitałowego i impuls prorozwojowy dla GPW. Giełda powinna istnieć i się rozwijać. Trzeba to wesprzeć również zmianami legislacyjnymi. Potrzebne jest choćby uproszczenie procedur i zmniejszenie opłat.

Kiedyś była koncepcja, by podmioty notowane miały preferencje podatkowe, co miałoby skłonić prywatne firmy do upublicznienia.

Jeśli taka koncepcja będzie spójna, to będę do niej namawiał ministra finansów. To nie powinno być trudne, bo w obozie, z którego pochodzę, wszyscy są zgodni, że giełda powinna być polska, mocna, rozwijać się i budować znaczenie w regionie, choć niekoniecznie dzięki aliansowi z giełdą wiedeńską.

Spółki państwowe — Orlen, PGNiG, KGHM czy PZU — mocno postawiły na ekspansję zagraniczną. Powinny to kontynuować czy mają się skoncentrować na rozwoju biznesu w kraju?

Potrzebny jest balans, czyli wykorzystanie szans na polskim rynku i budowanie pozycji polskich czempionów za granicą, szczególnie na naturalnych dla nas rynkach, jak Ukraina, Czechy czy Słowacja. Sprzyjałbym PKO BP, gdyby rozwijało się w regionie, pomagając jednocześnie rozwijać się polskim przedsiębiorcom. Inwestycje typu Quadra mają sens, ale w tym konkretnym przypadku potrzebny jest audyt, by rzetelnie sprawdzić, czy jest to inwestycja opłacalna. Mówię tu o rozjechaniu się kosztów zakładanych i realnych oraz tym, że zwrot z tej inwestycji prawdopodobnie osiągnięty zostanie dużo później, niż zakładano. Jednocześnie poprzedni ministrowie skarbu zmusili spółkę do pozbycia się telekomów, działalności rentownej i pozwalającej minimalizować negatywne efekty spadku ceny miedzi. Tłumaczono to tym, że KGHM ma się skoncentrować na działalności podstawowej, ale chwilę później kupił… uzdrowiska. Znów zabrakło spójnej koncepcji.

Jak pan ocenia pomysł połączenia PIR, ARP, BGK, PARP, PAIIZ w jeden podmiot?

Wielokrotnie rozmawialiśmy z premierem Morawieckim o tym, że Ministerstwo Rozwoju potrzebuje narzędzi do wspierania polskiej gospodarki i realizowania programów jej wsparcia. Taki podmiot będzie narzędziem, które skupi restrukturyzację, wspieranie rozwoju, pobudzanie przedsiębiorczości i innowacyjności oraz przyciąganie inwestorów. To bardzo sensowny pomysł.

Bez żalu odda pan nadzór nad ARP i PAIIZ?

Skoncentrowanie w jednym miejscu wszystkich tych działań i połączenie budżetów to dobry pomysł. PKO BP i PZU natomiast powinny wspierać ten podmiot, ale nie będą jego częścią i zostaną pod nadzorem następcy ministerstwa skarbu.

Jaki jest plan dla LOT? W zgodnej opinii przewoźnik wymaga pilnego dofinansowania. Ponoć są inwestorzy chętni do wyłożenia pieniędzy na zakup samolotów?

LOT potrzebuje inwestora — i to szybko, a także powrotu do operacji, które musiał zawiesić w związku z pomocą publiczną, zakupem maszyn i zmian we flocie. Dziś LOT ma flotę niedopasowaną do potrzeb rozwojowych, brakuje mu samolotów średniego zasięgu. Prowadzimy rozmowy z inwestorami, ale na pewno nie oddamy kontroli nad spółką podmiotom zewnętrznym.

PZU powinien kontynuować proces repolonizacji banków?

Szumnie ogłosiło plan, ale na razie niewiele z niego wyszło. Chcemy zwiększyć udział polskich podmiotów w sektorze bankowym, a skoro PKO BP ma zbyt duży udział i miałoby problem z przekroczeniem poziomu koncentracji, to PZU jest naturalnym kandydatem. Chcę poznać plan dalszych działań. Równie ważne jest jednak udomowienie banków, to jest takie kształtowanie polskiego sektora bankowego, by nad jak największą liczbą podmiotów dominującą rolę nadzorczą sprawował polski nadzór.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Siemieniec, Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu