Umowa o przeniesienie praw autorskich powinna być zawarta pisemnie, chyba że kupujemy niewyłączną licencję.
Przedziwna sprawa zdarzyła się w jednym z wydawnictw książkowych. Wydrukowało ono dzieło pewnego autora, ale bez pisemnej z nim umowy. Ten domaga się teraz od wydawnictwa sowitych tantiem.
— Nie wiemy do końca, po czyjej stronie leży wina. Prawda jest taka, że mamy podpisaną umowę o współpracy z firmą, która pozyskuje dla nas autorów. To ona rozmawiała z pisarzem, ten się zgodził na publikację i obiecał odesłać wcześniej uzgodnioną umowę do nas. Nie odesłał, a my — nie mogąc wstrzymać edycji — wypuściliśmy książkę na rynek — opowiada właściciel wydawnictwa.
Przedsiębiorca zadzwonił do „PB” z pytaniem, co może zrobić, by tę sprawę załatwić zgodnie z własnym interesem. Czyli zapłacić honorarium, jakie było ustnie uzgodnione, a nie trzy razy więcej (tyle domaga się teraz autor i grozi sądem).
Co mówi prawo
Art. 53 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. precyzuje, że umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. A zatem umowa ustna zupełnie tu nie skutkuje.
W prawie autorskim czytamy też, że jeżeli z umowy nie wynika, iż przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, to twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia. Jeżeli zaś w umowie nie określono wysokości tego wynagrodzenia, to określa się ją z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa i korzyści wynikających z korzystania z utworu.
Wydawca może rozwiązać problem na dwa sposoby.
— Może spróbować porozumieć się z pisarzem. Jeżeli to się nie uda — poczekać, aż ten wniesie sprawę do sądu — radzi Piotr Bukowski, radca prawny grupy Saint Gobain.
Wtedy, w zależności od skuteczności linii obrony wydawcy, sąd ustali wysokość wynagrodzenia.
Jak to rozegrać
— Najlepiej, gdyby wydawca utrzymywał w sądzie, że zawarł z autorem umowę ustną o niewyłączną licencję na publikację książki — nie ma wtedy obowiązku zastosowania formy pisemnej — podkreśla Piotr Bukowski.
Sąd prawdopodobnie nakaże wówczas wydawnictwu wypłacić autorowi wynagrodzenie ustalone w tej ustnej umowie.
Jeśli natomiast idzie o wzajemne rozliczenia między wydawnictwem a jego przedstawicielem odpowiedzialnym za pozyskiwanie autorów, to wszystko zależy od ich umowy. Jeżeli to w gestii przedstawiciela leżało załatwienie umowy, to powinien zapłacić karę umowną za narażenie wydawnictwa na straty materialne i wizerunkowe.