Europejscy hotelarze chętnie przyznaliby sobie dodatkową gwiazdkę za zasługi na polu zwalczania kryzysu. W ubiegłym roku — jak wynika z danych Eurostatu — hotele w Unii Europejskiej przyjęły rekordową liczbę gości. W 2011 r. w luksusowych apartamentach, przydrożnych motelach i górskich kurortach wykupiono 1,6 mld noclegów. Nigdy nie było tak tłoczno.
— Wyraźnie widać efekt ubiegłorocznych zamieszek w Egipcie i Tunezji. Ruch turystyczny skupił się na Europie, a urlopowicze wyjeżdżali częścieji na krótszy wypoczynek. Pozytywnym sygnałem jest silny popyt krajowy na usługi hotelowe — mówi Janusz Mitulski, partner w branżowej firmie doradczej Horwath HTL.
Hotelowej stawce od lat przewodzi Hiszpania, wyprzedzając Włochy i Niemcy. Pierwsza piątka potęg w branży (w skład której wchodzą jeszcze Francja i Wielka Brytania) generuje 70 proc. europejskiego wyniku. Tymczasem do polskich hoteli zagląda mniej niż co pięćdziesiąty unijny gość. Więcej klientów mają hotele na cztery razy mniej ludnych Węgrzech, Czesi zaś biją polskich hotelarzy ponaddwukrotnie. Południowi sąsiedzi jednak — według ekspertów — dłużej wychodzili z kryzysu i utrzymywali niższe ceny, a Polska poradziła sobie dzięki silnemu popytowi wewnętrznemu.
— Zagraniczni goście w polskich hotelach to głównie przedstawiciele biznesu. W ostatnich latach wyraźnie przybywa Polaków korzystających z hoteli. Z naszych danych wynika, że od 2005 do 2010 r. ich udział wśród wszystkich gości wzrósł z 61 do 71 proc. Nawet w hotelach cztero- i pięciogwiazdkowych zwiększył się z 28 do 41 proc. — mówi Janusz Mitulski. W 2011 r. przyrost liczby gości z zagranicy w Polsce sięgnął 4,4 proc. Wśród 12 nowych państw UE mniej dynamicznie było tylko na Malcie. Czechy, kraje bałtyckie, a także Rumunia i Bułgaria chwalą się dwucyfrowym wzrostem. Są jednak nadzieje na poprawę.
— Efekt EURO 2012 to nie fikcja. Gości hotelowych będzie dynamicznie przybywać nie tylko dzięki promocji Polski, ale też rozwojowi infrastruktury — lotnisk, dróg i kolei. Dużo zrobi rozbudowa terminali — zarządzający lotniskami będą musieli zadbać o nowe połączenia, a to wprost przełoży się na liczbę gości hotelowych w dużych miastach — mówi Janusz Mitulski.
Wolniejszy niż u sąsiadów wzrost, z którym borykają się polscy hotelarze, to problem, jaki chcieliby mieć Włosi. Drugie pod względem liczby hotelowych gości państwo w Europie jako jedyne w UE odnotowało w ubiegłym roku spadki, wywołane przede wszystkim ograniczonymi wycieczkami samych Włochów (mniej o 5,1 proc.). Nie zrównoważył ich nawet napływ zagranicznych gości. Mniej klientów mieli też hotelarze w Szwajcarii. Unijne dane są niepełne — Eurostat nie podał wyników z Irlandii i Grecji.